niedziela, 25 lipca, 2021
Strona głównaDziałyHistoriaPoznański Czerwiec 1956 r.

Poznański Czerwiec 1956 r.

Z prof. Pawłem Machcewiczem rozmawia Ewa Zientara.

Manifestacja na ul. Czerwonej Armii (obecnie Święty Marcin). Fot. domena publiczna, wikimedia commons

Dlaczego 28 czerwca 1956 roku podjęto strajk w Zakładach im. Cegielskiego w Poznaniu? Jakie były oczekiwania strajkujących?

To pytanie wymaga odpowiedzi przynajmniej w dwóch wymiarach. Najpierw należy powiedzieć o sytuacji w Polsce, która sprawiła, że takie wystąpienie było w ogóle możliwe. W Polsce panowała atmosfera odwilży, pewnej liberalizacji politycznej, która nasiliła się zwłaszcza po XX Zjeździe KPZR w Moskwie i po rozpowszechnianiu w Polsce w marcu i kwietniu 1956 tak zwanego tajnego referatu Chruszczowa. W naszym kraju nie był on w żadnym razie tajny: odczytywano go na otwartych zebraniach partyjnych, powielano i rozpowszechniano w tysiącach egzemplarzy. Historycy zgadzają się, że był to moment przełomowy, który w ogromnym stopniu przyspieszył odchodzenie od stalinizmu. Zmienił także atmosferę społeczną: ludzie zaczęli głośno i otwarcie mówić o tym, co im przeszkadzało, o nieprawościach, zbrodniach, zniewoleniu Polski przez Związek Radziecki. To bardzo dobrze widać chociażby przy analizie dokumentów obrazujących dyskusje po odczytaniu referatu Chruszczowa  na otwartych zebraniach partyjnych.

W warunkach, które wystąpiły w Polsce w kwietniu, maju i czerwcu 1956 roku, ogromnie zwiększyły się społeczne oczekiwania odejścia od stalinizmu. Ludzie mieli nadzieje na zaprzestanie terroru i indoktrynacji zarówno w wymiarze politycznym, jak i społecznym. Liczono na odejście od polityki gospodarczej i społecznej realizowanej w poprzednich latach, czyli od planu sześcioletniego, który prowadził do ogromnych wyrzeczeń i obniżenia stopy życiowej.

Innym zjawiskiem, bardzo ważnym z punktu widzenia genezy wybuchu w Poznaniu, był chaos i redukcje w aparacie bezpieczeństwa, który od wiosny 1956 roku został poddany bardzo ostrej krytyce, w coraz większym stopniu publicznej. Historycy, analizując dzieje aparatu bezpieczeństwa, zwracają uwagę, że w tym momencie był on właściwie w stanie dezorganizacji i niemal paraliżu. To jest bardzo ważne, ponieważ gdyby do takich protestów jak w Poznaniu doszło rok czy dwa lata wcześniej, to prawdopodobnie aparat bezpieczeństwa przeciwdziałałby wcześniej i robotnicy najbardziej aktywni w organizowaniu protestów zostaliby aresztowani.

A dlaczego właśnie w Poznaniu i dlaczego w „Cegielskim”? Nie wiemy na pewno, dlaczego w 1956 roku do wystąpień doszło akurat w Poznaniu, a w grudniu 1970 na Wybrzeżu. Oczywiście, można formułować pewne przypuszczenia, ale nie ma w pełni przekonujących wyjaśnień.

Zwraca się uwagę, że w 1956 roku niezadowolenie społeczne w Wielkopolsce i w Poznaniu mogło być większe niż w innych regionach kraju. Przyczyn było kilka. Na przykład wskaźniki kolektywizacji rolnictwa w Wielkopolsce były wyższe niż w wielu innych częściach Polski. Kolektywizacja była prawdziwym przekleństwem polskiej wsi i całej Polski. Przekładało się to także na nastroje w stolicy Wielkopolski. W Poznaniu, gdzie oczywiście spora część robotników była napływowa, mieszkali ludzie ze wsi albo wciąż z wsią związani. Ponadto Poznań w porównaniu z innymi wielkimi ośrodkami miejskimi czy przemysłowymi był miastem niedoinwestowanym. Prawdopodobnie wynikało to z przekonania władz, że Poznań i Wielkopolska są najlepiej rozwiniętymi obszarami kraju, gdzie stopa życiowa jest najwyższa, w związku z czym inwestycje i środki finansowe kierowano do innych miast, z krzywdą dla Poznania. Można podać dokładne dane, pokazujące, że stan potrzebnej do życia infrastruktury społecznej czy miejskiej w Poznaniu – szkół, żłobków czy budownictwa mieszkaniowego – był gorszy niż gdzie indziej. Po 1945 roku w Poznaniu prawie nie budowano nowych domów. To powodowało, że – paradoksalnie – jakość życia w najwyżej rozwiniętej części Polski pod wieloma względami była niższa niż gdzie indziej.

Jeszcze jednym czynnikiem wyjaśniającym, dlaczego do takiego buntu robotniczego mogło dojść właśnie w Poznaniu, jest to, że wielu robotników pracowało w swoich zakładach jeszcze w okresie przedwojennym. To była klasa robotnicza z tradycjami. Kiedy analizujemy wydarzenia w „Cegielskim” czy w innych poznańskich przedsiębiorstwach bezpośrednio przed 28 czerwca, okazuje się, że zwykle najbardziej aktywni, cieszący się największym autorytetem, są robotnicy ze stażem przedwojennym, którzy pamiętali pewne wzory działania robotników i wcześniejsze protesty. Zwraca się uwagę, że pochód, który rankiem 28 czerwca wyszedł z „Cegielskiego”, szedł trasą pochodów robotniczych z okresu międzywojennego.

Bezpośrednie przyczyny protestu robotniczego w tygodniach poprzedzających 28 czerwca wymieniane były w czasie wielu tak zwanych masówek, czyli zebrań robotników zarówno w „Cegielskim”, jak i w innych poznańskich zakładach. Robotnicze żądania i postulaty dotyczyły takich kwestii jak podwyżki płac czy obniżki norm produkcyjnych, określających, ile pracy robotnik ma wykonać.  W czasie planu sześcioletniego normy te były systematycznie podnoszone. Żądano poprawy warunków BHP, zwrotu niesłusznie pobranych podatków. Robotnicy zorientowali się, że w poprzednich latach na skutek bezprawnych działań dyrekcji zostali pozbawieni sporej części swoich zarobków w postaci niesłusznie pobranych podatków. To był jeden z najważniejszych postulatów w zakładach „Cegielskiego”. Taka socjalna i ekonomiczna problematyka dominowała w trakcie masówek i zebrań bezpośrednio przed 28 czerwca. Takie też postulaty zawieźli do Warszawy delegaci „Cegielskiego”, którzy pojechali na rozmowy w ministerstwie.

Czołgi na opustoszałym Placu Stalina. Fot. domena publiczna, wikimedia commons

W jaki sposób strajk robotniczy o podłożu ekonomicznym przekształcił się w manifestację sprzeciwu wobec całego systemu komunistycznego?

To jest zjawisko bardzo charakterystyczne nie tylko dla buntu poznańskiego, ale dla większości społecznych i robotniczych ruchów w PRL. Mechanizm był taki, że robotnicy najpierw występowali z żądaniami ekonomicznymi, czy też bezpośrednim impulsem do działania były sprawy gospodarcze, na przykład podwyżki cen. Ale błyskawicznie, zwłaszcza gdy robotnicy wychodzili na ulice, do tych żądania ekonomicznych dołączali polityczne, narodowe i niepodległościowe. Wynikało to z faktu, że nie było innych możliwości domagania się swoich praw czy formułowania postulatów odnoszących się do kwestii politycznych i obywatelskich. Kiedy pojawiała się możliwość niekontrolowanej ekspresji, od razu podnoszono postulaty idące dalej niż tylko ekonomiczne. Jak na dłoni widać to właśnie 28 czerwca. Gdy robotnicy wychodzą poza bramy „Cegielskiego”, mają przygotowane transparenty z hasłami: „Żądamy obniżki cen!”, „Podwyżki płac!”, „Precz z normami!”. Ale chociażby na podstawie raportów funkcjonariuszy urzędu bezpieczeństwa czy zwłaszcza setek zdjęć zrobionych przez funkcjonariuszy po cywilnemu, wmieszanych w tłum robotników, widać, że błyskawicznie pojawiają się postulaty polityczne. Wznoszono okrzyki, np. „Precz z czerwoną  burżuazją!”, „Precz z komunistami!”, „Precz z bolszewikami!”, „Precz z dyktaturą!”, „Żądamy wolnych wyborów!”. Pojawiły się nawet okrzyki: „Żądamy wolnych wyborów pod kontrolą ONZ!”, „Niech żyje Mikołajczyk!” – czyli przywódca Polskiego Stronnictwa Ludowego, legalnej opozycji wobec komunistów z lat czterdziestych.

Dosłownie w ciągu kilku godzin to, co zaczyna się jako protest społeczno-ekonomiczny, przekształca się w bunt polityczny i niepodległościowy. Oprócz haseł politycznych, które wymieniłem, błyskawicznie pojawiają się hasła niepodległościowe i narodowe. Ludzie krzyczą: „Precz z Ruskami!”, „Precz z Moskalami!”, „Precz z okupacją!”, „Chcemy wolnej Polski!”. Na zdjęciu wykonanym przez funkcjonariuszy UB na jednym z tramwajów unieruchomionych przez demonstrantów widać napisany kredą napis: „Precz z Ruskami! Precz z ruską dyktaturą!”.

Gdy się analizuje narastanie tego masowego ruchu – już nie tylko robotniczego, ale i społecznego, ponieważ dołączają się do niego ludzie właściwie ze wszystkich grup społecznych – widać, że coraz silniejsza staje się symbolika polityczna, religijna i niepodległościowa. Ludzie śpiewają pieśni patriotyczne i religijne. W książce na temat roku 1956 sformułowałem tezę, że chociaż wystąpienia te zaczynają się jako bunt społeczno-ekonomiczny, to w trakcie trwania przekształcają się nie tylko w bunt polityczny, ale i w niepodległościowe powstanie narodowe. Oczywiście słowo „powstanie” jest ryzykowne i często dyskutowane, ale w moim przekonaniu możemy mówić o pewnych elementach insurekcji. Co prawda powstanie było bardzo krótkotrwałe, o nikłym stopniu organizacji, ale w świadomości uczestników tych wydarzeń była to walka o wolną Polskę. Manifestanci zajęli najważniejsze gmachy partyjne i państwowe, rozbili więzienie, co z kolei wiąże się z nieprawdziwą plotką, że delegacja robotników „Cegielskiego”, która wyjechała do Warszawy, została uwięziona. Punktem kulminacyjnym tego, co dzieje się w Poznaniu, jest wielogodzinne oblężenie gmachu Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy ulicy Kochanowskiego. Ludzie budują barykady, gmach jest ostrzeliwany z wielu stanowisk ogniowych. Demonstranci wchodzą w posiadanie broni przejętej od milicjantów i żołnierzy, znalezionej w różnych obiektach w Poznaniu. W tym momencie w nastrojach społecznych dominuje retoryka i zachowania powstańcze. Warto wspomnieć, że przejściowo demonstranci opanowali dwa czołgi, którymi usiłowali zdobyć budynek obleganego Urzędu Bezpieczeństwa. To już nie powtórzyło się nigdy później w żadnym proteście społecznym w okresie PRL. Potem w godzinach popołudniowych do Poznania wkraczają zmasowane oddziały wojska ściągnięte z poligonów. Żołnierze niemalże bez ograniczeń używają broni palnej i w mieście wytwarza się nastrój powstańczy. Krążą plotki, że do demonstrantów strzelają nie polscy, ale rosyjscy żołnierze przebrani w polskie mundury. To jeszcze bardziej wzmacniało element niepodległościowy i narodowy.

Wspomniał Pan o wkroczeniu wojska. Jak władze zareagowały na to, co działo się w Poznaniu?

Rano Biuro Polityczne podjęło decyzję, że do stłumienia protestu będzie użyta siła. Nie podjęto żadnych rozmów z robotnikami, chociaż była na to szansa: przez kilka godzin wielki tłum – być może było to nawet sto tysięcy ludzi –  czekał na przedstawicieli władz. Coraz gęstszy tłum gromadził się  przed siedzibami Miejskiej Rady Narodowej i  Komitetu Wojewódzkiego PZPR, dzisiaj jest to Uniwersytet Adama Mickiewicza. Dopiero gdy się okazało, że żaden z przedstawicieli władzy nie podejmie dialogu z demonstrantami, tłum wkroczył do tych gmachów. A potem właściwie nikt nie mógł już kontrolować tego, co się dzieje. Przed południem do stłumienia protestu użyto milicji oraz oddziałów wojska ze Szkoły Oficerskiej z przedmieść Poznania. Ale ci żołnierze i milicjanci nie otworzyli ognia do demonstrantów, co więcej – bratali się z nimi, oddawali broń i przyłączali się do tłumu stojącego na placu Stalina, dzisiaj Mickiewicza. Dopiero w godzinach popołudniowych – tutaj są różne relacje – około godziny szesnastej–siedemnastej, ściągnięto do Poznania oddziały wojska z kilku dywizji, które brały udział w ćwiczeniach  na poligonach. Te oddziały otrzymały rozkazy użycia broni palnej. Nawet w raportach dowódców wojskowych pojawia się opinia, że broni tej używano w sposób niewspółmierny do rzeczywistego zagrożenia. Rezultatem tego była bardzo duża liczba osób zabitych i rannych. Do tej pory nie ma gwarancji, czy zestawiono pełną listę ofiar. Wiadomo, że  było ponad siedemdziesiąt ofiar śmiertelnych oraz kilkaset osób rannych. Warto zwrócić uwagę, że w Poznaniu zginęło więcej osób niż w grudniu 1970 roku w trakcie znacznie dłuższych protestów na Wybrzeżu, odbywających się w kilku miastach. Jest to dowód, że bunt w Poznaniu miał najbardziej dramatyczny, gwałtowny charakter i że stłumiono go w najbardziej brutalny sposób w całej historii PRL. Warto jeszcze powiedzieć, że determinacja właściwie nie demonstrantów, tylko już powstańców, była tak duża, że według raportów wojskowych i milicyjnych pojedynczy ludzie ostrzeliwali się z dachów domów czy ze strychów jeszcze do godzin porannych 30 czerwca.

Czy w innych miastach były podobne wystąpienia?

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że do pewnego momentu część demonstrantów chciała przenieść bunt poza granice Poznania. Uzbrojone grupy na samochodach ciężarowych wyruszały do miejscowości pod Poznaniem. Doszło nawet do kilku prób rozbrojenia komisariatów milicji. Jednak w innych miastach nie doszło do tak gwałtownych wystąpień, natomiast w ciągu najbliższych dni i tygodni było szereg przejawów solidarności z robotnikami i mieszkańcami Poznania. W zakładach pracy w całej Polsce zwoływano masówki, na których pracownicy mieli potępić uczestników poznańskiego buntu. Ale często dochodziło na nich do wyrażania solidarności z mieszkańcami Poznania. Z dokumentów policyjnych wynika, że w całym kraju pojawiały się ulotki i napisy na murach solidaryzujące z Poznaniem. Inna kwestią było pojawienie się strajków w różnych miejscach Polski, które – jak oceniał sam aparat bezpieczeństwa – były reakcją na Poznań. Na ogół żądano w nich podwyżek płac. Reasumując można powiedzieć, że w skali całego kraju reakcja była bardzo silna, jakkolwiek nigdzie indziej nie doszło do wydarzeń równie dramatycznych i gwałtownych jak w samym Poznaniu.

Mural poświęcony wydarzeniom czerwca 1956 roku w Poznaniu przy ulicy Górna Wilda. Fot. domena publiczna, wikimedia commons

Jakie były polityczne skutki poznańskiego strajku?

W krótkiej perspektywie mamy do czynienia z bardzo brutalną reakcją władzy. Aresztowano kilkuset ludzi w Poznaniu, w trakcie śledztwa traktowano ich bardzo brutalnie. Nastąpiły bardzo ostre gesty i wypowiedzi ze strony rządzących, na przykład słynne przemówienie premiera Cyrankiewicza, który powiedział, że władza ludowa będzie odcinała podniesioną na nią rękę. Sygnały te wskazywały, że może nastąpić zahamowanie liberalizacji politycznej i powrót do twardego, stalinowskiego kursu. Ale już mniej więcej w miesiąc po poznańskim buncie, na VII Plenum KC PZPR, ocena Poznania nieco się zmieniła. Zaczęto mówić o dwóch jego nurtach: z jednej strony miała to być imperialistyczna prowokacja, a z drugiej usprawiedliwiony gniew robotników, tyle że wykorzystany przez zachodnich agentów.

Paradoksalnie, w dłuższej perspektywie krwawo stłumiony bunt poznański był czynnikiem, który odegrał ogromną rolę z punktu widzenia polskiego Października i zmian politycznych, do których wówczas w Polsce doszło, a więc odejścia od stalinizmu i powrotu Gomułki do władzy. W moim przekonaniu, a można to udowodnić odwołując się do różnych dokumentów partyjnych i policyjnych, Poznań pokazał rządzącym, jak złe i wybuchowe są nastroje w Polsce. Wyraźnie widać, że władze obawiają się podobnych wybuchów w innych miastach, może w skali całego kraju. Zresztą tuż po wydarzeniach w Poznaniu opracowano plany obrony gmachów publicznych we wszystkich większych miastach Polski. Po Poznaniu władze zdały sobie sprawę, że dalsza liberalizacja jest nieuchronna, że zaniechanie reform politycznych i gospodarczych może doprowadzić do wielkiego wybuchu społecznego niezadowolenia. Moim zdaniem, wydarzenia poznańskie mają bezpośredni związek z decyzją o oddaniu władzy Władysławowi Gomułce i zmianami, które wprowadził w Polsce, poczynając od października 1956 roku.

Jaki stosunek do Poznańskiego Czerwca miała ekipa Gomułki?

Kiedy Gomułka dochodził do władzy, pamięć Poznania była bardzo ważna. Przejmując władzę nawiązał do wydarzeń poznańskich w swoim słynnym przemówieniu wygłoszonym na VIII Plenum KC PZPR. Wystąpienie I sekretarza transmitowano przez radio na całą Polskę. Wtedy Gomułka oddał hołd robotnikom Poznania. Powiedział, że strajkujący mieli rację, ponieważ protestowali przeciwko błędnej polityce partii, represjom, niskiej stopie życiowej. Brzmiało to dosyć jednoznaczne i było oddaniem robotnikom Poznania pełnej satysfakcji. Zresztą skazani w procesach, które odbyły się w Poznaniu we wrześniu 1956, w tygodniach czy miesiącach po objęciu władzy przez Gomułkę w ogromnej większości wyszli na wolność. Ale to było w roku 1956, a tymczasem już w 1957 temat Poznania zaczyna się wyciszać. Praktycznie w następnych latach już się do niego nie wraca. Wokół tego, co wydarzyło się w Poznaniu, i wokół poznańskiego buntu zapada milczenie na długich dwadzieścia kilka lat. Dopiero „Solidarność” w sensie najbardziej dosłownym przywraca pamięć o tych wydarzeniach, ponieważ dochodzi do wzniesienia pomnika Poznańskiego Czerwca. Jego odsłonięcie w czerwcu 1981 roku jest wielką uroczystością, ważnym wydarzeniem dla ogólnopolskiej „Solidarności”. Ale na to trzeba było czekać dwadzieścia kilka lat.

muzhp.pl


Prof. dr hab. Paweł Machcewicz – historyk, politolog, profesor Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, docent w Instytucie Studiów Politycznych PAN w Zakładzie Najnowszej Historii Politycznej, dyrektor tworzącego się Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, b. dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN. W roku 2001 otrzymał (wspólnie z Andrzejem Friszke i Rafałem Habielskim) Nagrodę im. Jerzego Giedroycia za książkę Druga Wielka Emigracja (1999). Jest także laureatem Nagrody Historycznej „Polityki” za książkę Polski rok 1956 (1993) i Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej dla młodych pracowników nauki (w roku 1993). Opublikował także Emigrację w polityce międzynarodowej (1999) oraz Historię Hiszpanii (1998; wraz z Tadeuszem Miłkowskim).

spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane

- Advertisment -