Iga Świątek przegrała z Eliną Switoliną w półfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie, który poprzedził wielkoszlemowy French Open. Polka miała dobre momenty, ale niewymuszonych błędów było za dużo.

Iga pierwszy raz w sezonie awansowała do półfinału turnieju. Dokonała tego na kortach, na których już trzykrotnie triumfowała. Ze Switoliną zmierzyła się na Camp Centrale i rozegrała ciekawy pojedynek, ale „okrasiła” go aż 50 niewymuszonymi błędami. Dlatego też na koniec Ukrainka postawiła na swoim, wygrywając po ponad dwóch godzinach 6:4, 2:6, 6:2.
Był to siódmy pojedynek między tymi tenisistkami. Switolina wygrała trzeci raz, po raz drugi w tym roku. Ponad miesiąc temu znalazła sposób na Raszyniankę w turnieju WTA 1000 w Indian Wells (6:2, 4:6, 6:4). Scenariusz niby podobny, jednak Świątek widzi wyraźne różnice.
– Myślę, że te mecze znacznie się różniły. Grałyśmy dziś obie o wiele lepiej. W Indian Wells było tak, że gdy jedna z nas wygrywała, to ta druga trochę kopała się w czoło. Przepraszam za szczerość. Nie grałyśmy wtedy zbyt dobrze – przyznała w rozmowie z Dominikiem Senkowskim.
Switolina wygraną zawdzięcza przede wszystkim świetnej grze w obronie oraz pod presją, gdy musiała bronić break pointów. Ukrainka wygrała w takich okolicznościach aż 11 z 16 piłek (w meczu z Jeleną Rybakiną bilans na tym polu wynosił 16 z 20).
W stolicy Włoch Polka wygrała cztery mecze, a zanim spotkała się z Eliną, szybko odsyłała z kwitkiem Amerykanki – Naomi Osakę (6:2, 6:1) i Jessikę Pegulę (6:1, 6:2). Czwarty raz w Rzymie nie wygrała, ale po zatrudnieniu Francisco Roiga w roli szkoleniowca zdaje się wracać na dobre tory.
tom







