Strona głównaDziałySportMiało być złoto!

Miało być złoto!

Meczbol. Uwaga, Czernyszow! I aut, aut, nie było bloku! Kapitalnie, taki obrazek! (…) Ja już nic nie mówię. Popatrzcie, oto oni! I Wagner! Prawdziwy szarlatan, który powiedział – interesuje mnie tylko złoto – tak Wojciech Zieliński, komentator TVP, przeżywał w Montrealu zwycięstwo polskich siatkarzy w olimpijskim finale. W nocy z 30 na 31 lipca minęło 50 lat od legendarnej wiktorii nad ZSRR.

Pół wieku temu Polska zdobyła jedyne, jak do tej pory, olimpijskie złoto w ukochanej nad Wisłą w siatkówce. Fot. Archiwum PAP

Polska siatkówka już w latach 50. i 60. miała potencjał, aspirowała do wielkich rzeczy i osiągała sukcesy – kadra kobiet zdobyła w tym okresie 2 medale olimpijskie, 3 w mistrzostwach świata i 8 w mistrzostwach Europy. Męska ekipa wyglądała na tle pań, niczym ubogi krewny z jednym krążkiem na ME (1967). Na igrzyskach olimpijskich w Monachium (1972) panom znów nie „klikło” i federacja zdecydowała się na śmiały ruch – powierzyła kadrę Hubertowi Wagnerowi.

Do akcji wkroczył trener zaledwie 32-letni, który chwilę wcześniej skończył karierę. Miał ją niezgorszą – 194 razy rozgrywał piłkę w meczach reprezentacji. Wagner wysoki nie był (183 cm), ale głowę nosił wysoko. Charyzma sąsiadowała u niego z zuchwałością, toteż wybór centrali budził spore obiekcje.

Pierwsze złoto

Wagner objął zespół, w którym grali jego koledzy z boiska. Szorstki charakter sprawiał jednak, że relacje były napięte, nie wszyscy chcieli poddać się kieratowi „Grubego”. Nowy coach nie był człowiekiem z bajki Edwarda Skorka, znakomitego atakującego kadry, ale panowie siedli do stołu, pogadali godzinę i… – Nigdy potem nie miałem tak świetnego kapitana – wspominał po latach Wagner.

Ambitny trener postawił na twarde zasady i katorżnicze treningi. Efekty przyszły szybko – kadrę objął w maju 1973 roku, a w październiku 1974 roku Polacy zostali mistrzami świata. W Meksyku dwa razy ograli Związek Radziecki, swych odwiecznych rywali. To było coś, ale w sporcie najwięcej ważą sukcesy olimpijskie.

Fot. Archiwum PAP

Morderczy trening

Po mistrzostwie globu akcje Polaków poszły w górę, drużyna weszła do grona olimpijskich faworytów, ale Wagner nie byłby sobą, gdyby się asekurował. Wypalił, że celem wyprawy do Kanady jest złoto. Deklaracja wywołała burzę. Może i był to czas tzw. gierkowskiej propagandy sukcesu, ale duch urawniłowki miał się dobrze i źle znosił jednostki pewne siebie, niepokorne. Wagner się wychylił, toteż grupa „życzliwych” czekała, aż powinie mu się noga.

Polacy w trakcie przygotowań wylewali siódme poty. TVP wyprodukowała dokument „Kat”, który pokazywał katorżnicze treningi, które podopiecznym aplikował… „Kat”. Tytuł filmu stał się nową ksywką coacha reprezentacji. – Stawianie sobie innego celu jak złoty medal, nie byłoby należytą motywacją dla morderczej pracy treningowej, jaką wykonywaliśmy – wyjaśniał trener.

Kilka cm od porażki

Polacy akumulatory mieli naładowane do granic fizycznej i psychicznej wytrzymałości, ale złoto w Montrealu nie wykuwało się łatwo. Ze dwa razy dosłownie zawisło na włosku. Już na dzień dobry Biało-Czerwoni przeszli drogę przez mękę w meczu z Koreą Południową (2:3). Z Kanadą poszło gładko (3:0), ale w starciu z Kubą w tie-breaku było 11:14, a atakujący rywali bił z łatwej pozycji na mecz. Pomylił się o kilka centymetrów i Polacy urwali się ze stryczka (20:18). Po 3:1 z Czechosłowacją półfinał stał się faktem.

W meczu o finał ekipa Wagnera znów miała pod górkę, ale zmogła Japonię 3:2 i mogła się szykować do walki o złoto. Na drodze do spełnienia marzeń stała ekipa Związku Radzieckiego, która do finału dotarła suchą stopą – bez straty seta.

Hubert Wagner. Fot. Archiwum PAP

Nad przepaścią

Finał rozpoczął się w Kanadzie o 20.30. Nad Wisłą była już sobota 2.30, ale tłumy Polaków zasiadły do telewizorów, głównie czarno-białych, choć relacja szła w kolorze. Młodszym czytelnikom warto wspomnieć, że sety grano wtedy do 15, a punkty można było zdobyć tylko przy własnym serwisie.

Pierwszy set był bez historii – ZSRR wygrało 15:11. W drugiej partii znów było groźnie, ale na koniec 15:13 wygrała drużyna Wagnera. W trzeciej odsłonie „Sborna” znów postawiła na swoim (15:12). Polacy znaleźli się pod ścianą, a w pewnym momencie właściwie nad przepaścią, bo zespół z Kraju Rad wypracował najpierw jeden, następnie drugi meczbol. – Przy piłkach meczowych myślałem tylko o jednym – żeby ten z naszych, który dostanie piłkę do ataku, grzmotnął z całej siły, żeby nie zadrżała mu ręka i nie uderzył, jak to my w siatkarskim żargonie mówimy, „na pół dychy”, to znaczy słabiej, albo żeby nie kiwał, tylko przygrzmocił – wspomniał po latach Wagner.

Feta po 146 minutach

Polacy wytrzymali psychicznie, wyszarpali seta 19:17 i o wszystkim miał zdecydować tie-break. Rozpoczął się koszmarnie – od 0:4. Polska jednak nie pękła. Nie minęło wiele minut i „Bracia ze Wschodu” przegrywali 5:7. Przed meczem Wagner kazał grać wszystkie piłki na Władimira Czernyszowa, bo wiedział, że bombardier Związku Radzieckiego traci na jakości uderzeń, gdy mecz trwa więcej niż trzy sety.

Tak też było w tie-breaku. Ekipa znad Wołgi straciła rezon, stanęła, Polacy złapali wiatr w żagle i po 146 minutach, gdy zegar w hali „Forum” wskazywał kwadrans po północy (w Polsce był już sobotni ranek), wspomniany Wojciech Zieliński krzyczał do mikrofonu „Grupa Polonusów próbuje przedrzeć się przez bariery. Miało być złoto i jest złoto”.

Ekipa nie do zdarcia

Polaków ochrzczono mianem mistrzów piątego seta, bo w Montrealu zagrali cztery tie-breaki i wszystkie wygrali. – Granie dwóch, trzech godzin nie robiło nam żadnej różnicy, bo trener Wagner doskonale nas przygotował. Mówiono o nas mistrzowie piątego seta, bo nie przegraliśmy nigdy tie-breaka. Podczas gdy inne drużyny ciągnęły ostatkiem sił, my byliśmy świeży, mogliśmy grać pod rząd dwa mecze – wspomina Marek Karbarz, przyjmujący „złotej drużyny”. – Mieliśmy w tym meczu trochę szczęścia, ale w sporcie też trzeba mieć szczęście, które sprzyja lepszym – uśmiecha się pan Marek.

Tomasz Ryzner


Skład złotych medalistów: Ryszard Bosek, Bronisław Bebel, Wiesław Gawłowski, Marek Karbarz, Zbigniew Lubiejewski, Lech Łasko, Mirosław Rybaczewski, Włodzimierz Sadalski, Edward Skorek, Włodzimierz Stefański, Tomasz Wójtowicz, Zbigniew Zarzycki. Trener: Hubert Jerzy Wagner.

spot_img

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane