czwartek, 26 maja, 2022
Strona głównaDziałyOpinieO co chodzi Putinowi?

O co chodzi Putinowi?

Pod koniec stycznia br. świat wstrzymał oddech. Zdaniem wielu polityków, ekspertów i dziennikarzy od grudnia zwiększa się prawdopodobieństwo rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W pobliżu jej granicy Rosja skoncentrowała 100 tys. wojsk wraz z pojazdami bojowymi, artylerią i bateriami rakiet. Rzecznicy Kremla niewinnie twierdzą, że są to tylko manewry. – Przecież każdy kraj ma prawo prowadzić ćwiczenia wojskowe na własnym terenie – na oskarżenia reaguje szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow.

Władimir Putin. Fot. commons.wikimedia.org

Kryzys migracyjny

Nigdzie tak czujnie i wnikliwie nie śledzi się przebiegu tych wydarzeń jak w Warszawie. Polska bowiem graniczy z obu adwersarzami – Federacją Rosyjską i Ukrainą. Także z Białorusią, której hybrydowy atak na granicę RP trwa od sierpnia ub. r. Uważa się, że operacja ta powstała z inspiracji, a może nawet z bezpośredniego nakazu, Władimira Putina. Jego wasal, Alaksandr Łukaszenka, samotnie na taki ruch by się nie zdobył. Ogólna nerwowość doprowadziła do paranoidalnych spekulacji medialnych i do wyścigu międzynarodowych spotkań.

W sprawie białoruskiego szturmu na polską granicę z migrantami w charakterze broni ustępująca kanclerz Niemiec Angela Merkel poprosiła Putina, żeby wpłynął na Łukaszenkę i powstrzymał jego szaleństwo. Ten zaś poradził jej skontaktować się bezpośrednio z Mińskiem, bo co Rosja ma do tego? Ale cynicznie dodał, że zgodziłby się zostać rozjemcą, gdyby go o to poproszono. Tak rozpoczął się maraton spotkań i rozmów, dwustronnych i wielostronnych na różnych forach.

Trwające od lata 2021 r. dziwne ruchy i drobne prowokacje na granicy polsko-białoruskiej przeobraziły się w listopadzie w masowe szturmy na tymczasową barierę z ostrzowych zasieków, odgradzającą nielegalnych imigrantów od terytorium Polski i Unii Europejskiej. Białoruscy sołdaci zaopatrują migrantów w siekiery, łopatki i nożyce do cięcia drutu, oślepiają polskich funkcjonariuszy światłem stroboskopowym i laserami i obrzucają ich kamieniami, butelkami, kłodami i wyrwanymi z bariery metalowymi przedmiotami. Dalej na południe już w grudniu w pobliżu granicy z Ukrainą zaczęły się gromadzić wojska rosyjskie. Wszystko wskazywało na przygotowania do inwazji.

Sankcje i rozmowy

Merkel zastosowała się do rady Putina i skontaktowała się z Łukaszenką, za co przez wielu była krytykowana, bo złamała międzynarodowy bojkot białoruskiego satrapy. Ale w miarę jak sytuacja stawała się coraz groźniejsza, wszyscy zaczęli rozmawiać z wszystkimi. Na spotkaniu z Joe Bidenem Putin zażądał oficjalnych gwarancji USA i NATO, że Ukraina nigdy nie zostanie przyjęta do struktur euroatlantyckich. Ponadto NATO powinno się cofnąć od granicy Polski i Rumunii. Biden tego nie zaakceptował i zagroził sankcjami, jakich jeszcze nie było. Jednakże zdaniem wielu obserwatorów popełnił jeden kardynalny błąd. Podczas wstępnych rozmów powiedział, że „my naszych wojsk na Ukrainę nie poślemy”. Zachowując to wyznanie na późniejszy etap rozmów, miałby w ręku poważny atut.

W Wiśle prezydent Andrzej Duda spotkał się ze swoim odpowiednikiem ukraińskim – Wołodymyrem Zełenskim. Zapewnił go, że jednym z priorytetów polskiej polityki międzynarodowej jest wsparcie Ukrainy. Rzecznicy prasowi prezydentów nie wspomniel,i o jakie konkretne wsparcie chodzi – moralno-polityczne, materialne czy wojskowe. Ale w Unii Europejskiej, NATO i Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, w której Polska sprawuje obecnie roczne przewodnictw, Polska jest znana ze swego „jastrzębiego” stanowiska wobec Moskwy.

Janet Yellen, członkini gabinetu Bidena, oświadczyła bez ogródek: „Departament Skarbu USA jest przygotowany do bezzwłocznego nałożenia poważnych sankcji na Rosję, jeśli ta zaatakuje Ukrainę”. Z kolei należąca do partii Zielonych szefowa dyplomacji nowego lewicowego rządu Niemiec, Annalena Baerbock, stwierdziła, że „każda dalsza agresywna postawa, jakikolwiek dalszy przejaw agresji, miałyby poważne konsekwencje”. Na wspólnej konferencji prasowej z sekretarzem stanu USA Anthonym Blinkenem powiedziała: „Najskuteczniejszą opcją jest jednomyślna zapowiedź wobec Moskwy, że jakakolwiek interwencja na Ukrainie będzie miała dla Rosji wysoką cenę ekonomiczną, polityczną i strategiczną”.

Ale powiedzieć można wszystko. Faktem jest, że to dzisiejsze Niemcy odmawiają wsparcia Ukrainy sprzętem wojskowym. Mało tego, podobno Berlin nie wyraził zgody na przelot przez niemiecką przestrzenią powietrzną takiego transportu z Wielkiej Brytanii. Mimo stanowczych zapewnień o solidarności natowskiej faktyczny stosunek do Rosji poszczególnych krajów jest daleki od jednolitości. Nie tylko Włochy, ale i Francja, a przede wszystkim Niemcy, ale także Węgry i Czechy marzą o intratnych biznesach z Moskwą, a taki brak solidarności jest wodą ma młyn Putina.

Wojna czy pokój?

Czy Putinowi chodzi o doprowadzenie do prawdziwej wojny czy tylko o eskalację napięć? Wojna hybrydowa trwa nie od dziś. Kremlowscy hakerzy regularnie włamują się do tajnych kont internetowych krajów zachodnich, za pomocą mediów społecznościowych rozsiewają celową dezinformację, a będący na usługach Federacji Rosyjskiej agenci prorosyjsko urabiają wpływowych polityków, urzędników, dziennikarzy i nawet celebrytów. Ale rozpętanie wojny konwencjonalnej (bo jądrowa chyba nie wchodzi w rachubę!) wydaje się mało prawdopodobne. Co by to komu dało? Najprawdopodobniej Putinowi chodzi o destabilizację Zachodu, strasząc wojną, a jednocześnie powodując szalony wzrost cen za energię. Uzależnia to zachodnich adwersarzy od moskiewskiego szantażu energetycznego, dezorganizuje ich infrastruktury i skłóca ich społeczeństwa.

Zwiększa to popularność Putina u wyborców rosyjskich („przecież aroganckim zachodnikom trzeba utrzeć nosa!”) i pomaga mu realizować swój nadrzędny cel: rosyjski neoimperializm – odtworzenie potęgi Sowietów z dodatkiem dużej porcji carskiego splendoru. Przypomina o tym każdorazowe otwieranie przez historycznie umundurowanych gwardzistów złotych, wielometrowej wysokości, drzwi, by pośród fanfar mógł do okazałej sali audiencyjnej triumfalnie wkroczyć „car” Włodzimierz I. O jego poglądach i systemie wartości chyba najdobitniej mówi jego opis największej katastrofy XX wieku. Było to w jego mniemaniu „rozwiązanie pod koniec 1991 roku Związku Sowieckiego!”.

Robert Strybel

spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane

- Advertisment -