Strona głównaDziałyZwyczajeOazy polskości w Ameryce

Oazy polskości w Ameryce

Kościół św. Wojciecha w Elizabeth w stanie New Jersey. Fot. Facebook

Piszę te słowa w okresie przedświątecznym. Zbliża się Wielkanoc, dla Polonii ważne święta, bardzo uroczyście obchodzone w domach i kościołach polskich w USA. Wiosna w tym roku spóźniona nieco, zima była długa i śnieżna. Zwykle o tej porze było już zielono, a dziś, 16 kwietnia 2003 roku dopiero zaczyna pojawiać się delikatna, zielona poświata na drzewach, zaczynają zielenić się żywopłoty i trawa wieczna, niezniszczalna garnie się do życia z pełną nadzieją. Na tle zieleni w parkach i ogródkach przydomowych kwitną, najpiękniej jak potrafią, wysokie, rozłożyste magnolie. Zatrzęsienie dużych, dorodnych, bladoróżowych kwiatów na magnoliowych drzewach powoduje, że nie można oderwać od nich oczu szczęśliwych ich pięknem i obfitością. Kiedy nagły, silny wiatr nie wiadomo skąd powieje, płatki kwiatów opadają i wirują tańcem jedynym, ostatnim, spadają na ziemię bogatą różowością. Pogoda tu zmienna i nieobliczalna. Po gorącym i słonecznym dniu nagły, silny i gorący wiatr miota wszystkim, co napotka, strąca płatki magnolii i bawi się doskonale stertą śmieci, których i tu jest „pod dostatkiem”.

Surowe pnie drzew w parkach i ogrodach przydomowych misternie przewiązane szerokimi, błyszczącymi wstążkami. Symbolizują poparcie dla wojny w Iraku bądź wskazują, że ktoś z domu jest na tej wojnie. Osobiście nie sądziłam, że do wojny dojdzie, powodów było zbyt mało i sprzeciw świata ogromny. Wojna stała się faktem. Tutaj, pod New Yorkiem przerażały alarmy przeciwterrorystyczne, zalecenia, aby zaopatrywać się w maski przeciwgazowe, zaklejać okna taśmą i folią na wypadek chemicznego ataku, etc. Nie kupiłam ani maski, ani folii do okien. Wszystko to wydało mi się żadną ochroną, a poza tym nie wierzyłam, że do jakiegoś zagrożenia dojdzie. W przygnębieniu oglądaliśmy relacje z wojny transmitowane w telewizji. Wojna, jak wojna, sieje śmierć i zniszczenia bez względu na to, czy jest to wojna o demokrację czy o ropę. Odetchnęłam z ulgą, kiedy wojna się skończyła, zapanował względny spokój, można było myśleć o zbliżających się Świętach Wielkanocnych.

W USA Wielkanoc obchodzi się jedynie w kościołach katolickich i protestanckich. W kraju, w którym mieszkają obok siebie przybysze z całego świata, różnych kultur i wyznań, trudno o jednoznaczne obchodzenie świąt katolickich. Przykro jest w Wielką Niedzielę, kiedy my, katolicy idziemy do kościołów, a inni myją samochody, naprawiają dachy, strzygą trawniki. Zachowania takie są wynikiem wielokulturowości społeczeństwa amerykańskiego – wyznawcy islamu świętują w piątki, Żydzi w soboty, dla katolików są to dni pracy.

W ulubionym przeze mnie kościele św. Adalberta w Elizabeth, N.J. atmosfera wielkopostna pięknie zaznaczona. Podobnie jak w Polsce odbywają się liczne uroczystości Drogi Krzyżowej i Gorzkich Żalów. Nastrój powagi i zamyślenia. W Wielki Czwartek msza św. integracyjna, prowadzona równolegle przez dwóch kapłanów – w języku polskim i angielskim. Podniosłą uroczystość dopełniają chóry – angielski i polski. Komunia św. podawana jest łącznie z winem. Symboliczne obmywanie nóg odbywa się na stopniach głównego ołtarza. Tego zaszczytu dostępują dzieci, które w tym roku przystąpią do I Komunii św. Siedzą skupione na stopniu ołtarza. Podchodzą diakoni i ksiądz proboszcz Ronald J. Marczewski, który klęcząc obmywa małe nóżki, wyciera je i całuje. Wrażenie bezgranicznej posługi i pokory wyniosą dzieci z tej uroczystości kościelnej i myślę, że na całe życie zapamiętają klęczącego przed nimi kapłana i nigdy nic złego nie uczynią. Podczas tej ceremonii wielu wiernych ma łzy w oczach. W wolnym kraju uczymy się wielkiej pokory.

Uroczystość Wielkiego Piątku jest nieco skromniejsza. Procesja z krzyżem osłoniętym purpurowym suknem wchodzi do kościoła, niosący krzyż z Panem Jezusem trzy razy przyklękają. Prowadzący procesję ksiądz Krzysztof Szczotka salwatorianin, kładzie się krzyżem u stóp ołtarza. Wierni klęczą w ciszy przypominającej to, co wydarzyło się dwa tysiące lat temu – mękę i śmierć Pana Jezusa na krzyżu. Całość nabożeństwa podobna jak w polskich kościołach, ale jakaś bardziej wymowna.

Wielka Sobota już bardziej radosna, wszyscy z kolorowymi koszykami spieszą do tradycyjnego święcenia pokarmów. Wybieramy się kilkuosobową grupą z moim ukochanym wnuczkiem Marcinkiem, który ma dopiero trzy lata i ma prawo nie pamiętać poprzedniego święcenia. Niesie swój koszyk dzielnie i radośnie. Święcenie pokarmów odbywa się indywidualnie. Kapłan przy grobie Pana Jezusa najpierw głośno się modli, później wierni pojedynczo podchodzą do przystrojonego stolika, stawiają koszyk, kapłan święci przyniesione pokarmy. Z każdym zamienia parę miłych słów, życząc Wesołych Świąt. Ze szczególną miłością zwraca się do dzieci, traktując je jako szczególnie oczekiwane w kościele. Po święceniu robimy pamiątkowe zdjęcia.

Wieczorem, o ósmej zaczyna się nabożeństwo Wielkiej Soboty, też dwujęzyczne, polsko-angielskie. Już z chórem, dzwonkami obwieszczającymi jutrzejsze Zmartwychwstanie. Święcenie wody i ognia przebiega nieco inaczej niż w Polsce. W kościele są przygotowane nieduże świece, które zapala się od pastorału i te palące się świece poświęca kapłan. W dużym koszu ułożone są śliczne niebieskie buteleczki z wodą (Holy Water), które kapłan poświęca. /W roku 2024 w Polsce też jest podobnie/. Po zakończeniu nabożeństwa wierni zabierają buteleczki z sobą. Wychodzimy obdarowani wodą święconą i świecą. Wszystko to dla porządku i wygody wiernych, którzy tu, w pędzącej przedziwną szybkością Ameryce, nie zawsze mają czas na przygotowanie się.

Dzień Zmartwychwstania rozpoczyna się Rezurekcją, podobnie jak w Polsce, ale procesja odbywa się wewnątrz kościoła. Jeden szczegół bardzo istotny. Otóż przed Rezurekcją figura Pana Jezusa jest usunięta z grobu. W niszy grobu zostaje tylko białe płótno. Bliżej ołtarza stoi figura Chrystusa Zmartwychwstałego. To bardzo obrazowe ukazanie pustego grobu, działa to szczególnie na wyobraźnię dzieci. Innym szczegółem, może mniej istotnym, ale nowym jest to, że do mszy św. służą i uczestniczą w procesjach młode dziewczyny, podobnie jak chłopcy, ubrane w białe, długie alby, przepasane sznurem. Wszystkie teksty przed Ewangelią czytają parafianie – według ustalonego grafiku. Specjalnie wybrani – mężczyźni i kobiety – rozdają komunię św. W czasie mszy angielskojęzycznych większość osób przyjmuje komunię św. do rąk. Obserwuję ten sposób przyjmowania komunii św. już od roku 1966, kiedy byłam tu po raz pierwszy! Do dziś jednak nie zdecydowałam się przyjąć komunikantu do rąk. / W Polsce od dawna jest do wyboru/. W czasie angielskojęzycznej mszy św. stanowię jednak wyjątek. Podczas przekazywania sobie znaku pokoju wszyscy podają sobie ręce i przekazują z uśmiechem błogosławieństwo. Ręce wyciągają się daleko, do innych ławek, aby przekazać znak pokoju. / Ten zwyczaj w Polsce zniweczyła pandemia covid/. W kościele św. Adalberta w specjalnych przegródkach na ławkach są mszaliki jako pomoc do czytań i Ewangelii. Aktualne na każdy dzień i święta. Śpiewniki zawierają pieśni w języku polskim i angielskim. Mimo, że numery pieśni podane są na widocznych tablicach, to organista zapowiada numer pieśni i strony. Udogodnienie to wynika zapewne z różnojęzyczności wiernych. Obserwuję często osoby o innym kolorze skóry na polskiej mszy św. To budująca różnorodność – są katolikami.

Miłym zwyczajem jest witanie wiernych przed mszą w przedsionku świątyni przez księży ubranych w szaty liturgiczne. Bardziej bliskie są pożegnania po mszach św. Księża podają każdemu wychodzącemu dłoń na pożegnanie, obdarowują uśmiechem i dobrym, serdecznym słowem. Zdarzyły mi się dłuższe dyskusje na temat wygłoszonej homilii, czy innych aktualnych spraw. Bardzo sobie cenię ten piękny zwyczaj, pozwalający na bliższe poznanie się parafian i kapłanów.

Kościoły w Ameryce spełniają również rolę ośrodków polskości. Skupiają rozproszoną Polonię, są swoistymi oazami dla Polaków. W salach domów parafialnych często odbywają się spotkania rodaków. To kościoły są inicjatorami pomocy dla kościołów w Polsce, dla misji, czy dla ludzi znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Duża jest też ofiarność i dbałość parafian o utrzymanie obejścia kościoła, świąteczne dekoracje. Przepięknie utrzymane trawniki i mnóstwo kwitnących kwiatów czynią świątynię piękną i przyjazną.

Jeszcze kilka informacji o kościele św. Adalberta w Elizabeth N.J. Zbudowany na początku XX w. ze składek Polonii i emigrantów, tzw. „emigracji za chlebem”. Jakże ogromna była potrzeba ludzi, aby mieć swoje miejsce na ziemi przypominające daleki kraj, może na zawsze zostawiony za Oceanem. Wtedy z potrzeby polskich serc powstało wiele pięknych kościołów. Są ostoją polskości, języka, zwyczajów. Umożliwiają coniedzielne spotkania, serdeczne rozmowy i co najważniejsze – zachowanie naszej wiary w wielu pokoleniach niezmiennie. Bardzo lubię łagodne w tonacji wnętrze kościoła, atmosferę nabożeństw, przepiękną muzykę organową.

Nie tylko mury czynią kościół. Tworzą go wierni, kapłani tak bardzo oddani swojej misji duchowej. Zawsze pogodni, uśmiechnięci, rozmowni, na czele z proboszczem Ronaldem J. Marczewskim (pochodzenia polsko-irlandzkiego), ks. Johnem Gordonem, diakonem Josephem Lubasem (pochodzi z Żyznowa, blisko moich stron) i pracującym tu od roku ks. Krzysztofem Szczotką – salwatorianinem, który prowadził misje w Tanzanii i Indiach. Posiada rozległą wiedzę, głosi piękne, głębokie homilie, w które zasłuchany jest cały kościół. Jest kapłanem niezwykle pogodnym, o wielkiej skromności i w ten sposób chcę mu podziękować za refleksyjne homilie zapadające głęboko w pamięć, dotykające głębi duszy ludzkiej, przeżyć osobistych. Dziękuję również za krótkie, ale jakże pełne treści rozmowy „w biegu”, po zakończeniu mszy św. Wspomnienia z tego kościoła będą mi towarzyszyć w dalszej drodze. W roku 2009 ksiądz Szczotka był proboszczem parafii Św. Adalberta (Wojciecha).

Krótko o obchodzonym w USA Dniu Matki. Uroczystość ta świętowana jest w trzecią niedzielę maja, w moim ulubionym kościele. Po mszy św. kapłan zaprasza Matki przed duży ołtarz, każda otrzymuje osobiste błogosławieństwo i drobny upominek w postaci pięknie wydanej modlitwy, obrazka, krzyżyka. Podobna uroczystość odbywa się w Dniu Ojca. Wymownymi, symbolicznymi gestami podkreśla się ważną i odpowiedzialną rolę rodziców. Tymi wspomnieniami chcę podkreślić jak ogromną rolę – nie tylko duchową, ale także kulturową i społeczną, pełnią wszystkie kościoły skupiające na obczyźnie Polonię i Polaków na pobycie czasowym.

Zdzisława Górska
czerwiec – lipiec 2003

P.S.

Są to odległe wspomnienia z kolejnych pobytów w USA, pisane raczej dla polskiego czytelnika, ale przypominające wydarzenia z roku 2003, o których dzisiaj wielu nie pamięta. Nawet jaka była pogoda i kokardki na wszystkich drzewach! Dziś na pewno zmieniło się wiele po obu stronach oceanu. Ja jeszcze żyję i wspominam.

Ważnym bardzo wspomnieniem jest to, że moja babcia Katarzyna z zaboru austriackiego wyemigrowała do USA mając może lat 17. Płynęła statkiem z Hamburga akurat do Bostonu. Była z obecnego powiatu strzyżowskiego, gdzie urodził się Julian Przyboś. Babcia w Lovell, Massachusetts, poznała dziadka Józefa, który pochodził z jej stron i w USA się pobrali w 1906 roku /jest pamiątkowe zdjęcie z datą/. Do Polski wrócili jeszcze w 1914 roku z jedyną córką Stanisławą, akurat przed I wojną światową, nie wiadomo dlaczego. Dzięki cioci Stanisławie wiele osób poznało USA, choćby z przysyłanych paczek już po II wojnie światowej – w tym ja, jako dziecko. Dalsza historia to emigracja moich rodziców, moja i całej dalszej rodziny w ilości kilkudziesięciu osób. Ich dzieci i wnuki żyją w New Jersey do dziś!.

Dla informacji podaję /mam sentyment do Bostonu dzięki babci kochanej/.

Zdzisława Górska
5.02.2025


Zdzisława Górska – Strzyżów, Polska. Przez wiele lat mieszkała w USA. Autorka 13 tomików poezji i wspomnieniowo-emigracyjnej prozy „Przylądki mojej nadziei”. Wydała m.in. zbiory wierszy „Atlantycka huśtawka” (2006), „Pęknięcia” (2016), „Ulotność” (2019), „Zawirowania” (2020). Laureatka I i II nagrody w konkursie Polonii Amerykańskiej Grupa Nord pt. „Najważniejsze polskie uczucie”, Passaic N.J. 2003. Członek ZLP, odział Rzeszów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane