poniedziałek, 22 lipca, 2024
Strona głównaOpowiadania„Ikar i Dedal”

„Ikar i Dedal”

Pierwszy polski samolot odrzutowy TS 11 Iskra. Fot. planespotters.net

To był jego pierwszy weekend bez rodziców, którzy polecieli na Majorkę, na ślub kuzyna mamy. Michał miał do wyboru jechać do cioci Magdy, albo zostać w domu z dziadkiem Andrzejem. Nie miał ochoty spędzać czasu na wsi, więc zdecydował się na dziadka jako opiekuna. Dziadek obiecał, że jak zostaną sami, wspólnie złożą model samolotu, a Michał wiedział, że dziadek nie rzuca słów na wiatr. Po śmierci babci, która zmarła nagle dwa lata temu, bardzo się zmienił. Chodził smutny i zamyślony. Jego córka, mama Michała chciała, aby z nimi zamieszkał, jednak wolał mieszkać sam. Na początku w domu rodzinnym, a później przeprowadził się do bloku, w którym mieszkała córka z mężem i wnukiem, bo znajomi sprzedawali mieszkanie. Mama Michała odetchnęła z ulgą, wiedząc, że jej ojciec będzie bezpieczny. Mieszkał obok, a jednocześnie miał prywatność. Michał bardzo lubił spędzać z dziadkiem czas, bo choć ten był wymagający, pozwalał wnukowi na więcej i zawsze dotrzymywał słowa. Nie potrafił jednak gotować. Michała akurat to najmniej martwiło. Mógł wtedy jeść bezkarnie hamburgery i pizzę na mieście. Rodzice pakowali ostatnie walizki i czekali na taksówkę, która miała ich zawieźć na lotnisko. Spojrzeli jeszcze na swojego syna. Mama przytuliła Michała i szepnęła mu do ucha:

– Bądź grzeczny i słuchaj dziadka.

– Dobrze mamo.

Michał żegnał rodziców, zaś Piotr podał teściowi karteczkę z numerami telefonów.

– Tato, tutaj zapisałem numery telefonów do mnie, do Agaty i do naszych kuzynów. Gdyby coś się działo, dzwoń bez zastanowienia.

– Jasne – odpowiedział dziadek Andrzej. I dodał z uśmiechem: – Jedziecie czy nie? Jak tak dalej będziemy rozmawiać, to spóźnicie się na samolot, a taksówka już czeka.

 Rodzice uściskali jeszcze raz syna i dziadka, zabrali wszystkie bagaże i pojechali taksówką na lotnisko. Michał przybił piątkę dziadkowi i szybko pobiegł do pokoju. Dziadek zrobił sobie herbatę, wyjął z lodówki pepsi i paluszki. W chwilę potem Michał był z powrotem, z modelem samolotu do składania i spoglądając litościwie na dziadka, zagadał: – No to co, składamy?

– Pewnie, że składamy, tylko może na początek zamówimy pizzę i napijemy się czegoś. Może być pepsi? – mrugnął do Michała dziadek.

– No, to mi się podoba, nie mleko i płatki. Michał wyjął z szuflady ulotkę i zaczął przeglądać.

– Daj to przeczytam, jakie mają rodzaje. Dziadek chwilę spoglądał na kartkę.

– Michałku – powiedział – zamówimy dwie; jedną dla mnie, a drugą dla ciebie. Może chcesz z szynką, ananasem i podwójnym serem?

– Doskonale, nawet potrójnym – zaśmiał się Michał.

– Ja sobie wezmę wiejską z boczkiem , bo twoja mama nigdy mi takiej nie kupi. Mówi, że mam wysoki cholesterol. A co tam, raz można zaszaleć.

– Tobie też mama zabrania niezdrowego jedzenia? Nie tylko ja mam szlaban.

– Wiesz Michaś, tak to jest z kobietami. Twoja babcia o mnie dbała i bardzo dobrze gotowała. Dziadkowi zakręciła się łza w oku, przytulił wnuka i rzekł: – Szkoda dzieciaku, że nie zdążyłeś lepiej poznać babci. To była najwspanialsza osoba na świecie. Nawet nie wiesz, jak mi jej brakuje.

– To dlatego czasami płaczesz i jesteś smutny? Tęsknisz za babcią?

– Tak, urwisie. Nie ma dnia, żebym o niej nie myślał. Babcia była moją jedyną i największą miłością. Była cudowną mamą dla twojej mamy i wujka Roberta. Czasami, jak patrzę na twoją mamę , przypomina mi się moja żona. Agata jest tak do niej podobna.

– Dziadku, jak poznałeś babcię?

– Opowiem ci, tylko zamówimy pizzę. Wybrał numer w komórce.

– Dzień dobry chciałem zamówić dwie średnie pizze, jedną wiejską i jedną hawajską z szynką, ananasem i podwójnym serem. Dziękuję bardzo.

– Będą za 40 minut a w tym czasie pójdziemy do salonu. Tam twoja mama trzyma albumy. Pokażę ci kilka zdjęć i opowiem o babci. Andrzej chwycił wnuka za rękę, poprowadził do salonu, otworzył album ze zdjęciami i zaczął opowiadać.

– Był rok 1963. Od kilku miesięcy pracowałem w Warszawie jako pilot, w Polskich Liniach Lotniczych LOT. Leciałem do Paryża. Byłem dobrze przygotowany do pracy, a jednak obawiałem się, jak to będzie. Odpowiadałem za załogę i pasażerów. Zwróciłem uwagę na piękną brunetkę, która przywitała się i poszła do swoich obowiązków. Od razu zapamiętałem jej imię. Helena pracowała jako stewardessa i jak się później okazało, to był jej pierwszy dzień pracy. Lot przebiegał prawidłowo. Idealna pogoda, jak na maj. Praca w stolicy dawała możliwości, o których chłopak z Mielca nie mógł nawet marzyć. Wylądowaliśmy i zobaczyłem wieżę Eiffla i wtedy wdzięczny byłem moim rodzicom, że nie kazali mi iść do pracy po technikum , tylko pozwolili na kontynuowanie nauki na wydziale lotniczym na Politechnice Warszawskiej. To dzięki ich pomocy mogłem ukończyć studia i zwiedzić niemal cały świat. Musisz wiedzieć Michałku, że były to zupełnie inne czasy i nie każdy mógł sobie tak po prostu polecieć za granicę, jak choćby dzisiaj twoi rodzice. Ale miałem opowiedzieć ci o babci. Pasażerowie opuszczali samolot i cała załoga kończyła swoją pracę . Pożegnałem się ze wszystkimi, ale nie zauważyłem Heleny. Spytałem drugiego pilota, gdzie może być ta piękna brunetka. Zaśmiał się i skomentował: – Czy aby nie wpadła ci w oko?

– I jak znalazłeś w tym Paryżu babcię? – spytał Michał, wyraźnie zainteresowany. Odpowiedź musiała poczekać, bo właśnie zadzwonił domofon. Dziadek otworzył i odebrał zamówione pizze.

– No Michałku , chyba pora na obiad. Niestety, przez tydzień w tym domu króluje niezdrowe jedzenie.

– Hura – krzyknął Micha, otwierając pizzę dziadka.

– Chyba to moja, mam pomysł, zjemy po kawału każdej, zgoda? – zapytał dziadek.

– Tak, świetny pomysł, jeszcze pepsi poproszę – Michał aż podskoczył z radości.

– Dobrze, jednak najpierw idziemy umyć ręce – rzekł dziadek.

– Ty też – Michał ciągnął dziadka za rękę do łazienki.

Gdy wrócili do salonu, dziadek pokazał Michałowi zdjęcie babci w albumie. Chłopiec przyglądał się uważnie i śmiejąc się do dziadka skomentował: – Miałeś mi babcię pokazać, a to jest moja mama, tylko czemu zdjęcie jest czarno-białe?

– Pokazałem ci babcię – szepnął dziadek. – Na tym zdjęciu babcia ma tyle lat, co teraz twoja mama. Nie dziwię się, że myślałeś , że to ona. Jest jak skóra zdjęta z matki. Wtedy były takie zdjęcia i to jest pierwsze zdjęcie, jakie od niej dostałem.

– Kto babci zdjął skórę ? – zaśmiał się Michał.

– Tak tylko powiedziałem. To takie powiedzenie. Jak pójdziesz do szkoły we wrześniu, będziesz uczył się takich rzeczy. Skoro jednak pytasz, wyjaśnię ci już teraz. Skóra zdjęta z kogoś znaczy, że ten ktoś jest do kogoś bardzo podobny. Tak jak mama do babci. Rozumiesz?

– Teraz tak. Jak znalazłeś babcię w tym Paryżu?

Andrzej posadził wnuka na kolanach.

-Po udanym locie wszyscy członkowie załogi pojechali autobusem do hotelu. Wtedy ponownie zobaczyłem Helenę. Była zajęta rozmową z koleżanką, więc nie chciałem przeszkadzać. Powrotny lot mieliśmy za trzy dni i miałem nadzieję, że uda mi się zaprosić Helenę na kawę do jakiejś paryskiej kawiarenki. Na pewno kiedyś pojedziesz do Paryża. To bardzo piękne miasto. Mówią, że to miasto miłości i ja zakochałem się tam w twojej babci. Następnego dnia po śniadaniu, do hotelu, w którym zatrzymaliśmy się, przyszedł przyjaciel drugiego pilota, Wojtek, który ożenił się kilka lat wcześniej z Francuską i mieszkał w Paryżu. Pokazał nam wieżę Eiffla, Bazylikę Sacre-Coeur, Luwr i Katedrę Notre Dame.

– To ta co się ostatnio paliła? – spytał Michał

– Tak, dokładnie. Mam nadzieję, że odbudują ją i zobaczysz jak wygląda, bo warto.

– No ale co z babcią ? – Michał spojrzał na zdjęcie.

– Już opowiadam. Miałem trochę pieniędzy i chciałem kupić rodzicom prezenty z Paryża. Poprosiłem Helenę, aby pomogła wybrać mi coś dla mamy. Kupiłem jedwabny szalik. Bardziej spodobała się Helenie niebieska apaszka. Kiedy wyszliśmy ze sklepu, powiedziałem, że zostawiłem w nim rozmówki polsko-francuskie. Tak naprawdę wróciłem, aby kupić apaszkę. Przez cały dzień zwiedzaliśmy Paryż. Ja opowiadałem o moich studiach i o tym, jak urządziłem się w Warszawie. Helena powiedziała, że zawsze marzyła o podróżach i dlatego zdecydowała się na pracę stewardessy.

„Dedal i Ikar”. Malował Charles Henry Granger. Fot. fineartamerica.com

– Wieczorem – kontynuował dziadek – Wojtek zaprosił mnie i kolegę do siebie na kolację. Zapytałem, czy mogę przyjść z koleżanką i zabrałem ze sobą Helenę. To była zwykła francuska kolacja, jednak dla nas wtedy okazała się prawdziwą ucztą. Po kolacji wracaliśmy pieszo do hotelu, aby nacieszyć się widokiem Paryża nocą. Robiło się chłodno, zdjąłem marynarkę i założyłem Helenie na ramiona, wyjąłem apaszkę, owinąłem ją wokół szyi i wtedy pierwszy raz ją pocałowałem. Nie wiem, czy magia tego miasta tak na mnie wpłynęła, przecież byłem raczej nieśmiały, ale nie mogłem oderwać oczu od tej kobiety. Może teraz tego nie rozumiesz. Wtedy w Paryżu wiedziałem, że chcę spędzić resztę swojego życia z Heleną, że pragnę, aby została matką moich dzieci. Minęło dwa lata, zanim zgodziła się zostać moją żoną i przeżyliśmy wiele cudownych chwil. Po ślubie wróciliśmy do Mielca. Ja latałem na mieleckich samolotach i szkoliłem młodych pilotów, a babcia pracowała jako tłumaczka, bo świetnie znała obce języki, angielski i francuski.

– Dziadku, na jakich samolotach latałeś w Mielcu?

– Było ich trochę ale najwięcej latałem na Dromaderach, Iskrach i Mewach.

Wstał i przyniósł Michałkowi kalendarz z samolotami produkowanymi w WSK Mielec w latach, kiedy pracował. Posadził wnuka na kolanach i przez chwilę wspólnie oglądali kolorowe zdjęcia samolotów. Po chwili Michał zeskoczył z kolan i przyniósł model samolotu do sklejania i z radością stwierdził, że jest taki sam, jak na obrazku.

– Popatrz dziadku, to jest ten samolot. Możemy go dzisiaj złożyć?

– Pewnie, że możemy. Tylko muszę pójść po okulary. Wyjmij z pudełka elementy i poukładaj na stole. Zaraz wracam.

Michał aż podskoczył z radości. Po chwili Andrzej, przyglądając się modelowi, zaczął czytać.

– Model PZL TS -11 Iskra. Samolot szkoleniowo-treningowy, produkowany przez WSK PZL Mielec. Pierwszy polski samolot napędzany silnikiem odrzutowym. Na takim samolocie szkoliłem pilotów, kiedy pracowałem w Mielcu. Zrobimy tak – kontynuował dziadek – ja będę kleił, a ty będziesz mi podawał kolejne elementy i stworzymy samolot, jak Dedal skrzydła.

– A kim był Dedal?

– Dedal Michałku, to mitologiczny konstruktor – wyjaśnił dziadek. – Miał syna Ikara, który nie posłuchał ojca i marnie skończył.

– Opowiesz mi o Dedalu?

– Oczywiście Michałku, jutro ci opowiem, teraz składamy model. Andrzej odkręcił tubkę z klejem, a Michał podawał wskazane przez dziadka kolejne elementy. Kiedy samolot był gotowy, Michał złapał model w dłonie i biegając między krzesłami, dotarł do swojego pokoju. Andrzejowi aż łza zakręciła się w oku, gdy przyglądał się z nieskrywaną dumą, jak wnuczek przeżywa chwile szczęścia. Cieszył się, że tak fajnie spędzili razem czas. Nagle zerknął na zegarek i poczuł się głodny. Zawołał Michała do siebie.

– Michałku, chodź tutaj.

Michał przybiegł trzymając nadal model Iskry dłoni.

– Dziadku, mogę zabrać ten samolot do mojego pokoju? – zapytał.

– Pewnie, że możesz, tylko postaw go na biurku, bo musi dokładnie wyschnąć – powiedział dziadek. – Pobaw się jeszcze chwilę a ja ugotuję parówki i zjemy kolację, bo jest bardzo późno. Po kolacji obejrzysz sobie bajkę, umyjesz zęby i pójdziesz spać.

– Dobrze dziadku. Mama zawsze mi czyta przed snem. Możesz mi opowiedzieć o tym Dedalu?

– Dobrze, ale najpierw umyj ręce, siadamy do kolacji, potem szybki prysznic i do łóżka – nalegał dziadek.

– Tak jest, panie pilocie – zaśmiał się Michał i szybko pobiegł do łazienki.

Po kolacji Michał z pomocą dziadka umył się, zabrał model samolotu, umieścił na biurku i położył się do łóżka. Andrzej w tym czasie posprzątał w kuchni. Zobaczył nieodebrane połączenie na swojej komórce od córki. Wybrał numer.

– Cześć córciu. Nie słyszałem, gdy dzwoniłaś. Jak się bawicie? U nas wszystko w porządku. Zobaczę, czy Michałek śpi. Jeśli jeszcze nie, to powiesz mu dobranoc. Andrzej podszedł do pokoju wnuka i zobaczył, że Michał po całym dniu emocji zasnął jak kamień.

– Jesteś tam jeszcze? – szepnął do słuchawki Andrzej. – Zadzwonię jutro w południe. Bawcie się dobrze i nie martwcie się. My sobie tutaj świetnie dajemy radę. Dobrej nocy.

Andrzej zmęczony, ale bardzo zadowolony z minionego dnia, obejrzał prognozę pogody i po kąpieli zaglądnął do pokoju wnuka, który słodko spał. Spojrzał jeszcze na stojący na biurku model Iskry, z którym odżyło tyle wspomnień. Przeczytał kilka kartek książki i zasnął. Musiał wypocząć, bo jutro czekał go kolejny dzień z wnukiem sam na sam.

Michał obudził się kilka minut po ósmej i cichutko przyszedł do pokoju, w którym spał dziadek. Nie wiedział, że wcale nie śpi, tylko udaje i obserwuje wnuka. Cieszył się, że tak fajnie się dogadują. Michał położył się koło dziadka, który złapał go i podniósł do góry.

– Dzień dobry dziadku, opowiesz mi o Dedalu?

– Cześć, kolego, nie zapomniałeś o Dedalu, ale nie spytałeś o mamę i tatę.

– No właśnie, co tam u nich ? Telefonowali wczoraj? – zapytał Michał, bawiąc się modelem Iskry.

– Tak, ale byliśmy tacy zajęci składaniem samolotu, że nie zauważyłem połączenia. Oddzwoniłem, prosili, żeby cię ucałować. Po czym przytulił Michałka i pocałował w czoło.

– Dzień dobry, mój Ikarze – powiedział wesoło.

– Ja mam na imię Michał. Kto to jest Ikar? – zawołał zdziwiony wnuczek.

Andrzej położył się obok Michała i zaczął opowieść:

– Ikar, według mitologii greckiej, był synem Dedala, jednego z najlepszych rzemieślników, kowali i wynalazców w Atenach. Uczeń Dedala, Telos, okazał się lepszy, dlatego zazdrosny Dedal zabił go i uciekł wraz z synem z Aten na Kretę, którą wtedy rządził król Minos. Dedal i Ikar bardzo tęsknili za ojczystymi Atenami, ale król zabronił im opuszczać Kretę. Pomysłowy Dedal wymyślił, że zrobi ogromne skrzydła z ptasich piór posklejanych woskiem. Mogli przymocować je sobie do ramion, poruszać nimi i przelecieć nad morzem niczym ptaki. Dedal przed podróżą ostrzegł niedoświadczonego syna, aby nie leciał zbyt nisko, gdyż wilgoć bijąca od morza rozklei skrzydła. Nie mogli też lecieć zbyt wysoko, ponieważ ciepło promieni słonecznych mogło roztopić wosk. Lecieć musieli precyzyjnie, aby nie wpaść do morza. Ikar obiecał ojcu, że będzie ostrożny. Pierwszy poleciał Dedal i wskazywał drogę. Wszyscy, którzy widzieli ich w powietrzu, zastanawiali się kim są ludzie, którzy posiedli dar latania ? Bogowie przyznali ten dar tylko ptakom. Ikar był tak przejęty lotem, że zapomniał o obietnicy złożonej ojcu i wzbijał się coraz wyżej w stronę słońca. Był szczęśliwy, zachwycony, że potrafi latać. Nie zauważył, że zgodnie z przestrogą ojca wosk zaczął się topić, a skrzydła rozkleiły się. Nierozważny Ikar nie zachował bezpiecznej odległości, spadł do morza i utonął.

Andrzej przytulił wnuka do siebie jeszcze mocniej i rzekł.

– Widzisz Michałku, czasami warto posłuchać starszych i mądrzejszych od siebie. Kiedy byłem pilotem zawodowym, musiałem uzyskać pozwolenie na start. Informacje, które docierały do mnie z wieży kontrolnej, przypominały wskazówki Dedala. Musiałem być rozważny, bo pasażerowie powierzyli mi swoje życie.

Michał zeskoczył z łóżka i machając ramionami pobiegł do kuchni, zabrał butelkę pepsi i wrócił do pokoju dziadka. Andrzej wstał, zaścielił łóżko i zmarszczył brwi, mówiąc do wnuka.

– Kolego, pepsi będzie po śniadaniu. Teraz szybko idziemy do łazienki i za chwilę zrobię nam prawdziwe męskie śniadanie.

– Wiem. Jajecznica na boczku i bułka. Tata tylko tyle robi w kuchni.

Andrzej zaparzył sobie kawę, Michałkowi kakao i szybko zamieszał jajecznicę. Położył patelnię na stole i nałożył Michałkowi porcję na talerz.

– Jedz mądralo. Póki mama nie wróci, w tym domu będzie panowała męska kuchnia. Andrzej sięgnął po pieprz, a Michał zajadał jajecznicę ze smakiem.

– Czy ja coś mówię dziadku? – zaśmiał się Michał, po czym spytał:

– Dziadku, co my dzisiaj będziemy robić? Masz pomysł? Andrzej wiedział, że musi coś wymyślić, bo pomysły dzieci bywają niebezpieczne.

– Wiesz co? Jak szybko umyjesz się i ubierzesz, to pojedziemy na lotnisko. Pokażę ci prawdziwe samoloty. Może uda nam się też zobaczyć startujący helikopter Black Hawk.

Aleksandra Piguła


Aleksandra Piguła – autorka siedmiu tomików poezji: „Kropla”, „Dłonie”, „ Skrzydła”, „Strofy na…”, „49 niedomówień”, „Karuzela” (wydany w wersji polsko-angielskiej), „Szmaragdy”. Autorka sztuk teatralnych „Zgrana paczka” i „Kasetka szczęścia” ( wydanej w wersji książkowej). Prezes Mieleckiej Grupy Literackiej, działającej przy Towarzystwie Miłośników Ziemi Mieleckiej im. Władysława Szafera w Mielcu. Uhonorowana odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej” w 2018 roku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane

- Advertisment -