sobota, 27 listopada, 2021
Strona głównaDziałyRaporty SpecjalneCoraz drożej w polskich sklepach

Coraz drożej w polskich sklepach

Świat opanował kryzys transportowy. Sytuacja dotknęła również importerów polskiej żywności do Stanów Zjednoczonych przygotowujących się do nadchodzących świat. Jak to odczują osoby zaopatrujące się w polskich sklepach?

Ceny produktów w polskich sklepach rosną. Niektórych może też zabraknąć przed świętami. Fot. Archiwum WEM

Od kilku miesięcy branżę transportową opanował częściowy paraliż. Czas transportu kontenerów wydłużył się dwukrotnie, a czasem jeszcze bardziej. Wcześniej transport kontenera z Polski do USA trwał 4 tygodnie. Dziś na kontener z Polski czeka się około 8 bądź 9 tygodni, a czasem nawet do 3 miesięcy.

Lecz to, co okazuje się najbardziej bolesne dla firm polegających na transporcie towarów, i to, co odczują przeciętni konsumenci, dotyczy kosztów. Wg jednego z chicagowskich importerów żywności z Polski do Stanów Zjednoczonych, koszt transportu wzrósł w niektórych przypadkach nawet o 100% w stosunku do cen, jakie płacili jeszcze wiosną, a które już wtedy były wygórowane. Koszty te przekładają się na ceny produktów w całej siatce dystrybucji: od hurtowni po sklepy i ostatecznie przenoszone są na osoby robiące w nich zakupy.

Importerzy żywności czują się szczególnie poszkodowani, ponieważ produkty spożywcze mają często krótkie daty ważności, a opóźnienia w transporcie czy w odprawie po dopłynięciu kontenerów do docelowego portu powodują, że do hurtowi trafiają produkty już przeterminowane i muszą być wpisane w straty. Najczęściej są to wyroby mięsne i nabiał, ale jak tłumaczy Aleksandra Kołodko z Brooklyn Imports, sporo innych produktów spożywczych z Polski też ma datę ważności pomiędzy 6 a 9 miesięcy. To wszystko dzieje się w najbardziej niekorzystnym dla importerów polskiej żywności do USA czasie, czyli okresie, kiedy z Polski do USA płynie towar świąteczny. Czy kryzys przełoży się na osoby robiące zakupy w polskich sklepach? Niewątpliwie tak. Od jakiegoś czasu ceny produktów rosną i może się również okazać, że importerzy nie będą w stanie w 100% zrealizować zamówień, a Polacy przygotowujący się do świąt Bożego Narodzenie nie znajdą w polskich sklepach wszystkich produktów ze swoich świątecznych list zakupów.

Przyczyny problemu

Większość analityków sugeruje, że za kryzys odpowiedzialna jest pandemia. W miesiącach lockdownu w zeszłym roku transport między największymi światowymi portami praktycznie się zatrzymał. Postcovidowy zbyt na produkty zwiększył zapotrzebowanie, a pomału stająca na nogi branża transportowa nie była i nie jest w stanie go zaspokoić.

Wg jednej z polskich hurtowni importujących żywność do USA, cena transportu kontenera z Polski sięga czasem aż 10 tys. dolarów. Poza kosztem, problemy kadrowe przekładają się na czas, jaki kontenery spędzają w porcie w kolejce do odprawy. Zwolnionych kontenerów natomiast nie ma czasem kto odebrać, bo firmy spedycyjne nie mają wystarczającej liczby kierowców, co wiąże się z kosztami za „postój” kontenera w porcie. Lecz sam transport nie jest jedynym problemem, jak udało nam się dowiedzieć od jednego z największych importerów polskiej żywności w USA. W Polsce podrożały surowce takie jak olej czy zboże, niektórzy producenci z kolei skarżą się na opóźnienia w dostarczaniu opakowań. – Cały łańcuch dostaw jest przeciążony – podsumował sytuację nasz rozmówca z Chicago. Producenci w Polsce zaopatrują krajowy rynek w pierwszej kolejności i zdarzają się sytuacje, że nie są w stanie zrealizować zamówień na eksport.

Niemal wszystkie polskie hurtownie spożywcze mieszczą się w największych skupiskach polonijnych, takich jak Nowy Jork, New Jersey czy Chicago. – Problem robi się większy w przypadku zaopatrywania sklepów w innych miejscach, takich jak Floryda, Arizona, Teksas czy Kalifornia, gdzie towar trzeba dostarczyć z oddalonych czasem o kilka tysięcy mil hurtowni – tłumaczy Aleksandra Kołodko z Brooklyn Imports. – My składamy zamówienia świąteczne jeszcze w maju. Produkcja odbywa się latem, aby kontenery mogły wyruszyć we wrześniu i dotrzeć do USA przed świętami. Czujemy się obecnie bezsilni, bo nie możemy nic zrobić, aby przyspieszyć transport – dodaje.

Czas transportu towarów z Europy do USA wydłużył się dwu-, a czasem nawet trzykrotnie, co paraliżuje łańcuchy dostaw w najważniejszym dla wielu branż przedświątecznym okresie. Fot. Archiwum WEM

Narastającym problemem jest również brak siły roboczej, a mniejszym – choć równie istotnym – koszt paliwa. Firmy mają coraz większe problemy ze znalezieniem ludzi do pracy, wiele osób nadal korzysta z covidowych zasiłków bądź zmieniło branżę, w jakiej pracuje. Problemy kadrowe są też kolejnym powodem, dla którego zapłacimy więcej w polskich sklepach. O tym, że mają one problemy ze znalezieniem ludzi do pracy, świadczą chociażby wywieszki w niemalże każdym polskim sklepie, że potrzebni są ludzie do pracy. Aby zatrzymać i przyciągnąć pracowników, właściciele sklepów zmuszeni są płacić im wyższe wynagrodzenia, które również przekładają się na ceny sprzedawanych przez nich produktów. Koszt paliwa, sięgający rekordowych od kilku lat cen w wielu stanach, również przekłada się na ceny, jakie ostateczne zapłacą konsumenci.

I tak taniej

Lecz pomimo rosnących cen, w polskim sklepie i tak zapłacimy mniej niż w amerykańskim supermarkecie, gdzie ceny produktów rosną w takim samym tempie z tych samych powodów. Produkty spożywcze w polskich sklepach zawsze były tańsze od produktów amerykańskich pomimo kosztów importu, nie mówiąc o samej jakości, jaką się wyróżniają. Delicje za 99 centów, słoik ogórków za $1.49 czy kiełbasa za $1.99 za funt są częstymi okazjami w polskich delikatesach, gdzie za podobne produkty w innych sklepach zapłacić trzeba kilkakrotnie więcej. Pomimo rosnących cen, zakupy w polskich sklepach wciąż będą się opłacać, a rodacy mieszkający w USA nie odmówią sobie swoich ulubionych przysmaków, szczególnie tych, bez których nie mogłyby się odbyć święta.

Co dalej?

Trudno oszacować, kiedy kryzys transportowy dobiegnie końca. Wg Karoliny Dehnhard, prezesa polsko-amerykański izby handlowej działającej na północno-wschodnim wybrzeżu USA, może to potrwać aż rok. Podobnego zdania są analitycy rynkowi, którzy sugerują, że rozwiązanie kryzysu zajmie jeszcze od 6 do 9 miesięcy. Skarbnik izby, która z rodziną również prowadzi Brooklyn Imports w New Jersey oraz w Chicago, Aleksandra Kołodko, sugeruje, że jednym potencjalnym rozwiązaniem jest regulowanie kosztów transportu przez władze. – System dostaw nie był przygotowany na pandemię, nie było żadnego planu. Od 30 lat nie widzieliśmy takiego skoku w cenach, ceny były stabilne. Ktoś powinien je zacząć regulować – twierdzi Aleksandra Kołodko.

Dużo zależeć będzie też od cen, jakie konsumenci będą w stanie zapłacić za potrzebne produkty. Jeżeli klienci chętnie zapłacą więcej, importerzy mogą rozważyć transport lotniczy, który pomimo iż jest błyskawiczny w porównaniu do transport morskiego i nie aż tak bardzo podatny na obecny kryzys, jest o wiele droższy.

Wielu z nas nie wyobraża sobie świąt Bożego Narodzenia bez ulubionych polskich słodyczy, śledzi czy marynowanych grzybków. A co na to importerzy? Ci, z którymi rozmawialiśmy, uważają, że są przygotowani do świąt, ale niektórych towarów może rzeczywiście zabraknąć w najbardziej ruchliwych dniach w polskich sklepach tuż przed samymi świętami. Dlatego sugerują, że rzeczy, które się nie zepsują, szczególnie składniki takie jak grzyby, mak czy kiszoną kapustę można w tym roku kupić z wyprzedzeniem, a nie czekać na ostatnią chwilę. Ryzyko, że nie znajdziemy świątecznych produktów na półkach w polskich sklepach w tym roku jest pewnie małe, ale to, że za nie więcej zapłacimy, jest raczej więcej niż pewne.

Darek Barcikowski

spot_img

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane

- Advertisment -