Bartosz Zmarzlik zajął 3. miejsce w toruńskim Grand Prix 2026 i nie został 5. raz z kolei mistrzem świata. Po raz trzeci w karierze wywalczył srebro. W Mieście Kopernika triumfował Robert Lambert i to Brytyjczyk zdobył tytuł.

Na Motoarenie zjawił się nadkomplet 20 tysięcy kibiców „czarnego sportu”. Na frekwencję wpłynął fakt, że po 9 rundach sytuacja w czołówce była bardzo ciekawa – trzech zawodników miało szansę na złoto. Prowadził Lambert (142) przed Zmarzlikiem (141) i Brydym Kurtzem (Australia, 139).
Wiele zmieniło się po popołudniowych kwalifikacjach czasowych, które nieoczekiwanie wygrał Dominik Kubera, ale drugi był Zmarzlik i zdobył 3 punkty do klasyfikacji. W wyścigu o punkty brakło Lamberta i Kurtza. Tym samym przed głównymi zawodami na czoło wyszedł Zmarzlik (144) przed Lambertem (142) i Kurtzem (139).
Rundę zasadniczą wygrał Lambert przed Patrykiem Dudkiem. Trzeci był Zmarzlik, czwarty Kurtz. Zmarzlik wystąpił w pierwszym półfinale. Wygrał pewnie, drugi był Szwed Fredrik Lindgren. W drugim półfinale do najlepszej czwórki dołączył Kurtz.
W najlepszej sytuacji przed finałem był Zmarzlik (plus 2 „oczka” nad Lambertem i 5 nad Kurtzem). Niestety, finał źle ułożył się dla polskiego mistrza, który fatalnie wystartował z trzeciego pola, zamykał stawkę i dopiero na ostatnich metrach wyprzedził Dudka. Problem w tym, że pan Bartosz potrzebował 2. miejsca, by odbył się bieg dodatkowy o złoto. Lambert wygrał z ogromną przewagą i po raz pierwszy w karierze został mistrzem.
– Cieszę się ze srebra, zamykam to grubą kreską i myślę o sezonie 2027. Może to srebro spowoduje, że za rok wrócę naładowany i zamknę wszystkim usta? Generalnie jestem jednak zadowolony, bo wiem ile trzeba włożyć pracy w medal w Grand Prix – mówił po wszystkim wicemistrz świata.
opr. tom


