Strona głównaDziałyPoradyJestem wdzięczna. Ale to nie znaczy, że nie chcę więcej

Jestem wdzięczna. Ale to nie znaczy, że nie chcę więcej

Listopad to ten szczególny miesiąc, kiedy z każdej strony zaczynają do nas docierać przypomnienia o wdzięczności. Zwłaszcza tutaj, w Ameryce, gdzie Święto Dziękczynienia staje się okazją do rodzinnych spotkań, wspomnień i zastanowienia się nad tym, co w życiu naprawdę ważne.

Sama uważam, że mamy za co być wdzięczne. Czasem zastanawiam się, czy nie zrobiłyśmy z wdzięczności kolejnego obowiązku.

Bo wystarczy powiedzieć przy kawie, że chciałabyś coś zmienić, a niemal natychmiast znajdzie się ktoś, kto przypomni Ci, ile już masz. „Przecież masz dobrą pracę”. „Inni mają gorzej”. „Powinnaś się cieszyć z tego, co masz”.

No i oczywiście mój ulubiony argument: „W Twoim wieku to już chyba nie warto zaczynać od nowa”. Naprawdę? A gdzie dokładnie jest napisane, że po czterdziestce czy pięćdziesiątce kończy się termin przydatności naszych marzeń? I czy ktoś mógłby mi pokazać ten regulamin, bo najwyraźniej przegapiłam jego publikację.

Wiele kobiet zna to uczucie. Z jednej strony jesteśmy dumne z tego, co zbudowałyśmy. Z drugiej gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, że chciałybyśmy jeszcze czegoś doświadczyć, nauczyć się, zobaczyć albo po prostu poczuć.

I zamiast ekscytacji pojawia się poczucie winy. Bo jak to? Masz tyle dobrego wokół siebie i nadal Ci mało? A przecież można kochać swój dom i marzyć o podróżach. Można lubić swoją pracę, a jednocześnie zastanawiać się, jak wyglądałoby życie zawodowe w zupełnie innej roli. Można być szczęśliwą w związku i nadal potrzebować czegoś, co będzie tylko nasze. Jedno nie odbiera wartości drugiemu. Zresztą spójrzmy na to z innej strony.

Kiedy dziecko mówi, że chce nauczyć się grać na pianinie, kibicujemy mu. Kiedy trzydziestolatek postanawia zmienić zawód, mówimy o odwadze. Ale kiedy kobieta po pięćdziesiątce oznajmia, że chciałaby rozpocząć coś zupełnie nowego, często słyszy: „A po co Ci to teraz?”. Jakby ciekawość świata miała określony wiek emerytalny.

A przecież nie wszystkie marzenia muszą być rozsądne, opłacalne czy prowadzić do konkretnego rezultatu. Czasem chcemy czegoś tylko dlatego, że sprawia nam to radość. I to naprawdę jest wystarczający powód.

Oczywiście z wiekiem zmieniają się nasze priorytety. Mamy więcej doświadczeń, zobowiązań, czasem również więcej obaw. Nie rzucamy się już tak bezmyślnie na każdą okazję, chociaż znam kilka kobiet, które nadal potrafią kupić bilet lotniczy szybciej niż ja wybieram pomidory w sklepie. I bardzo je za to lubię.

Ale jest też coś, czego uczymy się z czasem, choć nie zawsze potrafimy to wykorzystać. Coraz lepiej rozumiemy, czego naprawdę pragniemy, a co kiedyś wydawało nam się ważne wyłącznie dlatego, że tak wypadało.

Może więc chęć czegoś więcej nie świadczy o niewdzięczności. Może po prostu oznacza, że nadal mamy apetyt na życie. I nie mówię tutaj o nieustannym dążeniu do sukcesu, większych pieniędzy czy kolejnych osiągnięć. Czasem tym „więcej” jest nauka języka, na który nigdy nie było czasu. Czasem powrót do pasji porzuconej dwadzieścia lat temu. A czasem odwaga, żeby przyznać, że choć wszystko wygląda dobrze na papierze, czegoś nam jednak brakuje.

Nie zawsze potrafimy od razu powiedzieć czego. I chyba nie musimy.

Listopad, ze swoją atmosferą wdzięczności, jest dobrym momentem, żeby spojrzeć na to trochę inaczej. Zamiast zastanawiać się wyłącznie nad tym, za co jesteśmy wdzięczne, możemy również pomyśleć o tym, na co jeszcze mamy ochotę.

Bo wdzięczność nie powinna być hamulcem naszych marzeń. Powinna przypominać nam, jak wiele dobrego już wydarzyło się po drodze. A przy okazji Święta Dziękczynienia mam nawet pewną propozycję. Kiedy już usiądziemy przy stole, zjemy indyka, ziemniaki, obowiązkowe ciasto dyniowe i wysłuchamy rodzinnych historii, które znamy niemal na pamięć, spróbujmy zrobić coś innego.

Zamiast pytać wyłącznie, za co jesteśmy wdzięczni, zapytajmy również: „Na co jeszcze czekasz z niecierpliwością?”.

Ciekawa jestem odpowiedzi. Szczególnie tych osób, które od lat powtarzają, że niczego już nie potrzebują. Bo podejrzewam, że pod tym całym rozsądkiem, doświadczeniem i życiową organizacją nadal mieszka w nas dziewczyna, która ma kilka całkiem szalonych pomysłów. I może dobrze byłoby od czasu do czasu dać jej dojść do głosu. Ja w każdym razie nie zamierzam jej uciszać.

Jestem wdzięczna za ludzi, których spotkałam, za doświadczenia, które mnie ukształtowały, i za wszystko, co udało mi się zbudować. Również za lekcje, których wolałabym nie powtarzać, choć niektóre najwyraźniej wymagały ode mnie korepetycji.

Ale nadal mam marzenia. Są miejsca, które chciałabym zobaczyć, rzeczy, których chciałabym spróbować, i historie, których jeszcze nie przeżyłam. Nie wiem, czy wszystkie się spełnią. Wiem natomiast, że nie chcę przestać ich mieć. Bo wdzięczność nie oznacza, że nasza historia jest już skończona. A ja, przyznam szczerze, jestem bardzo ciekawa kolejnych rozdziałów.

Marta Zawadzka
Marta@succesinskirt.com
Certyfikowany life coach i mówca motywacyjny. Założycielka grupy Success  in Skirt oraz Polish American Network, a także była prezenterka audycji „Bez Limitu”

spot_img

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane