Celina i Wanda Dzienisiewiczówny pochodziły z Filipowa, dawnego miasta królewskiego w dawnej Jaćwieży (Sudowii), założonego w głębi puszczy pojaćwieskiej w początkach XVI wieku przez litewskich bojarów – braci Szembelow. Prawa miejskie Filipów otrzymał w 1570 r. od Zygmunta Augusta. W II Rzeczpospolitej osada leżała tuż przy granicy z Prusami Wschodnimi, stanowiąc ruchliwy punkt graniczny (w oddalonych o trzy kilometry Mieruniszkach), stąd w Filipowie stacjonował komisariat Polskiej Straży Granicznej.
Rodzina Celiny i Wandy Dzienisiewicz należała w Filipowie do najbardziej zamożnych i szanowanych[1]. Do wybuchu II wojny światowej stanowiła miejscową elitę, członkowie familii sprawowali ważne urzędy. Rodzice sióstr mieli w centrum Filipowa, nieopodal rynku i siedziby gminy, dużą kamienicę. Zachowała się ona do dziś, choć przechodziła różne koleje. Podczas II wojny światowej i okupacji zajęli ją najpierw Niemcy, potem Sowieci, a po wojnie przejęła gmina i mieściły się w niej różne instytucje. Nadal jest okazała, otoczona z tyłu dużym, choć zaniedbanym już ogrodem i łąkami sięgającymi do płynącej w dole Rospudy. Obecnie funkcjonuje w niej prywatny sklep.
Ojciec sióstr, Adolf Jan Dzienisiewicz, urodził się w Filipowie 21 czerwca 1888 r. Jego żona, Radosława Franciszka z d. Filipkowska przyszła na świat 14 października 1884 r. w tej samej miejscowości. W Archiwum Państwowym w Suwałkach zachował się ich akt małżeństwa – sakramentalny związek małżeński pomiędzy Adolfem Janem Dzienisiewiczem (pisarzem Urzędu Gminnego w Filipowie, lat 22) a Radosławą Franciszką Filipkowską (panną przy rodzicach, lat 26) został zawarty 21 lutego 1911 r.
Radosława otrzymała od swoich rodziców w wianie właśnie kamienicę przy rynku, w której Dzienisiewiczowie zamieszkali. Familia Filipkowskich też była zamożna, miała kilka domów i dużo ziemi w okolicy. Z rodziny tej pochodził brat ich matki, generał Władysław Jakub Filipkowski (1892-1950) – piłsudczyk, uczestnik I i II wojny światowej, kawaler Virtuti Militari, oficer konspiracji WZ/AK, w latach 1944-1947 więziony przez bolszewików w ZSRS.

* * *
Informacji o tej rodzinie było do tej pory niewiele. W ich pozyskaniu pomógł mi miejscowy nauczyciel, regionalista i pasjonat historii Tadeusz Sobuniewski, ale najwięcej – Sławomira Klimko z domu Filipkowska (1925-2023) – córka Stanisława Filipkowskiego (pierwszego w odrodzonej Polsce wójta Filipowa), brata matki Celiny i Wandy. W 2016 r., kiedy z nią rozmawiałam, była emerytowaną nauczycielką Zespołu Szkół Ekonomicznych w Suwałkach. Znała doskonale Dzienisiewiczówny, była przecież ich bratanicą, w Filipowie spędziła dzieciństwo i rozpoczęła naukę w Gimnazjum Handlowym w Suwałkach. Kiedy odszukałam ją w Suwałkach, miała 91 lat, ale trzymała się dobrze. Imponowała wspaniałą pamięcią, pięknie się wysławiała.

* * *
Adolf i Radosława Dzienisiewiczowie wychowali w domu nad Rospudą cztery córki: Irenę, Janinę, Celinę i Wandę. Zadbali, aby dziewczęta nie tylko pokochały Boga i ojczyznę, ale też zostały wykształcone. Matka zajmowała się domem, ojciec – poza sprawowaniem posady sekretarza w gminie, udzielał się społecznie, lubił polowania. Należeli do śmietanki Filipowa. Takie rodziny były szczególnie niszczone przez obydwu wrogów, Niemców i Sowietów, co życie potwierdziło i w tym przypadku, aż z nawiązką.
Dwie najstarsze córki Dzienisiewiczów, Irena i Janina, po ukończeniu Gimnazjum Żeńskiego im. Marii Konopnickiej w Suwałkach, studiowały w Warszawie. Irena wyjechała do stolicy pierwsza, po studiach pracowała w wojskowości i wyszła za mąż za oficera. Po wybuchu II wojny światowej wyjechała z mężem do Londynu, gdzie udzielała się w rządzie emigracyjnym. Do Polski już nie wróciła. Po zakończeniu działań wojennych wyemigrowała aż do Nowej Zelandii. Mąż przekwalifikował się tam z polskiego oficera na technika dentystycznego, zaś Irena na informatyka. Z czasem kupili dom i powodziło im się dobrze. Dzieci nie mieli. W ojczyźnie, o którą tak walczyli, nawet nie spoczęli – ich groby są w Nowej Zelandii.
Druga z kolei Dzienisiewiczówna, Janina, skończyła w Warszawie Centralny Instytut Wychowania Fizycznego i też pozostała w przedwojennej stolicy. Po wybuchu wojny działała w konspiracji, zarówno za okupacji niemieckiej, jak i sowieckiej. Dostała się do niemieckiej niewoli, uciekła z rąk gestapo, brała udział w Powstaniu Warszawskim, została łączniczką w Oddziale „Radosława”. Po zakończeniu działań wojennych spędziła w ubeckich więzieniach siedem lat, aż do amnestii w 1956 r. Po wyjściu na wolność, już po zaginięciu dwóch młodszych sióstr Celiny i Wandy, sprzedała jeden z rodzinnych domów w Filipowie i nabyła mieszkanie w Warszawie. Zmarła samotnie, w domu pomocy społecznej. Też nie miała dzieci.
Trzecia córka Dzienisiewiczów, Celina, urodzona 8 lutego 1917 r., harcerka, po ukończeniu gimnazjum w Suwałkach, także wyjechała do Warszawy. Ukończyła Liceum Przemysłowo-Handlowe i rozpoczęła uniwersyteckie studia z chemii. Wszystkie trzy Dzienisiewiczówny przebywające wówczas w Warszawie opiekowały się leczoną w stolicy swoją matką Radosławą, która zachorowała na raka. Niestety, w 1938 r., Radosława z Filipkowskich Dzienisiewiczowa zmarła. Spoczęła w rodzinnym grobie w Filipowie, Był to początek dramatycznych zdarzeń w rodzinach Filipkowskich i Dzienisiewiczów.
Wanda, ps. „Dziunia”, najmłodsza i czwarta córka Radosławy i Adolfa Dzienisiewiczów, urodzona 19 listopada 1921 r. w Filipowie, została ochrzczona 1 grudnia 1921 r. Kiedy wybuchła II wojna światowa, Wanda uczyła się w gimnazjum w Suwałkach. We wrześniu 1939 r., kiedy Polskę skreślono z mapy Europy, Trzecia Rzesza i ZSRS stały się państwami granicznymi. Filipów na parę tygodni był we władaniu Sowietów, ale w połowie października 1939 r. i na Suwalszczyznę wkroczył Wehrmacht. Filipów został wcielony do Prus Wschodnich.

Wszystkie cztery Dzienisiewiczówny działały w konspiracji antyniemieckiej, starsze w Warszawie, młodsze Celina i Wanda na Suwalszczyźnie. Po wakacjach 1939 r. Celina (studentka chemii) oraz Wanda (gimnazjalistka), zostały z ojcem w rodzinnym domu nad Rospudą w Filipowie.
Niestety, w kwietniu 1940 r., Adolf Jan Dzienisiewicz został przez Niemców aresztowany, w ramach akcji niszczenia polskiej inteligencji, wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie w grudniu 1940 roku go zamordowano. Miał 66 lat. Wtedy jeszcze przysyłano zwłoki i rzeczy pomordowanych. Najmłodsze córki pogrzebały jego ciało w grobie obok matki.
Niedługo po stracie obojga rodziców osierocone dziewczyny Niemcy wygnali z przestronnego domu nad Rospudą do małego pożydowskiego domku przy rynku. Miejscowych Żydów okupanci niemieccy wywieźli z Filipowa do obozów koncentracyjnych, a sami zajęli dom Dzienisiewiczów. W pożydowskim niewielkim domku Dzienisiewiczówny prowadziły tajne nauczanie dla dzieci, bo miejscową szkołę zamknięto. W Filipowie znalazłam jeszcze jedną z uczennic tajnych lekcji Wandy Dzienisiewiczówny – Jadwigę Kaszubę z domu Radzewicz, rocznik 1933, córkę miejscowego szewca Ksawerego Radzewicza. Wspominała, że klasy były jednoosobowe, przypominały prywatne korepetycje. Tajne, nie było ławek, książek, ani zeszytów. Wanda uczyła ją polskiego i matematyki, dzięki temu po zakończeniu wojny poszła od razu do trzeciej klasy, a potem została księgową w miejscowej Gminnej Spółdzielni. Pamięta, że moda nauczycielka była odważna, wysoka, ładna, miła i często ją przytulała, a nawet częstowała cukierkami.

* * *
Nie wiadomo dokładnie, jak długo Dzienisiewiczówny mieszkały w pożydowskim domku. Niemcy z okupowanych terenów wywozili masowo na przymusowe roboty do swego kraju. Aby tego uniknąć, Celina i Wanda Dzienisiewiczówny wyjechały do Płociczna, oddalonego od Filipowa o 30 kilometrów. Podjęły pracę w tartaku. A kiedy Niemcy utworzyli nowy tartak w Macharcach (w gminie Płaska), tam się przeniosły do pracy. Jednocześnie działały w ruchu oporu. Były konspiracyjnymi łączniczkami, zajmowały się kolportażem prasy podziemnej, przekazywały informacje, walczyły też z bronią w ręku. Jak wspominała ich kuzynka Sławomira Klimko, czasami odwiedzały rodzinę w Filipowie i trochę opowiadały o swoich działaniach w konspiracji. Współpracowały z oddziałem partyzanckim AK, dowodzonym przez ppor. Juliana Wierzbickiego ps. Roman. Celina była narzeczoną dowódcy. Nieraz uratowały się cudem.
* * *
Podczas II wojny światowej Filipów został zniszczony w 90 procentach. Dewastacji i mordów dokonali najpierw Niemcy, a potem Sowieci. Do dziś osada po tych tragediach podnieść się nie może. Co prawda nadal jest siedzibą gminy, jest tak samo malowniczo położona na prawym brzegu Rospudy, otoczona czterema jeziorami, ale jest szara i smutna.
Po wyzwoleniu spod okupacji niemieckiej Dzienisiewiczówny nie miały już gdzie wrócić do Filipowa. Zamieszkały w Suwałkach, w małej przybudówce w oficynie przy ulicy Kościuszki 49, w skromnym pokoiku z kuchnią. Starsza Celina, podjęła pracę w laboratorium suwalskiego szpitala, zaś Wanda zaczęła uczęszczać do gimnazjum, którego przed wojną nie mogła ukończyć. Nadal jednak kontynuowały działalność w podziemiu niepodległościowym, wtedy antysowieckim, a dokładnie w szeregach Armii Krajowej Obywatelskiej (AKO). Ich mieszkanko pełniło rolę skrzynki kontaktowej. Siostry prowadziły punkt nasłuchu radiowego, redagowały biuletyn informacyjny dla dowództwa Obwodu AKO, kolportowały ulotki, drukowały na powielaczach gazetki, brały udział w antykomunistycznych akcjach. W lipcu 1945 r. Sławomira Klimko przebywała u rodziców – trwały pierwsze po wojnie wakacje. Najprawdopodobniej 12 lipca 1945 r., jej obydwie kuzynki, Celina i Wanda, zostały zabrane przez NKWD z lokum w Suwałkach. Miały w posiadaniu broń.
Obławę nad Czarną Hańczą, w ciepły lipcowy dzień 1945 r., pamiętała dobrze „Ira”, suwalczanka, była łączniczka AK, ppor. Irena Piekarska. Sowieci i ubecy zabierali podejrzanych o działalność w podziemiu z Suwałk pod osłoną nocy. „Iry” nie aresztowano, bo po „wyzwoleniu” postanowiła kontynuować rozpoczętą przed wybuchem wojny naukę w gimnazjum i zakończyła działalność w konspiracji. Ale jej kolega z AK, Antoś Gwiazdowski, który pracował razem z Wandą Dzienisiewiczówną w tartaku w Płocicznie, działał nadal. Opowiadała: „Mało brakowało, a i Antoś podzieliłby ich los, bo akurat szedł do Wandy. Szkoda mi było Wandy i Celiny, w partyzantce znaliśmy je z zaangażowania i aktywności”.
Pod koniec lipca 1945 r. Sławomira Klimko udała się do mieszkanka zajmowanego w Suwałkach przez kuzynki Celinę i Wandę. Chciała sprawdzić czy nie zostały ich rzeczy. Sąsiedzi poradzili jej jednak, aby nie przychodziła więcej, bo „Sowieci zrobili kocioł, wszystko zrewidowali i zabrali”.
Starsze siostry, Irena i Janina Dzienisiewicz, poszukiwały Celiny i Wandy. Z Warszawy przyjeżdżała szczególnie Janina, bywała u lokalnych władz, w UB w Suwałkach, pisała listy. Słyszała jedynie, że jej młodsze siostry zabrała specjalna jednostka z ZSRS i należy szukać sióstr przez ambasadę radziecką.

* * *
Grobowiec rodziny Filipkowskich i Dzienisiewiczów do dziś wyróżnia się na miejscowym cmentarzu rzymskokatolickim w Filipowie. Umiejscowiony w najstarszej części nekropolii założonej w XIX wieku, na wzgórzu, widoczny jest już od wejściowej bramy. W mogile nie spoczęły Celina i Wanda Dzienisiewiczówny. Podobnie jak w przypadku pozostałych ofiar Obławy Augustowskiej, do dziś nie wiadomo, gdzie pozostają ich ciała. Na rodzinnym grobie, okolonym dwoma leciwymi drzewami, leży jednak pozioma tablica z granitu z wygrawerowanym napisem:
„Celina Dzienisiewicz, lat 28 i jej siostra Wanda, lat 24 z Filipowa, absolwentki Gimnazjum im. Marii Konopnickiej w Suwałkach, uczestniczki walk z okupantami w oddziale partyzanckim Armii Krajowej pod dowództwem J. Wierzbickiego „Romana”. Aresztowane przez NKWD w Obławie Augustowskiej w lipcu 1945 r. i skrytobójczo zamordowane przez oprawców sowieckich. Ku pamięci pokoleń”.
Tablicę ufundowały dwie starsze siostry dziewczyn niezłomnych – nieżyjące już Irena i Janina Dzienisiewcz. Żadna z tych czterech bojowniczek o wolną Polskę nie doczekała potomstwa, przepadły ich domostwa, rozparcelowano również majątki pozostałych członków rodzin Filipkowskich i Dzienisiewiczów. Po trudzie kilku pokoleń, znanych jeszcze tak niedawno familii, nie pozostał ślad. Oprócz grobów i pamiątkowych tablic. Cel obydwu wrogów został osiągnięty…
Teresa Kaczorowska
Teresa Kaczorowska – dr nauk humanistycznych, badaczka historii najnowszej, reporterka, poetka. Jest autorką 20 książek, w tym „Obława Augustowska” (Warszawa 2015) wydanej też w języku angielskim „The Augustów Roundup of July 1945” (USA 2023). Uhonorowana m.in. Krzyżem Kawalerskim orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta” (2010), Medalem Stulecia Odzyskania Niepodległości (2021).
[1] Wiele danych pochodzi z dwóch wcześniejszych książek autorki: T. Kaczorowska, Dziewczyny Obławy Augustowskiej, Warszawa 2027, s. 52-83; T. Kaczorowska, Było ich 27, Warszawa 2020, s. 166-197.


