
W niedostępnej dla ludzi skalnej grocie, z zachodniej strony Gór Izerskich, mieszkała piątka niewyrosłych, pełnych humoru, ale i złośliwych niekiedy skrzatów, z których najstarszy miał na imię Izydor, a najmłodsza była Prunela. Miała ona kłopot z odwiecznymi stereotypami nie mniejszy jak czytelnicy tej opowieści. No bo każdy wyobrażał sobie skrzatów jednopłciowo (męski szowinizm górą), a poza tym pojawiały się pewne problemy z nazewnictwem – można rzec – rodzajowym. No bo „skrzat Prunela” brzmiało jakoś nie bardzo, ale „skrzatka”, „skrzacika” czy „skrzata” wcale nie lepiej. Co gorsza, była sama rodzaju żeńskiego w tej piątce. No, nie w ogóle w skrzacim rodzie, bo jednak trochę żeńskich skrzatów było. Ale grota Gór Izerskich była zdecydowanie zdominowana przez płeć męską, czy raczej „skrzaciomęską”. To było niezłe lokum, bo ludzie akurat woleli łazić po innych górach, w każdym razie zwykle inne nieco szlaki wybierali, jeśli już nawet urzekły ich Góry Izerskie.
A skrzaty za ludźmi, którzy w nie wierzyć nie chcieli, specjalnie nie tęskniły. Zresztą może i lepiej, że nie wierzyli, bo z pewnością gdyby uwierzyli i zobaczyli, to żyć by skrzatom nie dali. Chociaż tak generalnie ludzi nie lubiły, to jednak skrzaty wiedziały, że zdarzają się wśród nich jednostki wyjątkowe, ocalałe przed zwykłą wrednością ludzkiej natury. Upatrzyły sobie w dolinie nawet taką dwójkę miłych „człeków”, a od jakiegoś czasu nawet trójkę, bo Kamilowi i Laurze Opiłkom urodziła się właśnie córeczka Iza.
Początkowo skrzaty lubiły się tylko zakradać do ich domu, a raczej w jego pobliże, by obserwować życie tej pogodnej, szczęśliwej i jakby oddalonej od ludzkiego świata pary. Kamil pisał książki dla dzieci, które bardzo dobrze się sprzedawały, cieszyły się dużym zainteresowaniem. Laura nie miała stałej pracy, ale czasami robiła lalki, piękne niepowtarzalne ozdoby i jeździła, by je sprzedać. A nie miała z tym kłopotu, bo niczego podobnego ludzie w całej okolicy (a właściwie w ogóle) kupić nie mogli. Żyli więc sobie szczęśliwie, gdyż nie musieli za bardzo tkwić w tym niezbyt radosnym, nieszczerym ludzkim świecie, a z kolei to oddalenie od ludzkiego świata, ich szczęśliwy zakątek sprzyjał fantazji, tworzeniu rzeczy, za którymi widać jakoś ludzie tęsknili w owym świecie przesytu.
Skrzaty bardzo pilnowały się, by nie zostać zauważone, by zachować wielką ostrożność w tym obserwowaniu Opiłków, ich szczęśliwego życia. A niezwykle to lubiły, bo same jakby dzięki temu stawały się bardziej pogodne i radosne. Ale z czasem ich dyskretna zażyłość, śmiałość zaczynały brać górę nad ostrożnością, aż doszło do tego, że Kamil zauważył raz zapatrzonego i zamyślonego Pafnucego. Widząc, że został zauważony, skrzat stanął jak wryty, właściwie bez ruchu, i jakby czekał, co się stanie. Znał dobrze Kamila i nie obawiał się właściwie niczego złego z jego strony, ale jakoś podświadomie wiedział, że ujawnienie się przed człowiekiem jest dla skrzata bardzo niepożądane. A niewątpliwie Kamil był człowiekiem, Pafnucy zaś skrzatem. To wzajemne zapatrzenie trwało długo, bo młody pisarz też był zdziwiony i zaskoczony. W końcu ktoś musiał się odezwać, to było nieuchronne…
– Czy ty jesteś skrzatem?
– Pafnucy. Skrzat Pafnucy.
– Niesamowite, że jesteś i że możemy się porozumieć.
– No, dla mnie aż takie nie, ale nie powinienem się ujawniać.
– Dlaczego?
– Ja wiem, ty jesteś dobrym człowiekiem, ale inni… Ludzie nie mogą się o nas dowiedzieć.
– O nas?
– A niech to, błąd za błędem… Nie będę kłamał, jest nas tu więcej.
– Ilu was jest?
– Piątka, to znaczy tu, w grocie po te stronie góry. Nikt nas do tej pory nie widział…
– Nie obawiaj się, to znaczy – nie obawiajcie się. Nikomu o tym spotkaniu, o was nie powiem.
– Bardzo proszę, by tak było. Tobie i twojej żonie wierzę, ale inni… nie mogą się dowiedzieć.
– Oczywiście, że się nie dowiedzą, sam o tym wiem, że byłoby to niedobre. Ale… to wyjątkowe, że akurat ja na ciebie się natknąłem. Przecież o was skrzatach piszę. No, nie tylko o skrzatach, ale piszę bajki, w których pojawiają się także skrzaty. I choć sam innym opowiadam o ich istnieniu, to nie wierzyłem, że one istnieją naprawdę.
– Istnieją, istnieją. Ludzie ich nie widzą, ale znane są liczne opowieści, w których pojawiają się skrzaty, jakby z pokolenia na pokolenie to istnienie skrzatów, których ludzie przecież nie widują, było utrwalane, przekazywane.
– Może ktoś kiedyś je zobaczył – jak ja teraz. Ktoś, kto miał talent literacki.
– Myślisz, że ktoś taki o nas napisał, a następni to powielają?
– To możliwe, prawdopodobne. Czy wy te opowieści znacie?
– Wiele z nich, ale na pewno nie wszystkie. Jednak nie pytaj jak je poznajemy, skąd znamy wasz język i tak dalej…
– Czy te bajki, które znacie, pokazują prawdę o waszym życiu, istnieniu?
– W jakiejś mierze tak, ale te dawne dużo bardziej niż nowsze, z dzisiejszych czasów. Wybacz, że to powiem – nawet niż twoje, choć pokazujesz nas w bardzo sympatyczny, miły sposób.
– To potwierdza przypuszczenie, że ten pierwszy autor opowieści o skrzatach was poznał.
– Dlaczego?
– Bo on był najbliższy prawdy o waszym życiu, dawni autorzy pokazywali je dość wiarygodnie, a dzisiejsi nie. I ja też nie…
– Ale ty robisz to bardzo ciekawie, dlatego i twoje książki cieszą się takim uznaniem.
– Tak, dzięki temu mogę żyć jak żyję. Jednak ja jestem w stanie was odkrywać tylko poprzez moją wyobraźnię, mogę was jedynie wymyślać, może biorąc tylko cząstkę prawdy od tego pierwszego, który was poznał. W każdym razie było tak aż do dziś. Choć na razie niewiele się dowiedziałem, co najwyżej z przekonaniem będę teraz pisał o waszym istnieniu.
– Chyba nie powinienem za dużo zdradzać, wystarczy, że byłem tak nieostrożny, iż mnie zobaczyłeś, Moi koledzy nie będą zadowoleni, a muszę im o tym powiedzieć.
– Czy zdradzisz mi, jakie są imiona pozostałych skrzatów?
– Nie wiem… Dobrze, zdradzę ci nasze imiona. Mnie już znasz. Ze mną w grocie mieszkają jeszcze Skalmierz, Ogris, Bazyli i Prunela.
– Prunela?
– A co ty myślałeś, że nie me żeńskich skrzatów? No tak, w twoich bajkach ich nie ma.
– Jakoś tak się utarło, czytało…
– To jeden z tych nieprawdziwych wymysłów. Sporo jest żeńskich skrzatów, ale w naszej grocie tylko jeden.
– Mam chyba pierwszą wiadomość, która odsłania trochę prawdy o skrzatach… Chciałbym ci zadać jedno ważne pytanie.
– Słucham, choć właściwie już zadałeś kilka pytań.
– Czy nie byłoby dobrze, gdyby czytelnicy poprzez moje bajki poznali prawdę o skrzatach? Oczywiście, gdybyście mi chcieli ją ujawnić. Dlaczego miałbym nadal utrwalać nieprawdę, skoro się spotkaliśmy i mógłbym poznać jak wygląda prawdziwe życie skrzatów?
– Hmm… może to i dobry pomysł. Ale ja decyzji teraz nie podejmę, musi to zrobić cała nasza piątka. Pozostali muszą się zgodzić. Chociaż nie wiem, czy to dla ciebie jako twórcy taki dobry sposób, plan.
– Dlaczego tak sądzisz?
– Bo widzisz, masz wiele fantazji, pomysłów i pokazujesz tyle wspaniałych historii z udziałem skrzatów… Prawda raczej nie będzie tak barwna i ciekawa. Ludzie chyba wolą ciekawe kłamstwa od dość nudnej prawdy?
– Masz w tym wiele racji, ale sporo mojej fantazji w opowieściach zostanie, nie będę przecież tworzył dokumentalnych bajek. Chodzi głównie o to, żeby ta fantazja nie odbiegała zanadto od prawdy, nie szła jakimś zupełnie chybionym torem. Poza tym to, czego się dowiem, na pewno pobudzi moją fantazję, wskrzesi nowe skrzacie historie.
– Mądrze myślisz, sądzę, że skrzaty dadzą się przekonać.
Bo ja właściwie jestem gotów zdradzić przed tobą prawdziwe dzieje skrzatów. Może nawet twoja żona jakoś utrwali nas poprzez swoje lalki. I my, którzy tak ludzi unikaliśmy, staniemy nagle przed nimi w swojej prawdziwej postaci, pokażemy się jakby poza ich świadomością. Dobrze, niebawem, jeśli pozostałe skrzaty się zgodzą, staniemy przed tobą i twoją żoną, żeby opowiedzieć skrzacie losy. A teraz już odchodzę. Do zobaczenia, Kamilu!
– Do zobaczenia, Pafnucy!
Idąc do swojej groty, Pafnucy jeszcze sporo rozmyślał o tym, co się stało. Pomyślał sobie, że to może przeznaczenie tak chciało. Nie wątpił, że przekona pozostałych do swojego planu. Zwykle wszystkie skrzaty liczyły się z jego zdaniem, poza tym już część tajemnicy się odsłoniła. Sądził, że to nawet będzie perfidne względem ludzi, że tak się pokażą poza ich wiedzą. I ciekawe, na ile skrzaty prawdziwe będą bardziej atrakcyjne od tych wymyślonych. Nie, do ludzi Pafnucy wcale nie tęsknił (poza ich znajomym małżeństwem), ale przecież i tak w jakiś sposób musieli się z ludźmi liczyć, z oddalenia ich poznawać. Niech i ludzie poznają prawdę o skrzatach, nawet cząstkę tego, co one myślą o nich. To może być taka mała skrzacia zemsta. W końcu dokąd można ludzi jedynie unikać, żyć przed nimi w obawie…
Ryszard Mścisz
Ryszard Mścisz – urodził się w 1962 r. w Stalowej Woli, mieszka w Jeżowem. Jest autorem siedmiu tomików poetyckich, dwóch zbiorów tekstów satyrycznych, zbioru opowiadań oraz satyrycznego audiobooka. Laureat Międzynarodowych Spotkań Poetów „Wrzeciono 2005” w Nowej Sarzynie, wyróżniony także w ogólnopolskich konkursach w Leżajsku i w Mielcu. Otrzymał Nagrodę Literacką Miasta Stalowa Wola „Gałązka Sosny”. Dwukrotnie zdobył „Złote Pióro” – nagrodę rzeszowskiego oddziału ZLP. Opowiadanie ,,Skrzaty” pochodzi z najnowszej książki Ryszarda Mścisza pt. „Człowiek z mgły i inne opowiadania”, wydanej w 2025 r. przez Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne ,,Fraza”, działające przy Uniwersytecie Rzeszowskim w Rzeszowie.







