czwartek, 20 stycznia, 2022
Strona głównaDziałyRaporty SpecjalnePierwsza światowej klasy winiarnia w Polsce weszła na amerykański rynek

Pierwsza światowej klasy winiarnia w Polsce weszła na amerykański rynek

Polska nie jest krajem kojarzącym się z produkcją win – nawet samym Polakom. A jednak w kraju nad Wisłą powstaje coraz więcej winiarni, w których ku zdziwieniu wielu wytwarzane są znakomite wina. Wina polskiej produkcji stają coraz bardziej popularne nie tylko w samej Polsce, ale i w innych krajach europejskich czy nawet na innych kontynentach. Na początku grudnia na rynku amerykańskim zadebiutowały wina „Adoria” produkowane w Zachowicach pod Wrocławiem przez jedną z pierwszych polskich winiarni. O budowie winiarni, a zarazem całej nowej branży, o łamaniu stereotypów o polskich winach oraz wyjątkowych wyróżnieniach w rozmowie z „Białym Orłem” opowiada założyciel i właściciel winnicy „Adoria” – Mike Whitney.

Mike Whitney założył Winiarnię Adoria w Zachowicach pod Wrocławiem 20 lat temu. Fot. Winiarnia Adoria

„Biały Orzeł”: Jest Pan Amerykaninem z Seattle. Jak znalazł się Pan w Polsce?

Mike Whitney: Do Polski po praz pierwszy przyjechałem ćwierć wieku temu, mając 25 lat. Dostałem wtedy pracę na Politechnice Wrocławskiej, wykładałem między innymi angielski. Przez kolejne 15 lat pracowałem w większości za granicą, w Londynie, Frankfurcie oraz Moskwie. Mieszkałem we Wrocławiu, ale głównie bywałem tam tylko w weekendy, a w ciągu tygodnia w związku z wykonywaną pracą podróżowałem w różnych kierunkach. Kiedy urodziło mi się pierwsze dziecko, pracowałem w Chorwacji. Rodzinę widywałem raz w miesiącu i stwierdziłem, że w dłuższej perspektywie nie chcę tak żyć. Zacząłem zastanawiać się, czym mógłbym się zająć, aby być na stałe we Wrocławiu i tak właśnie powstał pomysł na winiarnię.

Polska nie należy do krajów, z którymi kojarzy się produkcja win…

Zgadza się. To był w pewnym sensie szalony pomysł, szczególnie 20 lat temu. Wokół Wrocławia istnieje strefa z mikroklimatem, która sprzyja sadzeniu winogron. Moi znajomi z USA uważali, że jest to świetny pomysł. Z kolei moi znajomi w Polsce uważali, że zwariowałem (śmiech). Zanim zainwestowałem w ten projekt, spędziłem wiele czasu badając temat, a szczególnie warunki meteorologiczne, aby upewnić się, czy na pewno będą sprzyjać mojemu pomysłowi. Po przeanalizowaniu danych historycznych w instytucie meteorologicznym okazało się, że w okolicach Wrocławia istnieje klimat podobny do Oregonu, czy np. Chablis blisko rejonu Burgundii we Francji czy Tokaju na Węgrzech. A przecież to są miejsca, które słyną z produkcji win! Do produkcji win potrzebny jest odpowiedni klimat. Można mieć świetny pomysł, marketing, ale bez odpowiedniego klimatu – ani rusz. W Polsce dziś uprawia się winogrona nad Bałtykiem, w Sandomierzu, w okolicach Łańcuta, ale to są wszystko winogrona hybrydowe, których my w Zachowicach nie sadzimy.

Wasza winiarnia była jedną z pierwszych w Polsce. Jak wyglądały jej początki?

Były trudne… Bardzo trudne. Ponieważ w Polsce ten przemysł nie istniał, cały sprzęt musieliśmy importować z zagranicy: z Włoch, Czech, Niemiec, Węgier. Mój wujek w Oregonie jest znawcą winogron, więc dużo nam pomógł na samym początku. Współpracowaliśmy też z laboratorium w Toskanii, ale tak naprawdę wszystko zaczynaliśmy od zera. Nasza działalność wymagała wtedy uzyskania około 30 licencji rządowych. Tworzyliśmy branżę, która praktycznie nie istniała, nie było wtedy w Polsce standardów, przepisów. Jeżeli chodzi o branżę winiarską w Polsce, byliśmy pionierami w wielu kwestiach. Na przykład nasze wina były pierwszymi polskimi winami serwowanymi przez Polskie Linie Lotnicze LOT.

Jakość win produkowanych w Zachowicach zawdzięcza się winogronom, które rosną w jedynym miejscu w Polsce, gdzie mikroklimat stwarza podobne warunki jak w niektórych z największych regionów produkcji win we Francji czy we Włoszech. Na zdjęciu Janusz Terlecki – jeden z lokalnych winiarzy. Fot. Winiarnia Adoria

Jakie produkujecie dziś wina i czym wyróżniają się one na tle konkurencji?

W branży win bardzo istotna jest ich ocena na najważniejszych targach i konkursach, takich jak Decanter w Londynie. Ocenianych jest tam około 16,000 różnych win… i producent każdego z nich chce tam wypaść dobrze. Nasze wina musujące uzyskały tam lepsze wyniki niż wszystkie niemieckie wina musujące oprócz jednego, oraz lepsze od 94 różnych szampanów. Oczywiście uzyskanie takich wyników wymagało bardzo dużo pracy. Myślę, że jakość naszych win mówi sama za siebie.

Jak powstała nazwa marki, czyli „Adoria”?

To bardzo proste. Nazwisko mamy brzmiało Kapuściński. Moje – Whitney. Ani jedno, ani drugie nie stanowiłoby dobrej nazwy marki. Ale mam dwoje dzieci – Adama i Wiktorię i właśnie połączenie tych dwóch imion utworzyło nazwę Adoria. Okazało się, że nazwa ta nie była opatentowana, więc udało się nam uzyskać wyłączność na jej używanie.

Mówicie o sobie, że jesteście pierwszą światowej klasy winiarnią w Polsce. Co dokładnie oznacza „światowa klasa” w tej branży?

Dotyczy to przede wszystkim jakości naszego produktu, ale też tego, że nasz pomysł stworzenia winiarni w Polsce był naprawdę przełomowy. Polska się zmienia, ale ludzie nie byli 20 lat temu tak otwarci na nowe pomysły jak np. na zachodnim wybrzeżu USA, skąd pochodzę. Ludzie w Polsce byli bardziej tradycyjni… piło się wódkę, zagryzało kiełbasą. Polska była znana z wielu rzeczy, z Chopina, z pięknych kobiet, ale nie z produkcji wina. Wielu osobom wydawało się wtedy, że jeżeli wino jest produkowane w Polsce, to musi być złe. Oczywiście te stereotypy też mają wątek pokoleniowy, młodych ludzi nie dziwi dziś, że w Polsce produkuje się dobre wina, ale starsze pokolenia uważają, że produkcja win jest czymś, co robiło się w Polsce, że musi być jakiś powód ku temu i zapewne jest nim to, że polskie wina są niedobre. Wielu starszym osobom polskie wina kojarzą się z wyrobami z czasów komunistycznych, z popularnym „jabolem”. Podkreślamy, że jesteśmy winiarnią światowej klasy, aby zmienić ten stereotyp. Dziś można powiedzieć, że ten sposób postrzegania już się w znacznej mierze zmienił, zarówno jeżeli chodzi o całą branżę, jak i o nas samych. Uzyskaliśmy wiele medali i wyróżnień, a prezydent Polski wręcza nasze wina jako prezenty podczas zagranicznych delegacji.

Czy to, że te stereotypy odchodzą powoli do lamusa, ma coś wspólnego z tym, że w Polsce ogólnie dziś spożywa się więcej wina?

Tak, spożycie wina w Polsce rośnie na poziomie około 9 procent rocznie. Nawet w czasie pandemii, gdy produkcja i spożycie win spadło na całym świecie, głównie z powodu restrykcji w branży gastronomicznej, w Polsce wzrosło przez ostatni rok o ok. 6 procent. Jest zauważalne, że w Polsce ludzie spożywają coraz więcej wina. Zmieniają się smaki, ludzie też więcej podróżują i to też wpływa na trendy rynkowe, zapotrzebowanie.

Fot. Winiarnia Adoria

Wasze wina od niedawna dostępne są również w USA, w Londynie oraz w Japonii. Jak doszło do tego, że zaczęliście je eksportować i dlaczego właśnie do tych miejsc?

Jeżeli chodzi o Londyn, to skontaktował się z nami polski sommelier, który otworzył tam firmę importującą wina. To było jakieś 6, może 8 miesięcy temu. Jeżeli chodzi o Japonię, w okolicach Wałbrzycha mieści się fabryka Toyoty i kilka innych japońskich firm i Japończycy również sami odkryli nasze wina i skontaktowali nas z importerem win w Japonii. Na japońskim rynku jesteśmy od 3 lat. Jeżeli chodzi o rynek amerykański, to biorąc pod uwagę moje korzenie, po prostu chcieliśmy się tam znaleźć. Zeszły rok był ogólnie ciężki, było zamkniętych wiele restauracji, hoteli, lotnisk, co oznaczało mniejsze zapotrzebowanie, produkcję. Dało mi to trochę czasu, aby skoncentrować się na rynku amerykańskim i dzięki tym działaniom od grudnia br. jesteśmy już na nim obecni.

Czy na tych zagranicznych rynkach koncentrujecie się na polskiej diasporze, czy bardziej raczej na rynku ogólnym?

Chcemy dotrzeć do ludzi, którzy lubią wina. Oczywiście mamy nadzieję, że naszych win spróbują Polacy mieszkający w USA oraz że będą dumni z tego, że Polska produkuje dziś nie tylko wina, ale przede wszystkim dobre wina. Mamy nadzieję, że podzielą się nimi ze swoimi znajomymi, sąsiadami. Ale nie chcemy ograniczać się tylko do polonijnego rynku, chcemy, aby większe grono konsumentów miało okazję poznać i polubić wina produkowane w Polsce.

W lipcu br. na przyjęciu w polskiej ambasadzie w Japonii prezydent Duda wręczał wasze wina jako prezenty zaproszonym gościom. Jakie znaczenie miało dla Was to wyróżnienie?

Cieszyliśmy się. Ten gest był dla nas dużym wyrazem uznania, docenieniem naszej pracy. Produkcja win nie jest łatwa. Cudownie jest pokazywać się na targach, na degustacjach, ale tak naprawdę ta praca na co dzień polega na przykład na czyszczeniu zbiorników. Wręczanie naszych win przez prezydenta było dla nas dużym wyróżnieniem.

Fot. Winiarnia Adoria

Mówiąc o wyróżnieniach, Wasze wino musujące uzyskało nagrodę „Złotego Korka” na 8. edycji polskich targów win…

To efekt lat ciężkiej pracy… I nie jest to jedyne wyróżnienie, jakie otrzymały nasze wina, ale na wyróżnienia trzeba zapracować. Produkcja win jest pracochłonna. Trzeba poznać klimat, winogrona, jakie się sadzi, jak się zachowują. Trzeba dopracować swoje metody, a to zajmuje dużo czasu. Czasami trzeba lat, wielu lat.

Minęły dwie dekady od powstania winiarni „Adoria”. Gdzie widzicie się za kolejne 5 lub 10 lat?

Cały czas się rozwijamy, szukamy właśnie dodatkowej ziemi, aby móc zwiększyć produkcję. Mam nadzieję, że nasze wina będą dostępne przez długi, długi czas. Zainwestowaliśmy w to wiele środków i pracy. W miejscach takich jak Kalifornia czy Francja można kupić winogrona i zacząć po prostu robić swoje wino. Można nawet kupić gotowe wino i sprzedawać je pod swoją marką. Tu, w Polsce, trzeba było zacząć wszystko od zera. Inwestycja ta przyniosła owoce. Opiekujemy się naszą ziemią i dopóki będziemy się nią opiekować, mam nadzieję że będzie nadal dawać nam najlepsze plony, abyśmy mogli robić dobre, polskie wino.

Rozmawiał Darek Barcikowski

spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane

- Advertisment -