Choć obie dotarły do tej samej fazy zawodów, Iga Świątek i Magda Linette w diametralnie różnych nastrojach pożegnały się z turniejem WTA 1000 w Miami. Zadowolona z występu mogła być tylko ta druga.

Na Florydzie doszło do historycznej chwili, bo nigdy dotąd dwie tenisistki znad Wisły nie zameldowały się w ćwierćfinale „tysięcznika”. Obie w różny sposób odebrały jednak swój występ. Narzekać nie mogła Magda Linette, bo zanotowała jeden z najlepszych występów w karierze. W przypadku 33-letniej poznanianki wyżej stoi tylko półfinał Australian Open (2023). W Miami zatrzymała ją dopiero Jasmine Paolini, Włoszka z polskimi korzeniami, która wygrała 6:3, 6:2.
Iga Świątek była po wizycie na Florydzie, delikatnie mówiąc, mocno rozczarowana, bo w ćwierćfinale sensacyjnie przegrała z Alexandrą Ealą, która podczas turniejowwgo tygodnia zajmowała 140. miejsce w rankingu WTA. Filipinka wykorzystała słabość raszynianki i wygrała 6:2, 7:5. Dla wiceliderki rankingu WTA marnym pocieszeniem było to, że 19-latka ograła wcześniej Jelenę Ostapienko i Madison Keys, tegoroczną mistrzynię Australian Open.
– Ciężko zrozumieć to, co stało się w Miami. To surrealistyczne – mówiła po meczu z Igą Eala, która została pierwszą w historii Filipinką, która awansowała do czołowej setki rankingu ATP. Tenisisty z wyspiarskiego kraju też tam nigdy dotąd nie było.
tom



