– Jeśli średnio bak to 50 litrów, kierowcy zaoszczędzą około 60 zł na jednym tankowaniu – powiedział premier Donald Tusk po wprowadzeniu w życie pakietu „Ceny Paliwa Niżej”.

Ceny paliw mogą się każdego dnia nieznacznie wahać w zależności od sytuacji na rynkach światowych. Jednak w okresie obowiązywania pakietu CPN będą utrzymywane na możliwie najniższym poziomie.
Donald Tusk skomentował pojawiające się wątpliwości, w tym zarzut, że wprowadzone działania mają charakter nierynkowy i stanowią próbę regulowania cen przez państwo. – Działamy w warunkach toczących się wojen, w tym wojny na Bliskim Wschodzie, która ma decydujący wpływ na ceny paliwa na świecie. Skoro działamy w warunkach wojennych, to musimy przyjąć pewne zasady, które są nadzwyczajne – i to jest regulacja nadzwyczajna, która ma na celu ochronę obywateli przed nieuzasadnionymi wzrostami cen – mówił prezes Rady Ministrów.
Przyjęty pakiet CPN nie ma wpływu na ceny paliw kształtujące się na światowych giełdach. Rząd ma natomiast wpływ na to, w jaki sposób ograniczać i minimalizować ryzyka wynikające z wojny oraz działań niektórych państw i polityków destabilizujących globalny rynek.
– Zbudowaliśmy mechanizm, który powoduje, że cena maksymalna, którą będziemy podawali codziennie, uwzględnia to, co dzieje się na rynkach światowych i ogranicza nieuprawnione zyski pośredników, hurtowników i spółek paliwowych – wyjaśniał szef rządu.

Szef rządu zwrócił się do ministrów, aby monitorowali tzw. turystykę paliwową, czyli wyjazdy do Polski, szczególnie zza zachodniej granicy, po tańsze paliwo.
– To w jakimś sensie najlepsza z możliwych recenzji naszego działania. U nas paliwo jest tak tanie, jak to tylko możliwe, co oznacza, że jest bardzo wyraźnie tańsze niż na przykład w Niemczech – powiedział Donald Tusk.
opr. tom



