Strona głównaDziałySylwetki„Energii nam nie brakuje!”

„Energii nam nie brakuje!”

W rozmowie z „Białym Orłem” lider zespołu Feel Piotr Kupicha opowiada o fenomenie pierwszych przebojów, zmianach na rynku muzycznym, wytrwałości i szczególnej więzi z polonijną publicznością. Wokalista zdradza też, nad czym obecnie pracuje Feel i dlaczego nawet po dwóch dekadach na scenie nadal warto „robić swoje”.

Fot. Materiały promocyjne zespołu Feel

„Biały Orzeł”: Minęło już prawie 20 lat od sukcesu waszych największych przebojów – „A gdy jest już ciemno” i „Jak anioła głos”, ale piosenki te nadal są lubiane i śpiewane przez publiczność. Jak to zrobiliście?

Piotr Kupicha: Nasza popularność była poniekąd efektem świeżości. Wchodziliśmy na rynek pełni nadziei, pełni wiary. I tutaj rzeczywiście nie tylko muzyka, ale też pewnie łut szczęścia i wiele innych okoliczności wpłynęło na to, że pojawiliśmy się na festiwalu w Sopocie. Teraz, kiedy rozmawiamy, akurat jesteśmy po próbach na tegoroczną edycję Top of the Top Sopot Festival. Właściwie od tego wydarzenia wszystko się zaczęło. Wysłaliśmy zgłoszenie i potem wzięliśmy udział w konkursie, który wygraliśmy. Fala popularności, która wówczas się pojawiła, była wręcz jak tsunami. Tak dużo się wtedy działo i graliśmy tak dużo koncertów, że „Feelomania” trwała praktycznie przez kilka dobrych lat.

Wysyłając zgłoszenie na festiwal w Sopocie, spodziewaliście się aż takiego sukcesu?

Szczerze mówiąc nie spodziewaliśmy się, bo to była wypadkowa wielu czynników. Popularność zawsze idzie w parze z tym, że każdy z nas w coś wierzy. Szczęście też nam sprzyjało. Myślę, że to są takie dwa czynniki, które spowodowały, że udało się nam wskoczyć na polski rynek muzyczny w sposób naprawdę spektakularny.

Czy dzisiaj dla Feel wyzwaniem jest pokazanie, że nie jesteście zespołem kojarzonym tylko z hitami sprzed lat, ale również z nowymi kompozycjami?

Cały czas tworzymy i publikujemy nowe piosenki, z większym lub mniejszym efektem. Natomiast rzeczywiście ciężko nam teraz konkurować z hitami z początku kariery. Pamiętam, że kiedy zaczynaliśmy, ktoś wziął za nas odpowiedzialność i bardzo się tej odpowiedzialności bał, ale ostatecznie wszystko się udało. Pozycja zespołu Feel była efektem bardzo ciężkiej pracy wielu osób i czujemy, że zasłużyliśmy na sympatię, którą mimo upływu lat darzą nas fani.

Czy to, że publiczność nadal tak żywiołowo reaguje na starsze przeboje, jest teraz powodem do dumy?

To jest przede wszystkim ogromny zaszczyt, bo my jako artyści z roku na rok nie stajemy się młodsi, a starsi, i bardziej doceniamy interakcje z fanami, które zdarzają się na koncertach. Nasze starsze piosenki są bardzo entuzjastycznie odbierane, praktycznie zawsze śpiewamy je wspólnie ze słuchaczami. Czasem, właśnie dzięki publiczności, mam wrażenie, jakbyśmy wydali te utwory wczoraj. Fani zespołu, którzy śledzą naszą karierę, wiedzą, że wydajemy również nowe utwory i kibicują nam. Dodatkowo, Polacy nadal tłumnie przychodzą na nasze koncerty, aby posłuchać starszych hitów i myślę, że po latach czujemy się w swojej feelowej skórze bardzo dobrze.

Jak komponuje się utwór, który śpiewają kolejne pokolenia fanów?

Myślę, że z kompozycjami jest bardzo różnie. Są piosenki bardziej przebojowe, są bardziej płaskie. W obecnych czasach nawet częściej pisze się płaskie piosenki niż hity. A my mamy w sobie cały czas potrzebę pisania takich utworów, które publiczność może zaśpiewać.

Co ma Pan na myśli, mówiąc o „płaskich” utworach?

Współcześnie piosenki niekoniecznie mają powtarzalne refreny, niekoniecznie jest tam tak zwany szlagwort czy zaśpiewka, na której słuchacz może skupić uwagę. Rynek bardzo się zmienił od czasów naszego debiutu i wydania największych przebojów.

Gdyby Feel debiutował dzisiaj, mielibyście szansę przebić się w świecie TikToka, streamingu i szybko zmieniających się trendów?

Myślę, że tak. Na pewno jako młode osoby bylibyśmy bardziej świadomi tego, jak się poruszać po Instagramie, TikToku i tak dalej. Nie mówię, że mamy gorszą energię życiową od młodzieży, ale oni myślą dziś innymi kategoriami. Tymi jedynymi dla nich słusznymi. Młodzież powinna myśleć tak, jak myśli, czyli niekoniecznie oglądać się na innych. To jest bardzo pozytywne, bo pomaga osiągać swoje cele i nie zastanawiać się, czy coś jest wystarczająco dobre, czy się nie spodoba…

Myślę, że młode osoby, pisząc piosenki, przede wszystkim skupiają się na swoich uczuciach. I to jest ważne. Wtedy taki utwór zaczyna działać i przykuwać uwagę innych osób – nie tylko ich rówieśników, ale również starszych czy młodszych odbiorców. My jesteśmy, można powiedzieć, takim trochę muzycznym weteranem, choć bardzo żywym. Wkładamy dużo energii i różnych przemyśleń w to, jak dziś działa nasz zespół i sądzę, że na tym etapie mamy się bardzo dobrze.

Czy z perspektywy artysty obecnego na scenie od dwóch dekad, trudniej jest zdobyć popularność, czy ją utrzymać?

Myślę, że trudniej jest ją utrzymać. Zdobycie popularności może być impulsem, wypadkową wielu czynników. Spotykamy na naszej drodze kariery osoby, które wiedzą, co z danym utworem czy artystą zrobić. To nie jest takie oczywiste, że ktoś robi dobrą muzykę i bez odpowiedniego zaplecza się przebije. Sam artysta i jego pomysły nie mają takiej siły jak wpływy osób, które potrafią zarządzać muzyką i odpowiednio ją ukształtować czy przedstawić ludziom, żeby im się po prostu podobała.

Czy dzisiaj zaplecze promocyjne i marketingowe jest równie ważne, jak sama muzyka?

Było i jest ważne. Jest dużo łatwiej, kiedy muzyk ma za sobą dużą wytwórnię, gdzie pracuje sztab ludzi i w grę wchodzą duże pieniądze, bo wtedy popełnia się mniej błędów. Jeśli artyści są bardzo świadomie prowadzeni, to myśli się bardziej długofalowo i można stworzyć strategię, która pomoże uzyskać konkretne efekty.

Myślę, że artyści są bardziej osobami zachowawczymi i niekoniecznie mają takie marketingowe spojrzenie czy wiedzą od A do Z, jaki mają pomysł na siebie. Wiąże się to też z zasobami finansowymi. Można podać tutaj przykład K-popu, który zdobył ogromną popularność wśród młodzieży. Można też wspomnieć o artystach z rodzimego rynku. Dla niektórych artystów pisane są piosenki, na które potem dana wytwórnia stawia wszystkie karty i pracuje, aby dany produkt czy zespół przyniósł firmie przychód.

Przez dwie dekady obserwował Pan wiele zmian na polskim rynku muzycznym. Czego młode zespoły mogłyby się nauczyć od takich wykonawców jak Feel?

Najważniejsze to robić swoje. Młode zespoły często nie mają żadnych kompleksów. Bardzo mi się to u nich podoba. Są bezpośredni i idą po swoje. Imponuje mi, że są tak zdeterminowani i pewni siebie. A czego mogą się nauczyć od starszych kolegów po fachu? Na pewno wytrwałości, operowania głosem, warsztatu scenicznego. A resztę robią tak, jak czują.

Jest wielu artystów, którzy mają wspaniałe piosenki, którzy tworzą, wierzą, marzą. I ja za nich wszystkich bardzo trzymam kciuki, bo wiem, co to znaczy. Oni nieraz się spalają, myślą, planują, kombinują, tworzą, siedzą w studiu, a potem przed publicznością próbują te piosenki prezentować. Kluczem do sukcesu są niewątpliwie wytrwałość i konsekwencja.

Macie już za sobą wiele występów w Stanach Zjednoczonych. Czy jest jakieś szczególne wspomnienie związane z polonijną publicznością, które zostało z Panem na dłużej?

Na pewno mogę powiedzieć o jednym wspomnieniu, które naprawdę robi na mnie ogromne wrażenie. Mamy piosenkę pod tytułem „Mój dom”. Wiem, że publiczność nie tylko w Stanach, ale też w Polsce bardzo tę piosenkę pokochała. Ten numer naprawdę działa na odbiorców, duża część publiczności płacze, gdy go wykonujemy. Piosenka uruchamia w słuchaczach jakąś tęsknotę, nostalgię, wspomnienia… Jako artysta cieszę się, że ludzie odnajdują w naszym utworze takie głębokie emocje.

Czy publiczność polonijna różni się od tej, dla której gracie w Polsce?

Myślę, że po 20 latach grania mogę spokojnie stwierdzić, że cudowni ludzie są wszędzie. Nasza publiczność, zarówno ta krajowa, jak i zagraniczna, jest bardzo wdzięczna, lubi polską muzykę i dobrze zna nasze przeboje. Mogę śmiało powiedzieć, że publiczność w Stanach jest wyjątkowa. To są wspaniali ludzie, którzy mają swoje osobowości i różne życiorysy, ale są bardzo podobni do Polaków mieszkających w kraju.

Grając, staramy się przekazywać słuchaczom jak najbardziej pozytywne emocje. Myślę, że zespół Feel słynie z tego, że ma bliski kontakt ze swoimi fanami. A amerykańska Polonia, mimo upływu lat, ciągle przyjmuje nas bardzo ciepło.

Czego fani mogą spodziewać się od Feel w najbliższym czasie?

Pracujemy cały czas. W ubiegłym roku wydaliśmy piosenkę „W blasku słońca”. W tym roku wypuściliśmy wakacyjny numer „Ze mną bądź”. Co roku staramy się czymś zaskoczyć naszych fanów. Skupiamy się teraz głównie na singlach. Regularnie przypominamy się słuchaczom nowymi utworami, żeby wiedzieli, że u nas wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Na koniec chciałbym zwrócić się bezpośrednio do naszych fanów w Chicago – jesteście po prostu the best! Czekamy na was na koncertowej scenie festiwalu Taste of Polonia!

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Alicja Dębek


Piotr Kupicha – wokalista, gitarzysta, tekściarz, aranżer, lider zespołu Feel. Jak sam o sobie mówi: Gdyby nie grał w Feel „pracował by gdzieś” i „prowadził nudne życie”, tak się jednak na szczęście nie stało. Przygoda Piotra z muzyką zaczęła się w 1995 roku, kiedy zakupił swoją pierwszą gitarę. Od tej pory świat nabrał dla niego innego wymiaru. W rok później założył swój pierwszy zespół Ragabash o rockowej stylistyce. Z biegiem lat zdobywał sceniczne i medialne doświadczenie w innych zespołach rockowo-popowych. Zagranie ponad 500 koncertów na dużej scenie pozwoliło mu się z nią oswoić. Zaczął coraz więcej śpiewać i mocno szlifować skalę wokalną. Praca i zdobyte umiejętności skłoniły go do poszukiwania swojej ścieżki muzycznej.

W 2004 roku w sklepie muzycznym spotkał Łukasza Kożucha i wtedy też powstał pomysł założenia formacji FEEL. Piotr jest muzycznym samoukiem, co nadaje specyficznego „feelingu” jego grze i wyłącza go z grona akademickich rzemieślników. Jego inspiracje muzyczne oscylują wokół amerykańskiego grania lat 90.: Audioslave, Linkin Park, Alter Bridge i Pearl Jam, Nickelblack, 3 Doors Down. W wolnych chwilach Piotr poświęca dużo czasu na chodzenie po górach. Posiada kartę taternika. Lubi jazdę samochodem, motocyklem i na rowerze oraz filmy James Camerona. Jest miłośnikiem takich marek jak: Gibson i Harley Davidson.

spot_img
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane