Na Manhattanie niewiele budynków potrafi tak skutecznie zatrzymać wzrok. Po jednej stronie Piątej Alei szkło, stal, witryny i monumentalna zabudowa Rockefeller Center. Po drugiej – jasna, strzelista fasada, ostre łuki, rzeźby świętych i dwie neogotyckie wieże Katedry św. Patryka. Ten kontrast jest jednym z najbardziej charakterystycznych obrazów Midtown.

Katedra stoi pomiędzy 50. a 51. ulicą, dokładnie naprzeciwko Rockefeller Center, otoczona zabudową, która powstała wiele dziesięcioleci po niej. Jej wieże mają około 330 stóp, czyli ponad 100 metrów wysokości. W XIX wieku należały do najbardziej dominujących elementów panoramy miasta. Dzisiaj nikną przy niektórych manhattańskich wieżowcach, a mimo to budowla wciąż przyciąga uwagę równie mocno jak wtedy, gdy została otwarta w 1879 roku.
„Za daleko”
Historia obecnej katedry zaczęła się w połowie XIX wieku. Katolicka społeczność Nowego Jorku szybko rosła, przede wszystkim za sprawą kolejnych fal europejskiej emigracji. Ówczesny arcybiskup John Hughes uznał, że miasto potrzebuje nowej świątyni odpowiadającej znaczeniu tej społeczności.
Pomysł wydawał się śmiały. Teren przy Piątej Alei, na którym planowano budowę, znajdował się wówczas daleko od najbardziej intensywnie zabudowanych części Nowego Jorku. Projekt bywał nawet wyśmiewany jako „Hughes’ Folly” – szaleństwo Hughesa. Arcybiskup był jednak przekonany, że właśnie tam znajdzie się kiedyś serce rozwijającej się metropolii. Historia przyznała mu rację.
Do zaprojektowania katedry zatrudniono Jamesa Renwicka Jr. Kamień węgielny położono 15 sierpnia 1858 roku. Budowę przerwała wojna secesyjna i związane z nią problemy finansowe oraz brak siły roboczej. Po wojnie prace wznowiono, a 25 maja 1879 roku świątynia została oficjalnie otwarta. Charakterystyczne wieże ukończono kilka lat później, w 1888 roku.
Co ważne, świątynię wzniesiono nie tylko dzięki zamożnym fundatorom. Jej historia jest również historią tysięcy zwykłych katolickich imigrantów, którzy składali niewielkie datki na budowę. Sama katedra podkreśla dziś, że powstała dzięki zarówno dużym, jak i małym ofiarom nowojorskiej społeczności.

Gotyk pomiędzy szkłem i stalą
St. Patrick’s Cathedral powstała w stylu neogotyckim, inspirowanym wielkimi europejskimi katedrami. Renwick wykorzystał biały marmur, wysokie ostrołukowe okna, smukłe kolumny i wertykalne proporcje, które miały prowadzić wzrok ku górze.
Wnętrze jest znacznie bardziej rozbudowane, niż może się wydawać osobie mijającej katedrę w pośpiechu. Są tu boczne kaplice, witraże powstające w różnych okresach, monumentalne organy, kaplica Lady Chapel oraz główny ołtarz z wysokim baldachimem. Wśród twórców elementów wystroju byli artyści i pracownie z USA oraz Europy, a w XX wieku kolejne pokolenia nowojorczyków systematycznie odnawiały i uzupełniały świątynię.
Być może jednak największe wrażenie robi nie sama architektura, lecz jej otoczenie.
Kiedy budowano St. Patrick’s, wokół nie było Rockefeller Center, szklanych biurowców ani luksusowych sklepów współczesnej Piątej Alei. Miasto dosłownie wyrosło wokół katedry. Dziś jej biała fasada odbija się w szklanych powierzchniach sąsiednich budynków, a ostre gotyckie łuki konkurują o uwagę z ogromnymi ekranami, ruchem ulicznym i potokiem przechodniów.
St. Patrick’s wygląda przez to niemal jak fragment innej epoki pozostawiony pośrodku jednego z najbardziej intensywnych miejsc współczesnego Nowego Jorku.
Tutaj się zaczyna
Parada Pułaskiego kojarzy się przede wszystkim z biało-czerwonym tłumem na Piątej Alei, orkiestrami, marszałkami lokalnych kontyngentów i tysiącami uczestników. Ale zanim rozpocznie się przemarsz, właśnie w Katedrze św. Patryka odprawiana jest uroczysta msza św. z udziałem lokalnej Polonii i zaproszonych na Paradę gości.
Sama parada nie wyrusza spod schodów katedry, jej trasa zaczyna się kilka przecznic dalej na południu, ale w wymiarze symbolicznym – to właśnie tutaj zaczyna się całe święto. Trudno chyba znaleźć dla tej tradycji bardziej nowojorskie miejsce. Katedrę zbudowała w dużej mierze społeczność imigrantów, która chciała zaznaczyć swoją obecność w rozwijającej się Ameryce. Ponad sto lat później do tej samej świątyni przychodzą kolejne pokolenia ludzi, których rodziny przybywały do Stanów z Polski. Które kilka godzin później wychodzą na tę samą Piątą Aleję. Zmieniła się panorama, zmieniły się pokolenia mieszkańców, zmienił się Nowy Jork. Ale w pierwszą niedzielę października w ławach gotyckiej katedry znów pojawiają się biało-czerwone barwy – zanim kilka przecznic dalej cała Piąta Aleja stanie się sceną Parady Pułaskiego.
WEM


