Większość 96-latków raczej nie planuje sześciodniowego rajdu przez Argentynę. Sobiesław Zasada najwyraźniej nie widzi w tym nic nadzwyczajnego. Niemal 60 lat po swoim słynnym zwycięstwie wrócił na trasę Gran Premio Argentino, wsiadł do Porsche 911 Dakar i 26 września br. dotarł do mety w Kordobie. A kiedy wysiadał z samochodu, zapewniał, że właściwie nie jest specjalnie zmęczony.

Tegoroczny Gran Premio Argentino Histórico miał dla Zasady przede wszystkim wymiar sentymentalny. Polski kierowca wystartował w Buenos Aires jako gość specjalny i nie był klasyfikowany razem z pozostałymi uczestnikami. Jechał przed stawką samochodem z numerem 405 – dokładnie takim samym, jaki widniał na jego Porsche podczas historycznego startu w 1967 roku. Po sześciu etapach i 3351 kilometrach przez Alta Gracia, Catamarcę i San Juan dotarł do mety w Kordobie.
Na miejscu czekali na niego kibice, przedstawiciele władz oraz argentyńska Polonia. Niektórzy pamiętali jeszcze poprzedni występ Polaka sprzed niemal sześciu dekad. Zasada zaś mówił po zakończeniu rajdu, że za kierownicą znów poczuł się jak dawniej – choć dzisiejszej imprezy nie sposób porównywać z tym, co wydarzyło się w 1967 roku.
„Latający Polak” wrócił
Tamten rajd był zupełnie inną historią. Gran Premio Internacional de Turismo należało wówczas do najbardziej wymagających imprez samochodowych w Ameryce Południowej. Ponad 3 tys. kilometrów przez góry, pustynne tereny i równiny, a do tego miejscowi zawodnicy znający drogi niemal na pamięć. Zasada wystartował Porsche 911 z pilotem Jerzym Dobrzańskim i numerem 405. Pokonał ponad 300 rywali.
Dla Argentyńczyków Polak był właściwie przybyszem znikąd. Kiedy wygrał, miejscowa prasa ochrzciła go mianem „El Polaco Volador” – „Latającego Polaka”. Zwycięstwo odbiło się szerokim echem również wśród miejscowej Polonii. Teraz „Latający Polak” wrócił. Tyle, że ma 96 lat. I właśnie wiek sprawia, że trudno potraktować ten start jedynie jako sympatyczną podróż sentymentalną. Zasada mógł przecież pojawić się na starcie, pomachać publiczności, przejechać honorowych kilka kilometrów i wrócić do hotelu. Zamiast tego pokonał całą trasę.
Życie zaczyna się po 90.?
Zasada od kilku lat żartuje, że „życie zaczyna się po dziewięćdziesiątce”. Brzmi to jak efektowne hasło… ale tylko, dopóki nie spojrzy się na jego ostatnie wyczyny.
W 2021 roku, mając 91 lat, wystartował w Rajdzie Safari w Kenii i został najstarszym uczestnikiem zawodów WRC w historii. Już przed startem zaznaczał, że nie wybiera się tam na turystyczną przejażdżkę – nadal interesowała go rywalizacja.
Zresztą sport towarzyszy mu znacznie dłużej niż samochody. Jako młody człowiek trenował lekkoatletykę, był w kadrze narodowej i rzucał oszczepem. Karierę przerwał dramatyczny wypadek narciarski w 1953 roku. Otwarte złamanie nogi było na tyle poważne, że groziła mu amputacja. Po długiej rekonwalescencji nie wrócił już do wyczynowej lekkoatletyki. Za to coraz poważniej zainteresował się motoryzacją.
Reszta rzeczywiście nadaje się na film.
148 wygranych i Ewa obok
Zasada zdobył trzy tytuły rajdowego mistrza Europy – w 1966, 1967 i 1971 roku. Wygrał łącznie 148 rajdów, startując w ponad 40 krajach. W czasach jego największych sukcesów mistrzostwa Europy były najważniejszym międzynarodowym cyklem rajdowym – mistrzostwa świata WRC jeszcze nie istniały.
Ale obok wyników jest jeszcze drugi wątek tej historii – Ewa Zasada. Żona nie czekała na niego w domu po rajdach z ciepłym obiadem, ale wspierała go aktywnie i na co dzień, towarzysząc podczas wypraw. Przez lata siedziała obok niego w samochodzie jako pilot i razem wygrywali kolejne imprezy. Co zabawne, w Rajdzie Dolnośląskim statystycznie była nawet lepsza od męża. Sobiesław wygrał go osiem razy, zawsze z Ewą, ale ona ma dziewięć triumfów – raz wystartowała również z innym kierowcą i znów zwyciężyła.
Byli razem przez 75 lat, aż do jej śmierci w 2021 roku. Zasada mówił później, że za swój największy sukces uważa właśnie małżeństwo. Twierdził też, że przez wszystkie wspólne lata ani razu poważnie się nie pokłócili. Jeśli w tej historii jest coś mniej prawdopodobnego niż rajd 96-latka przez Argentynę, to być może właśnie to.
Rajdowiec, który został miliarderem
Jest jeszcze trzeci Sobiesław Zasada – przedsiębiorca. Zaczynał wcześnie. Już w 1957 roku otworzył w Krakowie nowoczesną stację obsługi samochodów. W 1977 roku powstała spółka Alpha, która stała się początkiem znacznie większego biznesu. Dzisiejsza Grupa Zasada skupia ponad 30 spółek działających m.in. w motoryzacji, produkcji, nieruchomościach i branży lifestyle. Sama grupa podaje, że firmy własne i powiązane generują ponad 8 mld zł rocznych przychodów.
„Forbes” określa Zasadę mianem najstarszego polskiego miliardera. On sam jednak nadal częściej pojawia się w mediach przy kierownicy niż na zdjęciach z biznesowych bankietów. I chyba właśnie dlatego jego historia tak dobrze się sprzedaje. Można oczywiście pisać o fortunie, tytułach mistrza Europy i 148 wygranych rajdach. Ale najbardziej charakterystyczny obraz Zasady z 2026 roku jest znacznie prostszy: 96-letni mężczyzna wysiada w Kordobie z Porsche po ponad 3300 kilometrach i oznajmia, że właściwie czuje się świetnie.
Przed startem żartował nawet, że być może do Argentyny wróci ponownie, kiedy skończy sto lat. W jego przypadku lepiej tego nie traktować jak żartu…
WEM


