Strona głównaDziałyPoradyWielka czystka domowej garderoby: dlaczego zasługujesz na coś lepszego niż rozciągnięty dres?

Wielka czystka domowej garderoby: dlaczego zasługujesz na coś lepszego niż rozciągnięty dres?

Wszystko zaczyna się od niewinnej refleksji – pewnego dnia, składając pranie, uświadamiam sobie, że moja domowa garderoba wygląda jak po przejściu apokalipsy zombie… i to przegranej. Sprane legginsy, koszulka z logo firmy, która już nie istnieje, i – mój osobisty hit – bluza tak rozciągnięta, że mogłaby służyć jako śpiwór.

Dlaczego? Bo „oszczędzam” ładne rzeczy na później. Później! Na co? Na wizytę królowej angielskiej w moim salonie? Na nagłą kontrolę mody w domu? A może na dzień, w którym niespodziewanie zostanę sławna i będę potrzebować nienagannego stroju do mojego dokumentu na Netfliksie?

I wtedy mnie olśniewa: to dokładnie ta sama logika, która każe mi założyć najładniejszy biustonosz na wizytę u lekarza. Śliczny biustonosz. Do miejsca, gdzie ktoś w rękawiczkach jednorazowych i z absolutnym brakiem zainteresowania moją bielizną zobaczy go przez trzy sekundy, po czym przejdzie do rzeczy. Tymczasem w domu paradowałam w staniku, który przeżył zarówno kilka cykli prania, jak i parę załamań nerwowych. Toż to skandal!

A skoro już o porządkach mowa – przychodzi wiosna, idealny moment na przewietrzenie nie tylko mieszkania, ale i własnego podejścia do codzienności. Otwieram szafę i bezlitośnie eliminuję wszystko, co przypomina mi czasy, kiedy traktowałam siebie jak plan awaryjny. Koniec z „po domu może być”. Od dziś „po domu też ma być ładnie”. A skoro już wyrzucam te wszystkie smętne ubrania, to przy okazji pozbywam się kubków, które dawno straciły swój urok, i świec, które kiedyś miały pachnieć lawendą, a teraz pachną… kurzem i rozczarowaniem.

Więc robię coś radykalnego. Wyrzucam. Pożegnam się ze skarpetkami nie do pary, które sprawiają, że czuję się jak kloszard. Wyrzucam koszulkę, na której kiedyś widniał napis „I love Fridays!”, a teraz zostało tylko „I ov F i ays!”. I, uwaga – zakładam te dobre rzeczy. Elegancką piżamę. Stylowy, a jednocześnie wygodny dres, który czekał w szufladzie na „specjalną okazję”. Miękki, luksusowy szlafrok, który wydawał mi się „za ładny” na moją poranną kawę.

I wiesz co? Moje życie nie zamienia się nagle w romantyczną komedię, ale naprawdę czuję się lepiej. Nie chodzę już ubrana jak ktoś, kto czeka na lepsze czasy. Bo ja już teraz jestem tą lepszą wersją siebie.

A skoro już o tym mowa, to przestaję też pić poranną herbatę w wyszczerbionym kubku z darmowym logo jakiejś firmy sprzed dziesięciu lat. Teraz piję ją z pięknej filiżanki. Bo każda chwila, nawet ta najbardziej zwyczajna, zasługuje na odrobinę elegancji.

I nagle wszystko smakuje lepiej. Herbata jest jakby bardziej aromatyczna, dom wydaje się przytulniejszy, a ja – zamiast czekać na wyjątkowy dzień – tworzę wyjątkowy dzień. Bo jeśli życie to suma małych przyjemności, to dlaczego nie zacząć od siebie?

Więc potraktuj to jako znak: noś to, co dobre. Pij z ładnej filiżanki. Nie oszczędzaj radości na „później”, które nigdy nie nadchodzi.

Marta Zawadzka
Certyfikowany life coach i mówca motywacyjny. Założycielka grupy Success in Skirt oraz Polish American Network, a także była prezenterka audycji „Bez Limitu”

Ten tekst nie stanowi porady i nie odzwierciedla poglądów redakcji.

spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane