niedziela, 3 lipca, 2022
Strona głównaPoloniaMassachusettsNiosąc kaganek oświaty

Niosąc kaganek oświaty

21 maja Szkoła Języka Polskiego im. św. Jana Pawła II w Bostonie będzie obchodzić jubileusz 55-lecia istnienia. Co udało się w ciągu tych lat osiągnąć i z jakimi wyzwaniami we współczesnych czasach mierzy się szkolnictwo polonijne? O to postanowiliśmy zapytać Jana Kozaka, który jako dyrektor od ponad 20 lat kieruje działalnością polskiej szkoły w Bostonie.

Jan Kozak jest od 22 lat dyrektorem Szkoły Języka Polskiego im. św. Jana Pawła II w Bostonie, obchodzącej w tym roku jubileusz 55-lecia. Fot. Barbara Bilińska Bolec

„Biały Orzeł”: Od kiedy jest Pan dyrektorem Szkoły Języka Polskiego w Bostonie i jak długo jest Pan związany z ta placówką?

Jan Kozak: Ze szkołą jestem związany nieco dłużej niż jestem dyrektorem. Funkcję tę objąłem w 2000 r., natomiast moja żona rozpoczęła pracę w szkole w 1996 r. i od tego czasu byłem związany z tą społecznością.

Jak na przestrzeni tych lat zmieniły się realia funkcjonowania szkoły?

Przez ostatnie 20 lat oświata polonijna w Ameryce bardzo wzmocniła się pod względem organizacyjnym, w tej chwili te struktury są dość solidnie osadzone w polskich środowiskach, z których rekrutuje się młodzież chętną do nauki języka polskiego. Z roku na rok zachodzą zmiany na lepsze, jeśli chodzi o organizację, programy, dostęp do podręczników. Infrastruktura szkół również się rozwija. W tym miejscu należy podkreślić, że kościoły katolickie i ich gospodarze bardzo wspierają szkolnictwo polonijne i my tutaj, w Bostonie, również tego doświadczamy. Bez bliskiej współpracy z parafią szkoła nie byłaby taka, jaka jest obecnie, a dzięki życzliwości kolejnych proboszczów i wikarych mogliśmy szkołę stopniowo rozwijać. Mam nadzieję, że nadal tak będzie, bo włożyliśmy w budynek, który służy nie tylko szkole, ale też parafii i innym organizacjom, wiele pracy i nakładów finansowych. Jestem bardzo wdzięczny ojcom franciszkanom w osobach proboszcza o. Jerzego Żebrowskiego i gwardiana o. Michała Sochy, że ta współpraca odbywa się w duchu wzajemnej życzliwości i oparta jest na wsparciu i pomocy.

A czy dostrzega Pan jakieś zmiany zachodzące w młodzieży?

Coraz więcej uczniów pochodzi z rodzin mieszanych i poziom znajomości języka, który wynoszą z domu rodzinnego, jest często niższy niż to było kiedyś w przypadku dzieci urodzonych w Polsce czy z rodzin całkowicie polskich. W ostatnich latach dzieci spędzały też bardzo dużo czasu przed ekranem komputerów, co odbija się na ich zachowaniu, na relacjach z rówieśnikami.

Czy trudniej niż kiedyś przekazać im to polskie dziedzictwo, sprawić, by Polska naprawdę stała się im bliska?

Na szczęście rodzice dzieci urodzonych już tutaj, w USA, są świadomi wagi wykształcenia i podtrzymania więzi z krajem przodków i bardzo chętnie przyprowadzają je do naszej szkoły. Dalsze kształcenie zależy od poziomu szkoły, tego, co może zaoferować uczniom, jakie programy realizuje. Staramy się przyciągnąć i zainteresować młodzież przez zajęcia takie jak informatyka w języku polskim czy różne konkursy oraz zajęcia pozalekcyjne, np. chór dziecięcy „Promyki Jana Pawła II” i grupa taneczna „Krakowiaczek” – chwilowo zawieszona, ale mamy nadzieję, że wznowi działalność. Mamy wysoko wykwalifikowaną kadrę pedagogiczną, poważnie traktującą swoje obowiązki. Ta nasza społeczność składająca się z nauczycieli, rodziców i uczniów tworzy jedną, dużą rodzinę wspierającą się nawzajem. To tworzy przyjazną atmosferę i sprzyja zarówno rozwojowi uczniów, jak i całej placówki.

Jak na działanie szkoły wpłynęła pandemia?

Cały czas działaliśmy. Poza krótkim okresem nauki zdalnej przez trzy miesiące wiosną 2020 r. zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, by wznowić nauczanie stacjonarne. Musieliśmy się stosować do wymogów sanitarnych wprowadzonych w związku z pandemią. Sporo szkół zmagało się z problemami, niektóre zakończyły działalność. My nie, choć niestety nie wróciło do nas ok. 30 proc. uczniów, to bardzo duży ubytek. Ale przetrwaliśmy i myślę, że stopniowo liczba uczniów zacznie się zwiększać. Jednym z podstawowych wymogów rodziców było polepszenie warunków sanitarnych, więc wyremontowaliśmy wszystkie łazienki w szkole. Przygotowaliśmy również izolatkę z dostępem do bieżącej wody. W każdej klasie powstał też kącik sanitarny ze środkami odkażającymi, zamontowaliśmy automatyczne dyspensery, bardzo skrupulatnie przestrzegamy norm czystości, mamy doskonałą ekipę sprzątającą.

Stopniowo to szkolne życie wraca do normy…

Tak, niedawno odbył się u nas szkolny konkurs recytatorski, bardzo cieszymy się, że mogliśmy go przeprowadzić i że nasza młodzież mogła przy okazji lepiej poznać sylwetkę patrona szkoły – św. Jana Pawła II, bowiem to jemu poświęcony był konkurs. Konkurs był zaplanowany już dwa lata temu, miał się odbyć w 100. rocznicę urodzin papieża, ale wiadomo – na przeszkodzie stanęła pandemia. Teraz się udało. Również podczas obchodów 55-lecia szkoły w części artystycznej oddamy hołd naszemu patronowi poprzez wykonanie utworów muzyczno-lirycznych i przez prezentację stworzonego na potrzeby akademii „wywiadu” przypominającego nauczanie papieża na temat dzieci i młodzieży.

Bostońska szkoła zrzeszona jest w Centrali Polskich Szkół Dokształcających w Ameryce, a Pan jest prezesem terenowym na Massachusetts i Rhode Island. Jak zatem wygląda współpraca międzyszkolna i na jakie wsparcie szkoły mogą liczyć ze strony CPSD?

Centrala Polskich Szkół Dokształcających w Ameryce prowadzona przez dr Dorotę Andrakę jest bardzo prężnie działającą organizacją, która nadaje na wschodnim wybrzeżu USA kierunek rozwoju szkolnictwu polonijnemu. Oczywiście niewątpliwa w tym zasługa całego zarządu, który bardzo dynamicznie pracuje i mobilizuje zrzeszone szkoły, a jest ich ponad 70, do wytężonej pracy na rzecz utrzymania języka polskiego na obczyźnie. Dzięki temu to szkolnictwo polonijne się rozwija. Szkoły nie tylko realizują swoje programy, ale jest też szereg inicjatyw, różnych konkursów, festiwali, gdzie otwartą drogę do uczestnictwa ma każda szkoła i każdy uczeń, który chciałby wziąć udział. Prezesi terenowi, do których ja także należę, są koordynatorami i łącznikami pomiędzy poszczególnymi szkołami a zarządem Centrali. Dzięki temu możemy działać coraz szerzej i skuteczniej. Myślę, że możemy być spokojni, że język polski przetrwa tutaj, w Ameryce, i będzie rozbrzmiewał jeszcze przez długie lata.

Jakie jest według Pana największe wyzwanie stojące przed polonijną oświatą?

Warunki lokalowe stanowią czasem problem, co uwidoczniła pandemia, w trakcie której niektóre placówki wynajmujące pomieszczenia na soboty nie mogły z nich korzystać ze względów na procedury sanitarne. Szkoły często też borykają się z problemami finansowymi, również kadrowymi. Kolejne wyzwanie to fakt, że obecnie dla większości uczniów język polski jest drugim językiem, co sprawia, że programy nauczania muszą być unowocześniane, tworzone pod kątem potrzeb dzieci dwujęzycznych. Ale polskie ministerstwo edukacji we współpracy z naukowcami akademickimi tworzy odpowiednie podręczniki, pomoce naukowe, szkolenia, z których możemy korzystać.

Co uważa Pan za swój największy sukces jako dyrektora?

Trudno tu mówić o moich sukcesach, bo to, co udało się osiągnąć, to zasługa nas wszystkich, zwłaszcza nauczycieli, którzy potrafią przekonać rodziców do swych metod pracy, co sprawia, że do czasu pandemii szkoła z roku na rok rozwijała się liczebnie i organizacyjnie. Był taki okres, że łącznie ze szkołą filialną istniejącą na Cape Cod mieliśmy ponad 220 uczniów. Byliśmy pierwszą szkołą polonijną, która zaproponowała uczniom nauczanie informatyki w języku polskim w nowoczesnej pracowni komputerowej. Obecnie zajęcia informatyczne w języku polskim dla klas 1-8 wchodzą w skład regularnych lekcji programowych. W 2008 r. byliśmy gospodarzem Zjazdu Nauczycieli Polonijnych i Komitetów Rodzicielskich. Był to największy liczebnie zjazd ze wszystkich szesnastu dotychczasowych, gościliśmy ponad 550 delegatów ze Stanów Zjednoczonych i Europy, w tym z Polski włącznie z przedstawicielami rządu. Był to niewątpliwy sukces organizacyjny i merytoryczny, bowiem wtedy zapoczątkowano wykorzystywanie środków audiowizualnych do nauki w szkołach polonijnych. Za sukces uważam też życzliwą atmosferę współpracy i wzajemnego wsparcia, jaką udało nam się wytworzyć wśród członków komitetu rodzicielskiego i grona pedagogicznego.

Jakie ma Pan plany na dalszy rozwój szkoły?

Przede wszystkim muszę szukać następców, którzy będą ją prowadzić. Cieszę się, że szkole udało się przetrwać te 55 lat, że cieszy się dobrą opinią w naszym środowisku i że jest mocnym filarem działań polonijnych w naszej społeczności. Myślę, że nie tracąc z oczu głównego celu, jakim jest przekazanie młodemu pokoleniu tego dorobku kulturalno-historycznego naszych przodków, musimy iść jednak z duchem czasów. Duże znaczenie ma dobre zaplecze technologiczne, takie jak dostęp do internetu w każdej pracowni i wyposażenie w sprzęt audiowizualny. Chciałbym, żeby wznowione zostało wydawanie szkolnej gazetki. Planujemy nowe projekty, które mogliby realizować uczniowie biorący udział w zajęciach informatycznych. Chcemy też zacieśnić współpracę z mediami polonijnymi i budować pozytywny obraz szkoły oraz bardziej promować jej działalność.

Czego życzyć szkole na kolejne 5, 10 czy 55 lat?

Żeby trwała! Żeby się ciągle rozwijała, żeby w dalszym ciągu pracowali w niej tak odpowiedzialni i zaangażowani nauczyciele jak w tej chwili, żeby nigdy nie zabrakło nam uczniów ani życzliwości rodziców i ich wiary w to, że dzieci wyniosą z tej szkoły coś, co będzie im służyć przez całe życie.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Joanna Szybiak

spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane

- Advertisment -