Setki domów w środkowej części Florydy nadal pozostają zalane. Jak informuje National Weather Service, sytuacja ta może utrzymać się nawet do Święta Dziękczynienia. Powodem powodzi jest wystąpienie rzeki St. Johns w następstwie uderzenia huraganu Ian.
Mieszkańcy Florydy mierzą się z skutkami nawałnic od końca września. Jednym z nich jest rekordowy poziom St. Johns. Jest on najwyższy od prawie 60 lat. Dodatkowo na sytuację wpływa także specyficzny charakter rzeki. Ma ona swoje źródła na południowy-wschód od Orlando i płynie na północ przez dziesiątki miast po wschodniej stronie półwyspu, zanim wpadnie do Oceanu Atlantyckiego w Jacksonville. Przepływa w sumie przez 300 mil, ale równocześnie spada tylko o około 30 stóp. Czyni to z niej jedną z najwolniejszych rzek na świecie, podkreśla Scott Kelly, prognosta z National Weather Service w Melbourne.
To właśnie wolny nurt St. Johns sprawia, że spora część środkowej Florydy nadal zmaga się z powodzią. Prognozy nie są pozytywne także dla północnych rejonów stanu. Jak twierdzą specjaliści, w następnych tygodniach woda popłynie z Genewy do Astor.
WEM