Żyjemy w czasach, w których nawet odpoczynek potrafi stać się kolejnym zadaniem do wykonania. Wakacje powinny być egzotyczne, weekend „instagramowy”, kolacja wyjątkowa, a zachód słońca koniecznie sfotografowany. Wszystko ma być piękne, ciekawe, produktywne i najlepiej jeszcze warte pokazania innym. A może letni chill oznacza coś zupełnie odwrotnego? Może chodzi właśnie o to, żeby przez chwilę przestać się starać.

Ciągle mało
Na co dzień wielu z nas funkcjonuje w trybie „jeszcze tylko”. Jeszcze tylko skończę projekt. Jeszcze tylko odpowiem na kilka wiadomości. Jeszcze tylko zrobię zakupy, posprzątam, załatwię, sprawdzę. Potem odpocznę. Problem w tym, że lista właściwie nigdy się nie kończy.
Zawsze można pracować trochę więcej, zarobić trochę więcej, zrobić więcej kroków, przeczytać więcej książek, zobaczyć więcej miejsc. Nawet czas wolny bywa dziś oceniany według tego, ile udało się w nim zmieścić. I właśnie dlatego zwyczajne nicnierobienie zaczyna być czymś niemal luksusowym.
Bez planu
Letni luz nie musi oznaczać dwóch tygodni na rajskiej plaży. Czasem zaczyna się znacznie bliżej. Od kawy wypitej bez telefonu w ręce, spaceru bez konkretnego celu, godziny na balkonie, podczas której nie robimy niczego „pożytecznego” czy od rozmowy, która trwa dłużej, niż planowaliśmy.
Psychiczny odpoczynek pojawia się wtedy, kiedy przez chwilę nie musimy odpowiadać na kolejne wymagania. Ani cudze, ani własne. Nie wszystko musi prowadzić do jakiegoś rezultatu. Nie każdy weekend czy wieczór musi być zaplanowany i wykorzystany „na maksa” na coś, czym można się pochwalić w mediach społecznościowych.
Nie musi być „wow”
Presja idealnego życia jest szczególnie widoczna latem. Patrzymy na zdjęcia cudzych podróży, tarasów nad morzem, pikników, koncertów i zachodów słońca. Idealne sylwetki w modnych bikini, podróże do miejsc, których większość z nas bez pomocy Google nie potrafi wskazać na mapie… Łatwo wtedy dojść do wniosku, że nasze lato jest jakieś zbyt zwyczajne, porównywać się i zastanawiać, co jest z nami nie tak. Tylko że życie w większości właśnie takie jest. Zwyczajne. I wcale nie musi to być wada.
Dobry dzień może oznaczać zimnego arbuza, otwarte rankiem okno, dobrą książkę, jazdę samochodem bez korków albo pół godziny ciszy. Przyjemność nie zawsze musi być spektakularna, żeby była prawdziwa. Być może jedną z najważniejszych umiejętności jest nauczyć się zauważać chwile, które nie wyglądają imponująco, ale naprawdę dają nam spokój.
Pozwolić sobie być
Odpoczynek nie jest nagrodą, na którą trzeba wcześniej zasłużyć wystarczającą ilością pracy. Organizm potrzebuje przerw tak samo jak snu czy jedzenia. Gdy przez długi czas funkcjonujemy na wysokich obrotach, nawet wolny weekend może nie wystarczyć, żeby natychmiast poczuć ulgę. Czasami dopiero po kilku spokojniejszych dniach zauważamy, jak bardzo byliśmy zmęczeni.
Dlatego warto latem zrobić trochę miejsca na nudę. Na wolniejszy poranek. Na zmianę planów albo brak planów. Na dzień, który nie przyniósł niczego szczególnego. Może właśnie o to chodzi w letnim chilloutcie: żeby przez chwilę nie próbować być najlepszą wersją siebie. Nie nadrabiać. Nie optymalizować. Nie porównywać. Po prostu być.
Bo świat naprawdę nie zawali się od jednego spokojnego popołudnia. A my możemy dzięki niemu przypomnieć sobie, że życie to nie tylko kolejne rzeczy do zrobienia.
WEM
5 książek na lato
1. „Słowik” – Kristin Hannah
Wciągająca, emocjonalna historia dwóch sióstr żyjących we Francji podczas II wojny światowej. Dobra propozycja dla tych, którzy latem lubią zanurzyć się w większej opowieści.
2. „Gdzie śpiewają raki” – Delia Owens
Tajemnica, przyroda, samotność i dojrzewanie. Powieść ma spokojny rytm i atmosferę, która dobrze pasuje do długich letnich wieczorów.
3. „Jedz, módl się, kochaj” – Elizabeth Gilbert
Książka o zatrzymaniu się, zmianie i szukaniu własnego sposobu na życie. Lekka w formie, ale dająca sporo tematów do przemyślenia.
4. „Małe kobietki” – Louisa May Alcott
Klasyka, do której dobrze wraca się właśnie wtedy, kiedy mamy więcej czasu. Rodzina, relacje, dorastanie i codzienność pokazana bez niepotrzebnego pośpiechu.
5. „Człowiek w poszukiwaniu sensu” – Viktor E. Frankl
Najpoważniejsza pozycja na tej liście, ale też jedna z tych książek, które zostają z czytelnikiem na długo. Krótka, mocna i przypominająca, jak wiele znaczenia może mieć nasze podejście do życia.



