1 sierpnia 1944 roku w Warszawie rozpoczęło się powstanie przeciwko niemieckiemu okupantowi. Planowane na kilka dni, trwało 63 dni. Zakończyło się militarną klęską, śmiercią tysięcy żołnierzy i dziesiątek tysięcy cywilów, wypędzeniem mieszkańców oraz niemal całkowitym zniszczeniem miasta. Do dziś pozostaje jednym z najważniejszych, ale również najtrudniejszych tematów w polskiej historii.

Lata okupacji
Latem 1944 roku mieszkańcy Warszawy mieli za sobą niemal pięć lat niemieckiej okupacji. Był to czas ulicznych egzekucji, łapanek, deportacji, głodu i ciągłego strachu. Niemcy zlikwidowali warszawskie getto po powstaniu żydowskich bojowników w 1943 roku, a Polacy działający w konspiracji byli aresztowani, torturowani i zabijani.
Jednocześnie w mieście funkcjonowały struktury Polskiego Państwa Podziemnego. Działały tajne szkoły, sądy, administracja i podziemna prasa. Największą organizacją wojskową była Armia Krajowa, podporządkowana polskiemu rządowi na uchodźstwie w Londynie. Jej żołnierze prowadzili wywiad, sabotaż, akcje zbrojne i przygotowywali się do otwartej walki z Niemcami.
Sytuacja na froncie zmieniała się szybko. Armia Czerwona przesuwała się ze wschodu i latem 1944 roku zbliżała się do Warszawy. Niemcy cofali się po kolejnych porażkach. Dla dowództwa Armii Krajowej było jednak jasne, że wejście wojsk sowieckich nie musi oznaczać odzyskania przez Polskę rzeczywistej niepodległości.
Dlatego dowództwo AK chciało wyzwolić Warszawę przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Zakładano, że w opanowanej przez Polaków stolicy ujawnią się legalne władze Polskiego Państwa Podziemnego i wystąpią wobec Sowietów jako gospodarze miasta. Był to więc plan nie tylko wojskowy, ale przede wszystkim polityczny. Chodziło o pokazanie, że Polska ma własny rząd, własną armię i własną administrację, a powojennego ustroju nie można jej po prostu narzucić z Moskwy.
Rozkaz rozpoczęcia powstania wydał dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Komorowski „Bór”. Bezpośrednim dowódcą sił powstańczych w Warszawie został płk Antoni Chruściel „Monter”. Termin wyznaczono na 1 sierpnia, na godz. 17.00. Do historii przeszła ona jako godzina „W”.
Godzina „W”
Rozkaz musiał w krótkim czasie dotrzeć do dziesiątek tysięcy konspiratorów rozproszonych po całym mieście. Nie wszystkim udało się dostać do wyznaczonych punktów koncentracji. Niemcy zauważyli ruch na ulicach, a w niektórych miejscach pierwsze strzały padły jeszcze przed godz. 17.00.
Do walki przystąpiło około 30 tys. żołnierzy warszawskiego okręgu Armii Krajowej. Problem był podstawowy: tylko mniej więcej co dziesiąty miał broń palną. Pozostali czekali, aż zdobędą ją na Niemcach, otrzymają od poległego kolegi albo zostaną wykorzystani do innych zadań. Po drugiej stronie znajdował się dobrze uzbrojony niemiecki garnizon, wspierany przez artylerię, broń pancerną i lotnictwo.
Powstańcami nie byli wyłącznie młodzi mężczyźni z karabinami. W walkach uczestniczyły tysiące kobiet – sanitariuszek, łączniczek, kucharek, telefonistek i żołnierzy walczących z bronią w ręku. Muzeum Powstania Warszawskiego podaje, że znanych z imienia i nazwiska kobiet uczestniczących w powstaniu było blisko 12 tys., czyli około 20 proc. wszystkich uczestników.
Ogromną rolę odgrywali harcerze, lekarze, pielęgniarki, kapłani, kolejarze, strażacy i zwykli mieszkańcy. Cywile budowali barykady, gasili pożary, odkopywali zasypanych, organizowali kuchnie i przenosili rannych. Bez ich pracy oddziały powstańcze nie byłyby w stanie funkcjonować nawet przez kilka dni.
Radość i gorycz pierwszych dni
W pierwszych dniach powstańcy opanowali znaczną część Śródmieścia, Starego Miasta, Woli i Powiśla oraz fragmenty Mokotowa, Ochoty i Żoliborza. Na Powiślu zdobyli elektrownię, dzięki czemu część miasta przez pewien czas miała prąd. Na wielu budynkach pojawiły się biało-czerwone flagi, a mieszkańcy po latach okupacji po raz pierwszy mogli zobaczyć na ulicach polskich żołnierzy.
Nie udało się jednak opanować wielu kluczowych obiektów. W rękach niemieckich pozostały m.in. mosty, dworce, lotniska, silnie bronione koszary i główne arterie komunikacyjne. Powstańcze dzielnice nie tworzyły jednego zwartego obszaru. Były rozdzielone niemieckimi pozycjami, a komunikacja między nimi stawała się coraz trudniejsza.
Niemiecka reakcja była bezwzględna. Adolf Hitler i Heinrich Himmler zdecydowali, że Warszawa ma zostać zniszczona, a jej mieszkańcy zabici lub wypędzeni. Największa fala zbrodni rozpoczęła się 5 sierpnia na Woli. Niemieckie oddziały i współpracujące z nimi formacje wyciągały ludzi z domów, szpitali i zakładów pracy, a następnie rozstrzeliwały całe grupy – mężczyzn, kobiety, dzieci, osoby starsze i rannych. Ofiarami byli przypadkowi mieszkańcy, którzy nie brali udziału w walce.
Dokładna liczba zamordowanych na Woli nie jest znana. IPN szacuje, że w dniach 5-7 sierpnia zginęło tam od 30 do 50 tys. osób. Zwłoki były palone, dlatego pełne ustalenie liczby ofiar prawdopodobnie nigdy nie będzie możliwe. Zbrodnie przeciwko cywilom popełniano również na Ochocie i w innych częściach miasta.
Terror miał złamać opór powstańców i zmusić mieszkańców do ucieczki. Przyniósł jednak również odwrotny skutek: wiadomości o masowych egzekucjach przekonywały wielu ludzi, że poddanie się nie musi oznaczać ocalenia.
Walka o Stare Miasto
Po opanowaniu Woli i Ochoty główne niemieckie natarcie skierowało się na Stare Miasto. Dzielnica była atakowana z ziemi i powietrza. Niemcy używali ciężkiej artylerii, bombowców, moździerzy oraz wyrzutni rakietowych nazywanych przez mieszkańców „krowami” lub „szafami”.
Każdego dnia kolejne kamienice zamieniały się w ruiny. Szpitale były przepełnione, brakowało lekarstw, żywności i wody. Piwnice wypełniały się mieszkańcami chroniącymi się przed ostrzałem. Powstańcy walczyli o pojedyncze budynki, bramy, podwórza i klatki schodowe.
Próby połączenia Starówki z Żoliborzem przez Dworzec Gdański zakończyły się niepowodzeniem. Pod koniec sierpnia sytuacja obrońców była już beznadziejna. Po nieudanej próbie przebicia się górą rozpoczęto ewakuację kanałami.
W nocy z 1 na 2 września tysiące żołnierzy przeszło pod ziemią do Śródmieścia i na Żoliborz. W kanałach panowała ciemność, tłok i odór. Nie wolno było głośno rozmawiać, ponieważ Niemcy nasłuchiwali przy włazach. Część ludzi błądziła lub traciła przytomność. Po opuszczeniu Starówki przez oddziały powstańcze Niemcy wkroczyli do dzielnicy i mordowali rannych oraz pozostających tam mieszkańców.
Mimo coraz trudniejszej sytuacji powstańcy odnosili lokalne sukcesy. Jednym z najważniejszych było zdobycie 20 sierpnia gmachu PAST-y przy ul. Zielnej, co poprawiło sytuację w tej części miasta i miało ogromne znaczenie dla morale. Było dowodem, że słabiej uzbrojone oddziały potrafią pokonać przeciwnika broniącego dużego, przygotowanego do walki budynku.
Takie sukcesy nie mogły jednak zmienić ogólnej sytuacji. Powstańcom brakowało amunicji, broni przeciwpancernej, żywności i środków opatrunkowych. Niemcy mogli uzupełniać oddziały i używać ciężkiej broni. Każda utracona przez powstańców ulica oznaczała dalsze zmniejszenie bronionego terenu.
Warszawa walcząca o życie
Powstańcza Warszawa nie była wyłącznie polem walki. W kontrolowanych przez Polaków dzielnicach działały szpitale, punkty opatrunkowe, kuchnie polowe, poczta i prasa. W sierpniu i wrześniu ukazywało się około 150 tytułów gazet i ulotek. Najbardziej znany był „Biuletyn Informacyjny”. Nadawała także radiostacja „Błyskawica”.
Harcerska Poczta Polowa pozwalała mieszkańcom przesyłać krótkie wiadomości między dzielnicami. Dla rodzin rozdzielonych walkami kilka słów zapisanych na małej kartce mogło być jedyną informacją, że bliska osoba jeszcze żyje.
Odbywały się msze, pogrzeby, a nawet śluby. Ludzie próbowali zachować resztki normalnego życia, chociaż często mieszkali już nie w mieszkaniach, ale w piwnicach. W połowie sierpnia coraz większym problemem stawał się brak wody. Uszkodzone wodociągi nie działały, a przy czynnych studniach ustawiały się długie kolejki. Wyjście po wodę mogło skończyć się śmiercią od pocisku lub bomby.
Pomoc z Zachodu
Brytyjskie i polskie załogi lotnicze podejmowały próby dostarczania Warszawie broni, amunicji, lekarstw i żywności. Samoloty startowały głównie z baz we Włoszech, pokonując bardzo długą trasę nad terenami kontrolowanymi przez Niemców.
Były to wyjątkowo niebezpieczne misje. Zrzuty wykonywano nocą, często z małej wysokości i pod ostrzałem. Część zasobników wpadała na obszary zajmowane przez Niemców, a część sprzętu ulegała zniszczeniu przy uderzeniu o ziemię. Według danych Muzeum Powstania Warszawskiego samoloty lecące z baz włoskich i brytyjskich zrzuciły około 200 ton zaopatrzenia, z czego w ręce powstańców trafiło prawdopodobnie od 60 do 90 ton. W operacjach zginęło 147 alianckich lotników.
18 września nad Warszawą pojawiła się duża formacja amerykańskich bombowców B-17. Była to jedyna tak duża amerykańska operacja zaopatrzeniowa dla powstania. Ze względu na rozproszenie zasobników tylko część pomocy trafiła do polskich oddziałów.
Pomoc była ważna dla morale, ale zbyt mała, aby odwrócić losy walk.
Po drugiej stronie Wisły
Jednym z najważniejszych pytań dotyczących Powstania Warszawskiego pozostaje postawa Związku Sowieckiego. Kiedy rozpoczynały się walki, Armia Czerwona znajdowała się już w pobliżu Warszawy. Jej ofensywa jednak wyhamowała, a powstańcy nie otrzymali wsparcia, na które liczyli.
14 września oddziały 1. Armii Wojska Polskiego, walczącej u boku Armii Czerwonej, zajęły Pragę. W kolejnych dniach część polskich żołnierzy przeprawiła się przez Wisłę na Czerniaków i Żoliborz. W ciągu dwóch dni na Czerniaków dotarło około 1,200 żołnierzy. Walczyli wspólnie z powstańcami, ale bez odpowiedniego wsparcia artyleryjskiego, lotniczego i inżynieryjnego nie byli w stanie utrzymać przyczółków.
Dla Stalina Armia Krajowa była politycznym przeciwnikiem, ponieważ pozostawała wierna rządowi w Londynie i sprzeciwiała się narzuceniu Polsce systemu komunistycznego. Klęska powstania usuwała siłę, która mogła utrudniać podporządkowanie kraju Moskwie.
Kapitulacja
Teren kontrolowany przez powstańców systematycznie się kurczył. 27 września skapitulował Mokotów, a 30 września Żoliborz. W rękach powstańców pozostawało już tylko Śródmieście. Ludność była skrajnie wyczerpana. Brakowało wody, jedzenia i lekarstw. Szpitale znajdowały się pod ostrzałem, a kolejne budynki płonęły. Dalsza walka nie dawała już realnej szansy na zmianę sytuacji.
Rozmowy z Niemcami zakończyły się podpisaniem 2 października 1944 roku w Ożarowie układu o zaprzestaniu działań wojennych. Jednym z najważniejszych warunków było uznanie powstańców za żołnierzy i jeńców wojennych. Miało ich to chronić przed rozstrzelaniem jako „bandytów”. Oddziały Armii Krajowej zaczęły wychodzić z miasta do niewoli. Ostatnie pułki opuściły Warszawę 5 października.
Mieszkańcy również musieli wyjść. Niemcy wypędzili z Warszawy około 550 tys. osób. Większość przeszła przez obóz przejściowy Dulag 121 w Pruszkowie. Rodziny były rozdzielane, część ludzi wywożono na roboty przymusowe lub do obozów koncentracyjnych.
Po zakończeniu walk Niemcy nie pozostawili Warszawy własnemu losowi. Specjalne oddziały systematycznie paliły i wysadzały budynki. Niszczyły domy, kościoły, pałace, biblioteki, archiwa i zabytki. Wysadzono m.in. Zamek Królewski, Pałac Saski i część zabudowań Łazienek. Palono biblioteki i archiwa, usuwając nie tylko budynki, ale także dokumenty polskiej historii i kultury. Było to zaplanowane niszczenie miasta, prowadzone już po ustaniu regularnych walk i po wypędzeniu mieszkańców.
Kiedy w styczniu 1945 roku do lewobrzeżnej Warszawy wkroczyły oddziały sowieckie i polskie, zastały morze ruin i niemal puste miasto.
Bilans 63 dni
Dokładne liczby ofiar różnią się w zależności od źródeł i przyjętych metod obliczeń. IPN podaje, że w czasie powstania zginęło od 16 do 18 tys. żołnierzy Armii Krajowej oraz od 150 do 180 tys. cywilów. Tysiące osób zostały ranne, straciły rodziny i cały dobytek.
Po wojnie wielu żołnierzy Armii Krajowej nie mogło bezpiecznie wrócić do normalnego życia. W komunistycznej Polsce byli obserwowani, przesłuchiwani, aresztowani i skazywani w procesach politycznych. Część pozostała na emigracji. Władze przez wiele lat ograniczały możliwość swobodnego opowiadania o politycznych celach powstania i roli rządu polskiego na uchodźstwie.
Powstanie Warszawskie do dziś wywołuje spory. Jedni podkreślają, że decyzja o rozpoczęciu walki była konieczna, ponieważ mieszkańcy Warszawy po pięciu latach terroru byli gotowi wystąpić przeciwko Niemcom, a Polska musiała pokazać wolę zachowania niepodległości.
Inni wskazują, że powstanie rozpoczęto bez wystarczającej ilości broni, bez pewności pomocy z zewnątrz i przeciwko znacznie silniejszemu przeciwnikowi. Pytają, czy jego ogromnych kosztów nie można było uniknąć.
Tego sporu prawdopodobnie nigdy nie uda się ostatecznie rozstrzygnąć. Trzeba jednak oddzielać ocenę decyzji dowódców od oceny ludzi, którzy później znaleźli się na ulicach, barykadach i w piwnicach. Żołnierze, sanitariuszki, łącznicy, lekarze i cywile działali w rzeczywistości, której dzisiaj nie jesteśmy w stanie w pełni sobie wyobrazić.
Nie znali zakończenia tej historii. Nie wiedzieli, że pomoc nie nadejdzie na czas, walki potrwają 63 dni, a Warszawa zostanie zniszczona. Podejmowali decyzje z godziny na godzinę: zostać czy uciekać, wyjść po wodę czy czekać, przenieść rannego czy ratować własną rodzinę.
Powstanie było militarną klęską. Nie udało się wyzwolić Warszawy ani zatrzymać podporządkowania Polski Związkowi Sowieckiemu. Jednocześnie pozostało świadectwem niezłomności i tego, że Polacy nadal chcieli sami decydować o swoim państwie.
Najuczciwiej jest pamiętać o obu tych prawdach: o odwadze ludzi i o straszliwej cenie, jaką zapłacili.
WEM




