czwartek, 20 stycznia, 2022
Strona głównaOpowiadania„Stary Rok się kończy, Nowy się zaczyna. Ja Wam, Przyjaciele, winszować zaczynam...”

„Stary Rok się kończy, Nowy się zaczyna. Ja Wam, Przyjaciele, winszować zaczynam…”

Fot. Wiesław Hop

Każdy kończący się rok sprzyja rozmyślaniom. Człowiek próbuje analizować – zastanawiać się nad tym, co było… Czasami, mimowolnie, wraca do swoich korzeni…

Podobno brat mojego dziadka po stronie matki, był kiedyś kowbojem w Ameryce. Za błędy młodości – mówiono, że zabił człowieka w karczemnym pojedynku na pięści – spędził trochę czasu za kratami. Później jednak jakaś kobieta zapłaciła za niego wysoką kaucję… i w konsekwencji wyszła za niego za mąż. Żyli razem długo. Szkoda jednak, że nie mieli dzieci, bo teraz miałbym tam jakąś rodzinę.

Ja chyba jestem trochę, pod pewnymi względami, do niego podobny: lubię kapelusze, kowbojskie buty i kocham konie… Tak samo, jak mój ojciec i dziadkowie. A poza tym, w młodości – pomimo, że zawsze starałem się postępować rozsądnie – musiałem także stoczyć kilka poważnych walk na pięści w obronie własnej pozycji i godności. Na szczęście miały one inny charakter, od tych na Dzikim Zachodzie. Ale w istocie chodziło o to samo.

Zwykle twardo stąpam po ziemi, bo przecież mam rodzinę, o którą trzeba dbać, gdyż jest to najważniejsze zadanie każdego człowieka. Ale pozwalam sobie także szukać przygód i błądzić po meandrach ludzkich tęsknot i marzeń. Myślę, że właśnie te cechy mojej osobowości skłoniły mnie do czytania i do pisania książek. I tak idę sobie przez życie, od przygody do przygody… Od opowiadania do opowiadania, od książki do książki… I czuję się odrobinę tak, jakbym żył i teraz, i dawniej na Dzikim Zachodzie…

W przyszłym roku, po kilkuletniej przerwie, znowu zacznę łowić ryby. I wybiorę się w Bieszczady, gdzie w Sanie i jego dopływach można znaleźć duże potokowe pstrągi.

I Wam również, drodzy Czytelnicy – Przyjaciele, życzę, abyście, twardo stąpając po ziemi, jednocześnie szukali przygód, które sprawią, że Wasze życie stanie się radośniejsze i pełniejsze. I mówię Wam, że w tym celu nie trzeba koniecznie nigdzie wyjeżdżać, bo one są blisko każdego z nas. Trzeba tylko dobrze się rozejrzeć, pozwolić swojemu umysłowi na odrobinę relaksu, refleksji i błądzenia po zakamarkach własnych wspomnień i nieograniczonej ludzkiej wyobraźni…

Był sylwester, nie pamiętam już którego roku. Do północy brakowało jeszcze około dziesięciu minut, ale orkiestra już przestała grać, a na scenie pojawił się, przebrany za Stary Rok, sołtys Antoni, aby wygłosić swoje tradycyjne sylwestrowe, noworoczne przemówienie, i uroczyście przekazać insygnia władzy, w postaci oklejonego złotym papierem olbrzymiego berła, na ręce czekającego już pod sceną Nowego Roku. Nikt nie wyobrażał sobie nawet, że mogłoby się bez tego obejść, więc na powitanie nagrodziliśmy go gromkimi oklaskami.

Antoni stanął przed orkiestrą, chrząknął. Był wysokim, barczystym, muskularnym mężczyzną o białych jak mleko włosach. Pomimo, że skończył już siedemdziesiąt lat, nadal miał ogromną siłę. Potrafił rozdzielić dwóch bijących się na zabawie przeciwników, w ten sposób, że chwytał ich za kołnierze, unosił pod sufit i trzymał tak długo, aż się uspokoili.

– Stary rok się kończy, Nowy się zaczyna. Ja wam, Przyjaciele, winszować zaczynam… – Zaczął. Nie potrzebował mikrofonu, bo głos miał taki, że gdy krzyknął, w oknach dzwoniły szyby. Mówił dobrze, dowcipnie i mądrze, bo znał życie, które ma swoje dobre, ale i złe strony… I wszyscy z przyjemnością go słuchali. A mnie przypomniała się, związana z nim, stara historia.

Dawno temu, mój ojciec Józef, o czym niewielu ludzi wie, uratował Antoniemu życie. A stało się to tak:

Noc była już późna, ale – za sprawą bezchmurnego nieba, śniegu i księżyca w pełni – niezwykle jasna. Ojciec nieco podchmielony, jakże by inaczej, wracał w karnawale z imienin od swojego brata Jana. Gdy minął owczarnię i wychylił się zza zakrętu, zauważył, że z przeciwnej strony, w jego kierunku, idzie wysoki mężczyzna. Po sylwetce rozpoznał, że jest to Antoni. Niemal w tym samym momencie, zza przydrożnych zakrzaczeń, podbiegło do niego cztery mroczne postacie. Wywiązała się krótka walka, w czasie której zaskoczony Antoni został uderzony czymś w głowę i upadł bezwładnie na drogę.

Mężczyźni ściągnęli go do fosy i wepchnęli jego głowę do betonowego przepustu pod drogą. Zajęci swoją robotą nie zauważyli, że ktoś się do nich zbliża. Jeden z nich wyszukał olbrzymi kamień, uniósł go do góry w dwóch rękach i już miał rzucić na Antoniego, aby mu zgruchotać klatkę piersiową, gdy ojciec rozpoznał, że są to czterej bracia z sąsiedniej wsi – szwagrowie Antoniego i pokonując strach o własne życie, wmieszał się do rodzinnych porachunków.

– Co wy z nim wyprawiacie? – odezwał się zza ich pleców.

W powietrzu zawisła złowroga cisza.

– A to ty, Józef – odezwał się najstarszy z nich, gdy udało mu się otrząsnąć z pierwszego wrażenia, spowodowanego tym, że zostali przyłapani na gorącym uczynku usiłowania zabójstwa. – To nie twoja sprawa. Nie mieszaj się do tego. Zatłuczemy drania! Nie będzie więcej bił i wypędzał z domu naszej siostry.

– Zapalcie i pomyślcie przez chwilę rozsądnie. Dobrze dostał. Dopóki nie odzyska przytomności, nigdzie wam nie ucieknie – ojciec wyciągnął w ich kierunku paczkę papierosów. – To wasz szwagier, a sami wiecie, że między kobietą i mężczyzną różnie bywa… Nieraz wieczorem o mało się nie pozabijają, a rano idą razem do łóżka. Lepiej, tak od razu, nie stawiać sprawy na ostrzu noża. Mówię wam, że on już tego więcej nie zrobi. Jeżeli go teraz zabijecie, do końca życia będziecie tego żałować.

Papieros podziałał na wszystkich uspokajająco. Bracia, chociaż z głów nadal im się mocno kurzyło, nie myśleli już o wykończeniu Antoniego. A nawet jakby odetchnęli z ulgą, że nie przekroczyli tej ostatniej linii pomiędzy życiem i śmiercią… Pomogli wyciągnąć szwagra z fosy, postawić go na nogi i odeszli. A ojciec, nie mając pewności, że całkowicie odpuścili, odprowadził go do samego domu.

Tydzień po tym zdarzeniu żona Antoniego wróciła do męża, bo jednak go kochała i zdawała sobie sprawę, że w tym nieporozumieniu, w tej awanturze, do której pomiędzy nimi doszło, oboje byli równie wini. A przedstawiając rodzinie Antoniego w bardzo złym świetle, była trochę niesprawiedliwa i tak wściekła, że w tamtej chwili, gdyby tylko miała możliwość i dość siły, sama była gotowa, gołymi rękami, rozerwać go na strzępy. Od tej pory, chociaż nigdy nie dowiedziała się, co zaszło pomiędzy Antonim a jej braćmi, stała się bardziej wyrozumiała dla słabostek męża. Razem dożyli późnej starości, pozostawiając po sobie ośmioro dzieci i kilkadziesiąt wnuków, które założyły własne rodziny i rozeszły się po całym kraju, a nawet świecie. I każdego roku, pamiętając o dziadkach, gdzieś tam obchodzą uroczyście swojego sylwestra…

– Stary rok się kończy, Nowy się zaczyna. Ja Wam, Przyjaciele, winszować zaczynam…

Po przemówieniu sołtysa i przejęciu insygniów władzy nad wsią przez Nowy Rok – który jednak pomimo, że reprezentowany przez człowieka wykształconego, miejscowego nauczyciela – przynajmniej na razie, prezentował się jakby trochę skromniejszy, uboższy i mniej elokwentny krewny Antoniego – wszyscy razem, w akompaniamencie orkiestry, odśpiewaliśmy kolędę „Nowy rok bieży”. Złożyliśmy sobie życzenia i bawiliśmy się świetnie, aż do świtu. A Antoni, jak zawsze – licząc się z tym, że w domu czeka go niezbyt miłe przyjęcie i wymówki żony, która już kilka lat wcześniej, z własnej inicjatywy, zrezygnowała z towarzyszenia mężowi w sylwestrowych balach – imprezę opuścił ostatni.

Wiesław Hop


Wiesław Hop – pisarz i publicysta związany z Podkarpaciem (Rzeszowski Oddział Związku Literatów Polskich). Urodził się w roku 1963 w Birczy, w powiecie przemyskim, gdzie mieszka. Jest żonaty, ma troje dzieci. Był nauczycielem, a w latach 1989–2010 policjantem. Przez trzynaście lat służby pełnił funkcję Komendanta Komisariatu Policji w Birczy. Od trzydziestu lat pisze opowiadania oraz powieści o tematyce sensacyjno-kryminalnej i obyczajowej. Wydane powieści: „Spacer ze śmiercią” – Wydawnictwo Pi, Warszawa 2012, „Wbrew woli” – WFW, Warszawa 2013, „Poranek pełen nadziei” – Rozpisani.pl, Warszawa 2015, „Przed wyrokiem” – LSW, Warszawa 2016, „O północy w Bieszczadach” – LSW, Warszawa 2019, „Długa noc” – Wydawnictwo CM, Warszawa 2020, wydana także w formie audiobooka przez Wyd. Lind & Co.

Fot. Archiwum Wiesława Hopa
spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Poprzedni artykuł„Mikołaj”

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane

- Advertisment -