Norweska przygoda z polskim sercem to historia o wyprawie, która zaczęła się jak zwykły obóz, a szybko przerodziła się w doświadczenie kształtujące wrażliwość, tożsamość i sposób patrzenia na świat. W surowym pięknie norweskiej Północy młodzież polonijna odkryła nie tylko nowe krajobrazy, lecz także głęboko zakorzenione ślady polskiej obecności – opowieści o odwadze, solidarności i pamięci, które w Narwiku wciąż żyją wśród ludzi i miejsc. Ta podróż stała się dla nich lekcją, że polskie serce potrafi bić mocno nawet tam, gdzie horyzont styka się z lodem, fiordami i historią zapisaną w kamieniu.

Początek przygody
Późnym wieczorem, 26 czerwca, z lotniska w Nowym Jorku na obóz wyruszyła liczna grupa młodzieży wraz z opiekunami. W ich bagażach znalazły się kurtki przeciwdeszczowe, szkicowniki, wygodne buty i niecierpliwość – ta szczególna energia, która towarzyszy każdej wielkiej przygodzie. Celem wyjazdu był letni obóz młodzieżowy zaplanowany jako podróż, w której historia przestaje być suchą datą w podręczniku, a staje się autentycznym doświadczeniem.
Tegoroczna edycja była już trzecim z kolei wyjazdem z tego cyklu, zorganizowanym przez nowojorską Fundację Nowodworskiego. Na jej czele stoją dyrektor Jerzy Leśniak oraz dyrektor artystyczna Kinga Leśniak – oboje od lat głęboko zaangażowani w krzewienie polskości na obczyźnie. Opiekę wychowawczą i pedagogiczną nad grupą objęła nauczycielka z Bostonu, Sylwia Wadach-Kloczkowska, wspierana przez asystentkę Julitę Kowal. Projekt „Śladami Chwały Oręża Polskiego – Żywa Lekcja Historii” od początku pomyślany był jako wyjątkowa wyprawa edukacyjna, w której przeszłość spotyka się z teraźniejszością, a kultura staje się przestrzenią żywego dialogu.
Po przylocie do Warszawy i krótkiej przerwie na lotnisku, gdzie dołączyła kolejna obozowiczka, grupa ruszyła w dalszą drogę – do Oslo. Norwegia przywitała uczestników swoim pierwszym, chłodnym oddechem północy, a stolica Norwegii ugościła ich jasnym, miękkim światłem, które nawet późnym wieczorem nie chciało zgasnąć.
Grünerløkka, urokliwa dzielnica artystów, klimatycznych kawiarni i małych sklepików, stała się ich pierwszym przystankiem. Wspólna kolacja w lokalnej restauracji, rozmowy przy stole i pierwsze wrażenia budowały atmosferę wspólnoty, która miała im towarzyszyć przez kolejne dwa tygodnie. Następnego dnia, uczestnicy udali się na lotnisko, by polecieć do Narviku. Już sam lot na północ przypominał podróż do zupełnie innego świata. Po przylocie i zakwaterowaniu młodzież wyraźnie poczuła, jak zmienia się otoczenie – powietrze stało się czystsze, surowsze i przejmująco chłodne. Narvik nie jest bowiem miejscem, które się po prostu zwiedza; Narvik to przestrzeń, którą się głęboko przeżywa.
Śladami bohaterów
Dla Polaków Narvik ma znaczenie szczególne. To właśnie tutaj w 1940 roku polscy żołnierze i marynarze walczyli u boku aliantów, wpisując swoją odwagę na karty historii II wojny światowej. Podczas pobytu grupa miała szczęście poznać niezwykłych rodaków, którzy na co dzień dbają o pamięć o polskich bohaterach na norweskiej ziemi.
Niezwykle poruszającym świadectwem tego spotkania były słowa pana Eugeniusza Krzemińskiego.
– Spotkanie z młodzieżą polonijną ze Stanów Zjednoczonych było dla mnie wydarzeniem wyjątkowym i głęboko poruszającym. Rzadko mamy okazję gościć w Narwiku tak zaangażowaną, ciekawą świata grupę młodych ludzi, którzy przyjeżdżają tu nie tylko po to, by zobaczyć nowe miejsca, ale przede wszystkim po to, by zrozumieć historię i poczuć jej ciężar oraz piękno. Wspólnie z Marzeną i Grzegorzem Dobrowolskimi oraz księdzem proboszczem parafii katolickiej w Narwiku mieliśmy zaszczyt opowiedzieć młodzieży o życiu Polaków na północy Norwegii – o naszej codzienności, tradycjach i o tym, jak wygląda życie za kołem podbiegunowym. Ich uważność, życzliwość i dociekliwość sprawiły, że rozmowa szybko przerodziła się w prawdziwe spotkanie pokoleń. Z mojej strony mogłem przybliżyć im historię Narwiku oraz udział Polaków w wydarzeniach 1940 roku. Opowiadałem o bohaterstwie marynarzy ORP „Grom”, o żołnierzach Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, o ich odwadze, determinacji i o tym, jak ważne jest, by pamięć o tych wydarzeniach była żywa. Patrząc na młodzież, która słuchała z tak wielkim zainteresowaniem, miałem poczucie, że ta pamięć rzeczywiście trwa – że jest przekazywana dalej, w sposób naturalny, szczery i pełen szacunku. Chciałbym z całego serca podziękować organizatorom projektu „Żywa Lekcja Historii 2026” – prezesowi Jerzemu Leśniakowi, Kindze Leśniak, Sylwii Wadach-Kloczkowskiej oraz Julicie Kowal – za ich ogromną pracę, pasję i troskę o młodzież. To dzięki nim młodzi Polonusi mogą odkrywać miejsca, w których polska historia nabiera realnych kształtów. Dziękuję również samej młodzieży za ich otwartość, mądre pytania i prawdziwe zainteresowanie. Mam nadzieję, że Narwik pozostawi w ich sercach trwały ślad i stanie się jednym z tych miejsc, do których wraca się myślami przez całe życie. Życzę im bezpiecznej dalszej podróży oraz wielu pięknych chwil podczas odkrywania Polski i Norwegii. To była dla mnie wielka przyjemność i zaszczyt móc ich tutaj gościć – mówił gospodarz.
Poruszeni opowieściami o bitwie o Narvik, alianckich zmaganiach i determinacji polskich marynarzy, uczestnicy udali się na miejscowy cmentarz. Pod stojącym tam pomnikiem odśpiewali polski hymn i oddali hołd poległym. Była to chwila głębokiej ciszy, skupienia i dumy – moment, w którym młodzi ludzie zrozumieli, że polska historia nie zamyka się w granicach jednego kraju, lecz żyje wszędzie tam, gdzie Polacy walczyli, pracowali i zostawili swój ślad.
Następnie grupa przeszła pod Pomnik Polskich Marynarzy, pochylając głowy przed pamięcią załogi zatopionego niszczyciela ORP „Grom”. Zapadła wówczas cisza pełna głębokich znaczeń. Dopełnieniem dnia było wieczorne spotkanie z lokalną Polonią, przebiegające w ciepłej, niemal rodzinnej atmosferze. Opowieści o życiu na dalekiej północy, o tęsknocie, pracy i dumie budowały piękny most porozumienia między młodym pokoleniem a dorosłymi, którzy to właśnie Norwegię wybrali na swój dom.

Inne oblicze północy
Kolejne dni przyniosły spotkanie z zupełnie innym obliczem północy. Wizyta w osadzie Saamów stała się dla uczestników pierwszą bezpośrednią lekcją kultury żyjącej w ścisłym rytmie natury. Renifery, tradycyjne namioty i opowieści o zwyczajach przekazywanych z pokolenia na pokolenie ukazały świat istniejący tuż obok współczesnej Europy, a jednak niezwykle od niej odmienny. Młodzież miała okazję skosztować tradycyjnej zupy z renifera oraz lokalnego chleba, a także porozmawiać z gospodarzami o tym, jak wygląda codzienność w miejscu, gdzie zima potrafi trwać bez odrobiny słonecznego światła.
Niezwykłą atrakcją okazało się bliskie spotkanie z łagodnym reniferem, którego młodzież mogła poprowadzić po pastwisku. Zanim jednak grupa opuściła północ, wzięła udział w jeszcze jednej poruszającej lekcji historii. Wizyta w Muzeum Wojny w Narviku pozwoliła młodym ludziom zobaczyć przestrzeń, w której każdy eksponat przemawia własnym, głębokim głosem.
Z intensywnego i pełnego refleksji Narviku uczestnicy ruszyli w stronę Bergen. Krótki lot przez Oslo, sprawny transfer i wieczorna kolacja stanowiły jedynie wstęp do krajobrazowego zachwytu, jaki miał nadejść kolejnego dnia. Rejs po fiordzie Mostraumen okazał się wspaniałym doświadczeniem. Wąskie przesmyki, monumentalne skały, wodospady kaskadami spadające w przepaść oraz cisza tak głęboka, że można było usłyszeć własny oddech – młodzież patrzyła na fiordy jak na żywy, zmieniający się w rękach światła obraz.
Po rejsie grupa udała się na tradycyjny targ rybny, a następnie zwiedziła zamek oraz Muzeum Trolli, gdzie nordyckie legendy ożywały dzięki nowoczesnym technologiom. Był to dzień pełen radości, śmiechu i nieskrępowanego zachwytu naturą. Po powrocie do stolicy młodzież odwiedziła Muzeum Muncha – jedną z najważniejszych instytucji sztuki w Norwegii. Nowoczesny gmach górujący nad nabrzeżem Bjørvika kryje największą na świecie kolekcję dzieł Edvarda Muncha, w tym różne wersje słynnego „Krzyku”. W jasnych, przestronnych salach uczestnicy mogli przyjrzeć się, jak artysta przekładał trudne emocje na kolor, gest i symbol, a także zrozumieć, dlaczego jego twórczość do dziś porusza ludzi na całym świecie. Dla młodzieży była to ważna lekcja wrażliwości i zachęta do odważnego spoglądania we własne wnętrze.
Ostatni dzień w Norwegii poświęcono na spokojne zwiedzanie Oslo, spacery i podsumowania. Dzięki uprzejmości pana Piotra Buszko oraz jego córki Liliane, która wystąpiła w roli przewodniczki, grupa dotarła do największych perełek miasta – z imponującym Parkiem Vigelanda i monumentalną skocznią narciarską na czele. Norwegia pozostawiła we wszystkich niezatarty ślad: rozbudzoną ciekawość świata, wrażliwość na piękno natury oraz głęboki szacunek do historii.
Na Podhalu
4 lipca, o świcie, grupa wyruszyła w drogę do Polski. Po wylądowaniu w Krakowie i odebraniu bagaży uczestnicy udali się do Sidziny, która miała stać się ich domem na kolejne osiem dni. To tam do młodzieży z Ameryki dołączyła ośmioosobowa grupa uczniów z Polski, która błyskawicznie i naturalnie zintegrowała się z polonijnymi rówieśnikami.
Baza obozowa mieściła się w Szkolnym Schronisku Młodzieżowym w Sidzinie, malowniczo położonym na Podhalu, nieopodal Rabki-Zdroju. Ośrodek, prowadzony z pasją przez dyrektora Karola Krawczyka, od lat cieszy się doskonałą opinią dzięki domowej atmosferze, świetnej organizacji i otwartości na inicjatywy edukacyjne. Pan Karol wraz z gościnną Sidziną powitali przybyłych kojącą zielenią i spokojem. Pierwszy dzień przeznaczono na odpoczynek, sport, porządki i aklimatyzację.
Kolejny dzień przyniósł wyprawę do skansenu w Zubrzycy Górnej. Drewniane chałupy, dawne warsztaty i tradycyjne sprzęty złożyły się na żywą lekcję etnografii, a miejscowa przewodnik z wielką pasją i swobodą przeniosła młodzież w świat dawnych wiejskich zwyczajów. Wieczorne ognisko szybko stało się ulubionym rytuałem wszystkich uczestników.
W programie nie mogło zabraknąć również wycieczki do Zakopanego – pełnej ruchu, góralskiego kolorytu i radości. Młodzież weszła na Gubałówkę, zjechała kolejką, zobaczyła słynną Wielką Krokiew i spacerowała po Krupówkach, chłonąc atmosferę Podhala wszystkimi zmysłami. Dopełnieniem intensywnych dni były warsztaty, podczas których młodzież mogła twórczo przetworzyć zdobyte wrażenia.
Sztuka i rozrywka
Ciekawym elementem planu podróży po Polsce była wyprawa do Krakowa – miasta historii i sztuki. Po zabytkowych ulicach oprowadzała grupę Weronika Chmielna, studentka prawa. Bazylika Mariacka, Zamek Królewski na Wawelu, plenerowe szkice artystyczne, spacer po Rynku Głównym oraz zwiedzanie podziemi stworzyły intensywny dzień pełen odkryć. Kraków tradycyjnie oczarował wszystkich doskonałym połączeniem wielowiekowej tradycji i nowoczesnego ducha.

Jednym z najbardziej emocjonujących momentów całego obozu stał się jednak spływ przełomem Dunajca – flisackie opowieści, żarty i przelotny deszcz towarzyszący na trasie stworzyły wspomnienia, które na zawsze pozostaną w pamięci uczestników.
W kolejnych dniach młodzież brała udział w warsztatach plastycznych; tworzyła kolaże, malowała na szkle, przygotowywała referaty, a wieczorami gromadziła się przy ognisku, śpiewając i budując więzi, które z pewnością przetrwają próbę czasu.

Emocjonujący finał
Uroczyste zakończenie obozu odbyło się w zaprzyjaźnionym Skansenie w Sidzinie – Muzeum Kultury Ludowej, którego dyrektorką jest pani Jadwiga Czarny. Wśród licznych i znamienitych gości obecna była Kurator Barbara Nowak, reprezentująca marszałka Województwa Małopolskiego Łukasza Smółkę. To właśnie pani kurator, wraz z redaktorem Wojtkiem Michalikiem, była główną inicjatorką współpracy pomiędzy Urzędem Marszałkowskim a nowojorską Nowodworski Foundation oraz jej siostrzaną organizacją – Fundacją Kampus Nowodworski, działającą w Krakowie od 2004 roku z inicjatywy Jerzego Leśniaka. Urząd Marszałkowski sfinansował udział polskich uczniów i studentów w polskiej części obozu, za co organizatorzy wyrażają ogromną wdzięczność marszałkowi oraz pani kurator. Był to niezwykle udany początek partnerstwa pomiędzy Polonią z USA a Małopolską.
Lokalną społeczność reprezentował sołtys Sidziny Stanisław Talapka, który uświetnił uroczystość porywającym występem rodzinnej kapeli góralskiej – jego trzej synowie grali na harmonii i basie, mała córeczka uroczo wywijała spódniczką w rytm muzyki, a kuzynka dopełniała całości grą na skrzypcach. Polską Fundację Kampus Nowodworski reprezentował prof. dr hab. inż. arch. Bogdan Podhalański wraz z małżonką Ewą. Nie zabrakło również dyrektora schroniska i zarazem obozowego przewodnika, Karola Krawczyka, a także wybitnego kucharza Krzysztofa Łabaza, który podczas całego pobytu podbijał serca i podniebienia uczestników wyśmienitą kuchnią. Polską i amerykańską prasę reprezentował redaktor Wojciech Michalik z „Super Expressu”.
Jednym z najważniejszych i najbardziej symbolicznych momentów zakończenia obozu było pasowanie nowych uczestników na Rycerzy Nowodworskich. Uroczystego aktu dokonał prezes Jerzy Leśniak, który zgodnie z tradycją delikatnie kładł flagę na ramieniu każdego obozowicza, nadając mu honorowy tytuł. Następnie każdy nowo mianowany rycerz otrzymał na pamiątkę miniaturowy „Szczerbiec”, symbol odwagi, odpowiedzialności i przynależności do nowodworskiej wspólnoty.

Podczas finałowego spotkania honorowi goście mieli okazję podziwiać wyjątkową wystawę prac artystycznych młodzieży, przygotowaną pod czujnym okiem dyrektor artystycznej Kingi Leśniak.
11 lipca letni obóz oficjalnie dobiegł końca, a grupa powróciła na lotnisko w Newark z pięknymi wspomnieniami. W walizkach młodych ludzi przyjechały do USA pamiątki, zdjęcia i szkice, ale najważniejsze skarby zostały w ich sercach – szczere przyjaźnie, zdobyta wiedza, poczucie dumy i przekonanie, że historia jest naprawdę żywa – jeśli tylko pozwoli się jej dotknąć.
Tekst i zdjęcia: Sylwia Wadach-Kloczkowska


