środa, 16 czerwca, 2021
Strona głównaOpowiadaniaMogłem cię dogonić...

Mogłem cię dogonić…

Publikujemy kolejne opowiadanie „Mogłem cię dogonić…” autorstwa Ryszarda Mścisza. Autor to przede wszystkim poeta, ale jest także znakomitym narratorem w krótkich formach prozatorskich, pełnych tajemniczej grozy, zaskakujących puent i groteskowego humoru.


Śnieg za oknami przystrajał krajobraz świąteczną bielą. Ozdobionym puchem gałęziom drzew widocznie nie było tak lekko, skoro kłaniały się ziemi pokornie i czołobitnie. Wciskanie do oczu śnieżnego bałwana węgielnych kamieni zdało mi się torturą. A wesołe dzieci zdawały się mieć diabelskie ogniki w oczach. Pomyśleć, że jeszcze wczoraj widziałbym to samo zupełnie inaczej.

Wczoraj był taki sam zimowy wieczór. Z nostalgią zimy w otulinach śniegu, lekkim przymrozkiem, który nie odstrasza i nie więzi w ogrzanych domach, ale pozwala wejść w otwartą księgę nocy w towarzystwie rozgwieżdżonego nieba. Gdy wyszedłem z domu było tak spokojnie i cicho, a na opustoszałych ulicach tylko pojedyncze cienie przemykały w świetle latarni. Oddaliłem się od ostatnich domów z oświetlonymi oknami, wszedłem między drzewa prześwitujące jasnością śniegu. Wydawało mi się, że w braterskiej ciszy natury mogę być chwilę sam na sam ze sobą. To tak rzadki w życiu luksus, cudowny paradoks życia: wśród natury bywamy sobą, wnikamy w siebie; wśród ludzi prowadzimy grę, zakładamy maskę jak w antycznym teatrze. Uważa się, że każdego stać na te chwile prawdy. A jednak łatwiej o sukces, pozycję towarzyską, nawet materialny dobrobyt, niż o nie. Czy jesteśmy zbyt zajęci, zaaferowani wypełnianiem schematu życia…? A może boimy się owych odkryć samotności, prawdy o sobie, której wobec natury nie jesteśmy w stanie zakłamać…

Lekkie skrzypienie kroków, delikatny trzask gałęzi wyrwał mnie z zadumy. A więc nie jestem sam? No cóż, chwila samotności skończyła się – może moja samotność zbratała się z samotnością innego człowieka i przestała nią być. A może po prostu dana mi była tylko ta ulotna chwila w zbiorowej formie życia…? Nagle ujrzałem cień, który ów hałas stworzył. Cień nie był imponująco wielki, ale zarazem niepokojący nad wyraz. Niepokojący, bo… Przez moment odniosłem wrażenie, że ta nieforemna, olbrzymia głowa wyrastająca z niewielkiego tułowia unieruchomiła mnie zupełnie. Odczułem intuicyjnie jakąś przewagę intelektu, pozaczasowej mądrości, która obezwładnia, odbiera rację bytu, przytłacza… To coś ma wiele odnóg, kończyn, a może macek, które gotowe mnie opleść i zgnieść w każdej chwili. Usłyszałem głos, raczej dźwięk, który tajemnicza istota wydała. Zdawał się rozbrzmiewać od wewnątrz, wydobywać z mojej głowy. Być może nie istniała żadna zewnętrzna postać głosu. Ale nie był na tyle wyraźny, bym był w stanie go zrozumieć. A raczej nie mógł się od razu przebić przez jakąś warstwę psychiki, która go blokowała. Przeczucie o istnieniu odpowiedzi, odzewu na hasło, które ów głos z sobą niesie, towarzyszyło mi bezustannie. Byłem o krok od jasności. Bądź o krok za nią. To jakiś język, kod, który prawie znałem, mogłem odkryć. Nie wiedziałem, czy był mi znany w jakimś odległym kiedyś, czy może to pewien wariant języka, który znam od zawsze…

To zaczęło iść w moim kierunku. Tajemnica językowego szyfru przegrała z gwałtownym lękiem. Te nieskoordynowane ruchy, kroki zdały mi się groźne, skierowane przeciwko mnie – nie do mnie. Próbowałem się ruszyć. Raz, drugi… Ani siła mięśni, ani siła woli nie była mi posłuszna. Strach rósł wraz z malejącą odległością między mną a tym… Było coraz groźniejsze, coraz bardziej odrażające – w naszych ziemskich kategoriach. Coraz bardziej odmienne od wszystkiego, co dotąd widziałem… mimo że nie w pełni widoczne. Wreszcie udało się, mogłem zrobić ruch, parę kroków… mogłem biec. Starałem się wykorzystać całą moją szybkość; całą szybkość mięśni i strachu…

Dobiegłem do pierwszej zaspy śniegu i przesadziłem ją błyskawicznie. Coś podpowiadało mi, że nie mogę biec wprost przed siebie, zwykłą drogą. Że muszę kluczyć, uskakiwać, byle przybliżać się do znajomych miejsc, do domu. Nie mogłem się oglądać za siebie. Nie potrafiłem. Czułem jednak to na pewno. To jest blisko, jest szybkie, bardzo szybkie. Nie chciałem wiedzieć jak wygląda, choć światła wyłaniających się latarni pozwoliłyby poznać część tajemnicy. Nie chciałem wzrokiem sprawdzić jak jest szybkie, jak się porusza. Wiedziałem, czułem, że koszt zetknięcia się z tajemnicą może być zbyt wysoki. Byłem już bardzo blisko, ale i ono powoli choć nieznacznie przybliżało się. Chyba czułem ten poryw szybkości, wzlatujący pod jego krokami śniegowy puch. Jeszcze tylko kilkadziesiąt kroków, kilkanaście, kilka… Kiedy czułem zniewalający oddech owej istoty na plecach, dopadłem bramy, potem drzwi od domu. Zamknąłem drzwi za sobą, mocno przytrzymałem i na chwilę przywarłem do nich. Rozejrzałem się z niepokojem po oknach, ciemnych ścianach mieszkania.

Dopiero po godzinie zaświeciłem światło, usiadłem w fotelu. Cisza była zbyt niepokojąca, pustka zdawała się krzyczeć we mnie. Włączyłem telewizor. Chyba program już się skończył, ale pozostał szum, tak potrzebny mi w tym momencie szum… Po chwili jednak zdało mi się, że słyszę głos. Tak, spoza szumu wyraźnie dobiegał głos… Na tyle wyraźnie… Nie, musiałem się przesłyszeć… A jednak ciągle słyszę to samo. Ten głos. Podobny do tamtego, a przecież zrozumiały, ludzki.

– Mogłem cię dogonić. Gdybym chciał, dogoniłbym cię…! Ty wiesz o tym dobrze!

Ryszard Mścisz


Ryszard Mścisz – urodzony 2 lipca 1962 r. w Stalowej Woli. Mieszka w Jeżowem, gdzie pracuje jako polonista w ponadpodstawowym Zespole Szkół. Autor siedmiu tomików poetyckich: „Życie to tylko impresje” (2000), „Wibracje” (2002), „Na strunach lat” (2004), „Roześnienie” (2007), „Strumienie poezji” (2010), „Korytarze słów” (2014) i „Kołatanie do wrót nocy” (2019), dwóch zbiorów  tekstów satyrycznych: „Zezem na świat” (2002) i „Swojski diabeł i inne humoreski” (2012), zbioru opowiadań „Życie u(daje) szkołę” (2018), zbioru recenzji twórców podkarpackich „Czytanie nieobojętne” (2016) oraz satyrycznego audiobooka „Humoryśki” (2014). Członek Oddziału ZLP w Rzeszowie od 2004 roku, obecnie jego wiceprezes.

Fot. Archiwum Ryszarda Mścisza

spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Poprzedni artykuł„Pranie”
Następny artykuł„Zabiłeś ją, draniu!”

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane

- Advertisment -