poniedziałek, 17 maja, 2021
Strona głównaPoloniaNowy Jork„Świat się zatrzymał, ale czas goni do przodu”

„Świat się zatrzymał, ale czas goni do przodu”

Kinga Augustyn przed pandemią występowała na wielu polonijnych spotkaniach, a teraz, tak jak każdy z nas, musiała nauczyć się żyć i – co więcej – tworzyć w czasach pandemii. Jak widać Kinga czas izolacji wykorzystała wspaniale, bo niedawno nagrała kolejną płytę.

Kinga Augustyn jest absolwentką prestiżowej The Juilliard School w Nowym Jorku. Fot. Łukasz Wroński

„Biały Orzeł”: Po pierwsze: gratulacje! Ten rok zaczął się dla Ciebie wspaniale, na rynku wydawniczym pojawiła się Twoja kolejna płyta. Kto zainspirował Cię do nagrania „Turning in Time”, z muzyką współczesną na skrzypce solo.

Kinga Augustyn: Dziękuję. Właściwie zainspirowała mnie moja mama, która od dawna wspominała, że bardzo lubi często wykonywany przeze mnie na koncertach utwór „Sequenza VIII” Luciano Berio. Dopytywała zarazem, kiedy go nagram. Mama nie zawsze lubi utwory współczesne, ale ten szczególnie przypadł jej do gustu. Zauważyłam przy tym, że publiczność także bardzo dobrze go odbiera. Dla mnie początek tej kompozycji ma hipnotyczne oddziaływanie na psychikę. Wszystko dzieje się wokół dwóch dźwięków. Może też dlatego wykonując ten utwór na koncertach często mam wrażenie, że na sali jest cicho jak makiem zasiał.

Natomiast dla „Sequenzy VIII” Luciano Berio inspiracją była „Chaconne” Jana Sebastiana Bacha, czyli utwór na skrzypce solo uznawany za jedną z najwybitniejszych kompozycji, jakie kiedykolwiek powstały, jak również za jedno z największych osiągnięć ludzkości. Przytoczę tutaj znany cytat kompozytora Johannesa Brahmsa o „Chaconne”: „Na jednej pięciolinii, na małym instrumencie, człowiek zapisuje cały świat najgłębszych myśli i najpotężniejszych uczuć. Gdybym wyobraził sobie, że mogłem stworzyć, a nawet wymyślić ten utwór, jestem pewien, że nadmiar podniecenia i wstrząsającego doświadczenia wypędziłby mnie ze zmysłów. Jeśli nie ma w pobliżu największego skrzypka, to najpiękniejszą przyjemnością jest po prostu wsłuchać się w jego brzmienie”.

Stąd w mojej płycie „Turning in Time” linią przewodnią jest Jan Sebastian Bach, co wprawdzie może wydawać się ironiczne, bo przecież Bach to barok, a na płycie jest muzyka z drugiej połowy XX wieku i z początku XXI wieku. Co więcej, w kompozycji Debry Kaye pt.: „Turning in Time”, która również jest inspirowana „Chaconne”, mamy na samym końcu bezpośredni cytat z tej właśnie kompozycji. Dodam, że Debra napisała swój utwór specjalnie dla mnie, co jest dla mnie zaszczytem.

Kinga Augustyn spotkała się z Krzysztofem Pendereckim w Nowym Jorku w 2013 r. Na jej najnowszej płycie znalazł się utwór tego kompozytora. Fot. Anna Perzanowska

Płyta jest prawdziwą gratką dla wielbicieli muzyki, znajduje się na niej mistrzowsko wykonana prapremiera utworu zmarłego 29 marca 2020 r. Krzysztofa Pendereckiego pt. „Capriccio”. Co Cię skłoniło do umieszczenia tej kompozycji na swojej płycie?

„Capriccio” Krzysztofa Pendereckiego to utwór, który publiczność odbiera jako brawurowy. Jest to krótka, zwięzła kompozycja, naładowana wirtuozowskim pasażami o elementach częściowo wywodzących się z baroku, czyli na przykład łamane akordy i chromatyczność, która często na koncertach „wygrywa” zainteresowaniem z innymi utworami skomponowanym dużo wcześniej. Dlatego apeluję: nie bójmy się muzyki współczesnej. Ona może być porywająca i bardzo ciekawa.

Pragnę również wspomnieć, iż miałam zaszczyt wykonać „Capriccio” dla samego kompozytora, gdy go poznałam w Nowym Jorku w roku 2013. Nie zawsze mamy okazję grać utwory ich twórcom, więc przyznam, że było to dla mnie bardzo istotne przeżycie, szczególnie, że mamy tu do czynienia z kompozytorem uznawanym za jednego z największych polskich twórców. Dlatego mimo że prof. Penderecki nie usłyszał tej ostatecznej wersji, która znalazła się na płycie, wierzę, że jego sugestie i myśli częściowo przynajmniej zostały przelane na dysk.

Jak wyglądał dobór kompozycji na płytę?

Tak jak i w życiu codziennym, gdzie jedna rzecz prowadzi do następnej, a wszystko ma swoje konsekwencje, utwory dobierałam budując łańcuch, który z założenia ma być mocny i sensowny. Oprócz łącznika, którym jest wspomniany już J. S. Bach, szukałam utworów, które mają mocne oddziaływanie na psychikę ludzką, a zarazem są porywające i ciekawe. Nie oznacza to jednak, że są to utwory „lekkie”. Takich możemy posłuchać choćby na mojej płycie „La Pasión”, która na rynku pojawiła się w lutym br. Tam mamy 6 etiud w formie Tanga Astora Piazzolli. Można iść w tango (uśmiech).

W utworach na płycie „Turning in Time” mamy intensywne emocje, które czasami mogą się wydawać nawet niewygodne. Ja sama przyznam, że odsłuchując sesje nagraniowe czasami szukałam wygodniejszego krzesła, bo w tym, co słyszałam, było tak dużo napięcia. Ironicznie mówiąc, w niektórych utworach przekazywane piękno jest na pograniczu brzydoty, o którą często oskarża się np. Elliotta Cartera, kompozytora „4 Lauds”. Oczywiście nie zgadzam się z taką oceną, chociaż jestem jej świadoma i do końca jej nie neguję. Dwoistość polega tu na tym, że każdy patrząc na świat odbiera go innym doświadczeniem czy zrozumieniem i nie każdy odczuwa to samo. Przy wyborze i interpretacji różnych kompozycji wykonawca również kieruje się swoimi własnymi przeżyciami, przekazując przy tym to piękno, które sam za takie uważa. A to może być bardzo dużo różnych uczuć.

Która to już Twoja płyta wydana w Stanach Zjednoczonych i jakie masz plany na kolejne płyty?

„Turning in Time” to moja jedenasta płyta, ale na trzech z nich gram jedynie w jednym utworze. Chciałabym skorzystać tu z okazji, aby podziękować głównemu sponsorowi – Polish American Arts Association, jak również wszystkim innym, którzy przyczynili się do tego, że nagranie i wydanie płyty „Turning in Time” było możliwe. Myślę, że mamy dobry efekt końcowy. Wśród moich płyt solowych mamy ogromną różnorodność muzyki skrzypcowej. Mamy koncerty skrzypcowe Felixa Mendelssohna, Maxa Brucha czy Romualda Twardowskiego, jak również fantazje Georga Philippa Telemanna czy kaprysy Paganiniego.

Planów na nowe płyty mam bardzo dużo. Jednym z projektów, które obecnie nagrywam, są utwory Grażyny Bacewicz na skrzypce solo. Druga sonata skrzypcowa tej wybitnej polskiej kompozytorki jest na mojej płycie „Turning in Time”, natomiast wszystkie pozostałe utwory na skrzypce solo będą na tej następnej. Znowu mamy tu pewien łańcuch. Na podstawie jednego utworu weszłam w świat Grażyny Bacewicz, z którego teraz nie zamierzam tak łatwo zrezygnować. Uwielbiam jej muzykę i chciałabym, aby była bardziej doceniana i częściej wykonywana szczególnie poza granicami Polski. Jej muzyka jest wybitna i ponadczasowa.

Innym projektem, nad którym pracuję już od dawna, jest „Bach in NYC”. Jest to bardzo trudny projekt wideo, który już dużo przeszedł, ale za jakiś czas mam nadzieję go skończyć wreszcie i przekazać światu zadowalający efekt. Nie ukrywajmy, że żaden z moich projektów nie jest łatwy. Jednak to, co dzieje się za kulisami, czyli ta cała podróż artysty, jest równie ciekawe jak i produkt końcowy. Na pewno nigdy nie jest mi nudno.

Niedawno ukazała się jedenasta płyta w dorobku Kingi Augustyn – „Turning in Time”. Fot. Anna Perzanowska

Jesteś nazywana królową polonijnych skrzypiec i jak widać nie ustajesz w promowaniu polskiej muzyki. A jak zaczęła się Twoja przygoda z grą na skrzypcach?

Pierwsze swoje skrzypce dostałam w wieku pięciu lat, ale zaczęłam na nich grać dopiero kilka lat później. Sytuacja rodzinna spowodowała, że mój pierwszy czeski „Stradivarius” musiał na mnie poczekać. Mam go do dzisiaj. Liceum muzyczne we Wrocławiu skończyłam rok wcześniej, po zrobieniu matury. Następnym krokiem był i do dzisiaj jest Nowy Jork. Tu jest moja baza.

Ukończyłaś The Juilliard School w Nowym Jorku. Czy trudno było się dostać do grona studentów tej prestiżowej szkoły?

Tak, jest to uczelnia, do której bardzo trudno jest się dostać. Trzeba wykazać się odpowiednio wysokim poziomem, aby otrzymać szansę studiowania wśród innych bardzo utalentowanych muzyków. Trzeba też mieć dużo szczęścia, aby podczas 10-minutowego egzaminu pokazać się z jak najlepszej strony. Na każde miejsce jest kilkuset chętnych.

Jakie obecnie masz marzenia muzyczne, które czekają na realizację?

Przede wszystkim nie mogę się doczekać momentu powrotu na scenę i obecności publiczności na żywo. Gdy to wreszcie nastąpi, zamierzam kontynuować budowę swojego łańcucha muzycznych doświadczeń i przeżyć. Moje marzenia muzycznie wiążą się z tym, aby każde moje doświadczenie było na jak najwyższym poziomie artystycznym z wieloma wspaniałymi orkiestrami i dyrygentami.

W związku z tym, że żyjemy w czasach pandemii, powiedz, jak muzycy sobie radzą w tej sytuacji i jak obecnie wygląda Twój kontakt ze słuchaczami?

Jest to rzeczywiście bardzo trudny i nietypowy czas również dla muzyków. Jakkolwiek ważne jest zdać sobie sprawę z tego, że czas nie stoi w miejscu i że w związku z tym należy go wykorzystać jak najlepiej. Jedną z moich pierwszych myśli na pandemię, która zaczęła się niestety już rok temu, było to, że „świat się zatrzymał, ale czas goni do przodu”. Już wtedy postanowiłam więc, że nie usiądę na tyłku i nie zacznę płakać w zaistniałej, niepewnej sytuacji. Skoncentrowałam się na wykończeniu przynajmniej kilku zaczętych projektów, na które wcześniej nie było czasu, między innymi właśnie na odsłuchaniu materiału do obu płyt, które zostały wydane na początku tego roku. Tak jak każdy inny artysta, koncerty miałam odwoływane jeden po drugim, więc tego wolnego czasu miałam aż za dużo. Częściowo wykorzystałam go m.in. na ćwiczenie utworów, w których wcześniej nie bardzo byłam zadowolona z własnej interpretacji. Ponadto uwagę skoncentrowałam na wiedzy pozamuzycznej, która również jest dla mnie istotna. Przeczytałam na przykład kilka książek na temat fizyki kwantowej, która od dawna bardzo mnie interesuje. Latem natomiast zaczęłam uczyć się hiszpańskiego oraz pogłębiłam swoją znajomość niemieckiego poprzez czytanie bardziej zaawansowanych lektur. Od marca ubiegłego roku zagrałam wiele koncertów online, o których wiem, że przynajmniej niektórym przyniosły dużo radości. Od tamtego czasu jedyne koncerty dla publiczności na żywo zagrałam w Montanie w październiku 2020 r. Między innymi dwa razy wykonałam koncert D-Moll Henryka Wieniawskiego z orkiestrą Glacier Symphony pod batutą Johna Zoltek. Te trzy bezcenne doświadczenia, podczas których każda osoba wśród niewielkiej procentowo publiczności ze względu na jej oficjalne ograniczenia była dla mnie na wagę złota, kosztowały mnie kolejną męczącą dwutygodniową kwarantannę. Była tego warta.

Rozmawiała Agnieszka Granatowska

spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane

- Advertisment -