1 września na Zamku Królewskim w Warszawie zaprezentowano raport o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej. Składa się on z trzech części: pierwsza to opis i oszacowanie strat demograficznych i materialnych, druga zawiera dokumentację zdjęciową wojny i okupacji niemieckiej, trzecia to rejestr miejsc zbrodni, egzekucji, masowych mordów Polaków czy pacyfikacji wsi. W raporcie podano także, że ogólna kwota strat Polski to 6 bilionów 220 miliardów 609 milionów zł, co w przeliczeniu daje 1 bilion 532 miliardy 170 milionów dolarów.

– Chodzi o to, żeby uzyskać odszkodowania za to wszystko, co Niemcy, co naród niemiecki uczynił Polsce w latach 1939-1945. Taki jest nasz cel – tłumaczył prezes PiS Jarosław Kaczyński, przemawiający na wydarzeniu. Zapowiedział też, że raport – obejmujący trzy grube tomy i sporządzony na razie w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej – zostanie przetłumaczony na język niemiecki.
Dalsze działania w tej sprawie zapowiada też premier Polski Mateusz Morawiecki. – Skierujemy notę dyplomatyczną do Niemiec, wezwiemy ich do procesu negocjacji – powiedział dzień po publikacji raportu, podkreślając, że Polska będzie dochodzić zadośćuczynienia na wszystkich forach i wszystkimi możliwymi ścieżkami.
Na polski raport zareagował już niemiecki rząd. – Stanowisko pozostaje niezmienione: sprawa reparacji jest zamknięta – przekazał rzecznik resortu spraw zagranicznych w Berlinie.
Raport wzbudził też duże zainteresowanie wśród światowych mediów. Niemiecki „Bild” twierdzi, że raport „może nadwyrężyć relacje między Niemcami a Polską oraz nadszarpnąć wzajemne zaufanie”. Z kolei największe amerykańskie media, w tym „Washington Post”, stacje CNN, Fox News, ABC i CBS, przypomniały o niemieckiej napaści na Polskę w 1939 roku. Wielu dziennikarzy i komentatorów politycznych zwraca uwagę, że raport jest kolejnym elementem zaostrzającej się retoryki polskich władz względem Niemiec. Padają też sugestie, że realne szanse na pozyskanie takiej kwoty od Niemiec są znikome, a sam raport jest częścią przedwyborczej kampanii PiS-u.
WEM



