Z dr Łucją Mirowską-Kopeć, przewodniczącą Komitetu Parady Dnia Konstytucji 3 Maja i prezes Związku Klubów Polskich, oraz jej mężem Janem Kopciem rozmawiamy o emigracyjnych początkach, wieloletnim zaangażowaniu w życie Polonii w Chicago oraz kulisach organizacji jednego z najważniejszych polonijnych wydarzeń w Stanach Zjednoczonych. To opowieść o tradycji Parady 3 Maja, jej znaczeniu dla kolejnych pokoleń, roli młodzieży, pracy społecznej i o tym, jak przez lata zmieniała się chicagowska Polonia.

„Biały Orzeł”: Kiedy przyjechała Pani do Stanów Zjednoczonych i jak wyglądały Pani początki w nowym kraju?
Łucja Mirowska-Kopeć: Do Stanów Zjednoczonych przyjechałam w 1991 roku, już z zieloną kartą. Znałam język angielski, co na pewno bardzo mi pomogło, ale mimo to początki nie były łatwe. Jak wielu emigrantów, zaczynałam od pracy przy opiece nad osobami starszymi i dziećmi. Z czasem dowiedziałam się o możliwościach pracy w amerykańskich szkołach w programach dwujęzycznych. Ponieważ jestem z wykształcenia germanistką, zainteresowałam się tą ścieżką i po około półtora roku od przyjazdu rozpoczęłam pracę w szkole podstawowej. Uczyłam w programie dwujęzycznym, prowadząc zajęcia m.in. dla uczniów starszych klas. Po trzech latach zostałam kierownikiem programu dwujęzycznego, następnie zastępcą dyrektora szkoły podstawowej, a później także w szkole średniej. Ostatnie dwanaście lat mojej kariery zawodowej spędziłam jako dyrektor szkoły w Chicago. W latach 90. w szkołach było bardzo dużo dzieci polskiego pochodzenia – w niektórych placówkach stanowiły one nawet większość uczniów. Był to czas intensywnej emigracji z Polski, co wiązało się z dużym zapotrzebowaniem na nauczycieli posługujących się zarówno językiem angielskim, jak i polskim.
To musiało mieć duży wpływ na funkcjonowanie szkół…
Zdecydowanie tak. Do amerykańskiego systemu edukacji trafiało wiele dzieci, które dopiero co przyjechały do Stanów i potrzebowały wsparcia językowego. Programy dwujęzyczne były więc niezbędne.
Jak zaczęła się Pani działalność związana z Paradą Dnia Konstytucji 3 Maja?
Wszystko zaczęło się od pracy z dziećmi. W szkołach, w których pracowałam, było bardzo dużo uczniów polskiego pochodzenia, dlatego naturalne było włączanie ich w życie Polonii. Organizowaliśmy wyjazdy na Paradę 3 Maja – co roku przynajmniej jeden autobus z uczniami brał w niej udział. Z czasem zaczęłam angażować się coraz bardziej, uczestnicząc w spotkaniach Komitetu Parady, a później także w działalność Związku Klubów Polskich. Tak rozpoczęła się moja wieloletnia współpraca z tymi organizacjami.
Czy to właśnie dzięki działalności polonijnej poznała Pani swojego męża?
Można tak powiedzieć. Poznaliśmy się już tutaj, w Stanach Zjednoczonych. Mój mąż był wdowcem, ja byłam po rozwodzie – i tak nasze drogi się połączyły.
Czym jest dla Pani Parada Dnia Konstytucji 3 Maja? Jak opisałaby ją Pani komuś, kto nigdy wcześniej o niej nie słyszał?
Uważam, że tę paradę trzeba przede wszystkim przeżyć – trudno ją w pełni oddać słowami. To największa manifestacja polskości poza granicami kraju, a być może i na świecie. Dla nas to wyjątkowa okazja, by pokazać się w tak dużej liczbie w amerykańskim środowisku i podkreślić naszą obecność oraz tożsamość. Tym, co wyróżnia naszą paradę, jest ogromny udział dzieci i młodzieży. Amerykanie, którzy ją oglądają, często są zaskoczeni, jak wielu młodych ludzi bierze w niej udział. W przeciwieństwie do innych parad, gdzie dominują widowiskowe elementy, u nas najważniejsi są ludzie – autentyczni, zaangażowani, z dumą manifestujący swoje korzenie. Każdego roku parada ma swoje hasło przewodnie, które inspiruje uczestników do przygotowania strojów i dekoracji. W tym roku nawiązujemy do 250-lecia Stanów Zjednoczonych – hasło brzmi: „Happy Birthday USA. Two nations, one spirit”. Istotnym elementem obchodów są także wybory królowej parady. Nie jest to jednak typowy konkurs piękności – najważniejsze są wartości, jakie reprezentują uczestniczki. Kandydatki muszą wykazać się znajomością języka polskiego, kultury i historii. Nagrodą są stypendia na studia, a wybór opiera się na ich zaangażowaniu, wiedzy i postawie. Co roku wybieramy również Wielkiego Marszałka Parady – w tym roku funkcja ta została powierzona Krzysztofowi Matyszczykowi, przewodniczącemu Rady Dyrektorów Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, ponieważ chcieliśmy uhonorować tę instytucję, obchodzącą w tym roku 50-lecie, oraz przyznajemy tytuł „Friend of Polonia”, którym wyróżniamy osoby spoza środowiska polonijnego szczególnie wspierające naszą społeczność. To dla nas ważne, ponieważ Polonii – mimo jej liczebności – wciąż brakuje silnej reprezentacji na różnych szczeblach władzy.
Parada to także współpraca wielu środowisk i instytucji. Jak ona wygląda w praktyce?
Rzeczywiście, w organizację parady zaangażowanych jest bardzo wiele instytucji polonijnych. Jako Związek Klubów Polskich staramy się również rozwijać współpracę z regionami w Polsce. Do tej pory podpisaliśmy porozumienia m.in. z województwami: podkarpackim i dolnośląskim, a kolejne są w planach. Ta współpraca ma głównie charakter kulturalny i edukacyjny – obejmuje wymianę doświadczeń, organizację wydarzeń, wystaw czy wizyt delegacji. Przykładem może być przygotowana przez nas wystawa poświęcona „Solidarności”, którą zrealizowaliśmy we współpracy z instytucjami z Polski.
Ile osób uczestniczy w paradzie?
W paradzie bierze udział ponad sto grup, co przekłada się na około 8-10 tysięcy uczestników. Są wśród nich szkoły polonijne, organizacje, zespoły folklorystyczne, a także przedstawiciele biznesów i środowisk społecznych. Pojawiają się również goście z Polski i zagranicy – w tym roku m.in. zespoły artystyczne oraz delegacje z różnych regionów. To wszystko sprawia, że parada jest nie tylko wydarzeniem symbolicznym, ale też barwnym i żywym świętem polskiej kultury. Dodatkowo organizujemy konkurs na najciekawszą grupę marszową i najpiękniejszy rydwan, co wprowadza element zdrowej rywalizacji i jeszcze większego zaangażowania uczestników.
Czy mogłaby Pani opowiedzieć o początkach Parady Dnia Konstytucji 3 Maja w Chicago i o tym, jak zmieniała się ona na przestrzeni lat?
Początki parady były znacznie bardziej spontaniczne niż dziś. Były to przede wszystkim lokalne manifestacje organizowane przy parafiach, często połączone z mszą świętą, a następnie wspólnym świętowaniem, często piknikiem. Jednym z ważnych miejsc był Humboldt Park, gdzie przez lata koncentrowało się życie polonijne w Chicago. Przez blisko sto lat organizacją parady zajmował się Związek Narodowy Polski. Przełom nastąpił na początku lat 90., przy okazji obchodów 200-lecia Konstytucji 3 Maja. Koszty organizacji były wówczas tak wysokie, że dotychczasowy organizator zrezygnował. Wtedy grupa działaczy polonijnych – m.in. Jerzy Migała oraz ówczesny prezes Związku Klubów Polskich Adam Ocytko – postanowiła, że nie można dopuścić do przerwania tej tradycji. W ten sposób powstał Komitet Parady przy Związku Klubów Polskich, który od ponad trzech dekad odpowiada za jej organizację. W jego skład wchodzą przedstawiciele najważniejszych organizacji polonijnych, co sprawia, że parada ma charakter wspólnego przedsięwzięcia całej Polonii.

To ogromne przedsięwzięcie. Jak wygląda jego organizacja od strony zaplecza?
To przede wszystkim praca społeczna. Nikt z nas nie otrzymuje wynagrodzenia – wszyscy działamy jako wolontariusze. Oczywiście największa odpowiedzialność spoczywa na Związku Klubów Polskich, ale bez zaangażowania wielu osób i organizacji nie byłoby to możliwe. Cieszy nas, że do komitetu dołączają także młode osoby. Są wśród nich ludzie przed trzydziestką, którzy podejmują się konkretnych zadań i realizują je z dużym zaangażowaniem. To bardzo budujące, bo daje nadzieję na ciągłość tej inicjatywy.
Jak z Pani perspektywy zmieniała się Polonia w Chicago w ciągu ostatnich dekad?
W latach 90. była ona znacznie liczniejsza i bardziej „dynamiczna”, związana z falą emigracji z końca lat 80. i początku 90. Wiele osób przyjeżdżało wtedy do Stanów, część z nich jednak z czasem wróciła do Polski lub wybrała inne kierunki emigracji, szczególnie po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Dziś Polonia jest bardziej ustabilizowana – to w dużej mierze osoby, które mieszkają tu od wielu lat. Mamy wielu wykształconych ludzi i dobrze prosperujące biznesy, ale wciąż wyzwaniem pozostaje większa integracja i budowanie wspólnej siły, zwłaszcza w wymiarze ekonomicznym i społecznym.
Jak ocenia dziś Pani aktualność tzw. „American dream”? Czy USA wciąż przyciąga Polaków?
Myślę, że Stany Zjednoczone nadal działają na wyobraźnię, ale niekoniecznie już jako miejsce emigracji zarobkowej. Coraz częściej są postrzegane jako kierunek turystyczny czy kulturowy. Rynek pracy się zmienił, podobnie jak możliwości w Europie, dlatego Polacy rzadziej decydują się na przyjazd „w ciemno”. Jeśli chodzi o mnie, nie przyjechałam tu z konkretnym „amerykańskim snem”. Raczej kontynuowałam swoją drogę zawodową jako pedagog. Udało mi się rozwijać zarówno w amerykańskim systemie edukacji, jak i poprzez pracę w szkołach językowych. I myślę, że właśnie to poczucie spełnienia zawodowego jest dla mnie najważniejsze.
Na ile doświadczenie pedagogiczne pomaga Pani w działalności polonijnej?
Zdecydowanie bardzo pomaga. Przez całe życie zawodowe pełniłam funkcje kierownicze, co dało mi duże doświadczenie jako liderowi. Nie boję się podejmowania trudnych decyzji, zmian ani odpowiedzialności – a to w pracy społecznej jest niezwykle ważne. Nauczyłam się także przyjmować krytykę i zachowywać dystans, co pozwala mi skuteczniej działać. Myślę, że istotna jest też pewna wizja i umiejętność pracy z ludźmi. W Związku Klubów Polskich mamy bardzo zaangażowany zarząd, co ogromnie ułatwia realizację różnych inicjatyw. Dużym wsparciem jest dla mnie również mąż – działamy razem, mamy podobne podejście i rozumiemy sens tej pracy.
Często mówi się, że Polonia jest ambasadorem Polski za granicą. Jak Pani ocenia jej rolę w Stanach Zjednoczonych?
Polonia odgrywa tu bardzo ważną rolę. Kiedy zaczynałam pracę w amerykańskiej szkole, wizerunek Polaków nie zawsze był najlepszy. Z czasem, dzięki pracy, wykształceniu i zaangażowaniu, udało się ten obraz zmienić. Dziś mamy wielu wykształconych przedstawicieli Polonii – lekarzy, nauczycieli, prawników, inżynierów – obecnych w różnych środowiskach. To właśnie poprzez codzienną pracę, działalność społeczną oraz wydarzenia takie jak Parada 3 Maja czy dożynki budujemy pozytywny wizerunek Polski. Bardzo ważna jest także współpraca z innymi grupami etnicznymi – poznanie i wzajemne zrozumienie sprzyja budowaniu szacunku i dobrej opinii o naszej społeczności.
W Chicago widać duże zaangażowanie młodego pokolenia Polonii. Co, Pani zdaniem, motywuje te osoby do działania?
Kluczową rolę odgrywają szkoły polonijne, do których uczęszcza wiele dzieci i młodzieży. To tam buduje się więź z językiem, kulturą i tradycją. Ważne jest także harcerstwo i inne organizacje, które angażują młodych ludzi na dłużej. Jednocześnie trzeba pamiętać, że młode pokolenie ma inne oczekiwania. Tradycyjne formy integracji, takie jak bankiety czy zabawy, nie zawsze są dla nich atrakcyjne. Dlatego warto proponować im konferencje, warsztaty czy inicjatywy odpowiadające ich zainteresowaniom oraz dawać im realną przestrzeń do działania i współodpowiedzialności.
Działa Pani również w Towarzystwie Dolnośląskim. Jaką rolę w budowaniu polonijnej społeczności odgrywają organizacje regionalne?
Organizacje regionalne mają w Chicago długą tradycję. Powstawały już na początku XX wieku, kiedy emigranci szukali wsparcia wśród osób z tych samych miejscowości czy regionów. Z czasem ich działalność koncentrowała się także na pomocy dla rodzinnych stron w Polsce. Do dziś wiele klubów wspiera swoje „małe ojczyzny”, finansując różne inicjatywy – od szkół i ośrodków zdrowia po działania charytatywne. Choć dziś potrzeby są inne niż kiedyś, to przywiązanie do miejsca pochodzenia i chęć pomagania wciąż są bardzo silne. Jednocześnie coraz częściej podkreślamy, jak ważne jest inwestowanie także w młode pokolenie tutaj, w Stanach – choćby poprzez programy stypendialne.
Panie Janie, od wielu lat jest Pan zaangażowany w organizację parady. Jak wyglądają kulisy przygotowań?
Jan Kopeć: To ogromne przedsięwzięcie, które wymaga pracy przez cały rok. Zaraz po zakończeniu jednej edycji robimy podsumowanie i zaczynamy przygotowania do kolejnej. Kluczowe jest uzyskanie pozwolenia od miasta, co następuje już na początku grudnia. Organizacja wiąże się z dużymi kosztami – obejmuje m.in. zabezpieczenie trasy, obecność służb miejskich, nagłośnienie czy infrastrukturę. Dlatego bardzo ważne jest pozyskiwanie sponsorów, co z roku na rok staje się coraz trudniejsze. Mimo to nie wyobrażamy sobie, żeby tej parady mogło zabraknąć. To najważniejsze wydarzenie polonijne, które pokazuje naszą obecność i jedność.
Co jest dla Pana w tej pracy najważniejsze?
Przede wszystkim kontynuacja tradycji i przekazanie jej młodszym pokoleniom. Staramy się angażować młodzież i zachęcać ją do przejmowania odpowiedzialności. To nie jest łatwe, ale widzimy, że część młodych ludzi się angażuje i rozwija dalej w organizacjach polonijnych. Dla mnie to także osobista misja – przez lata starałem się działać na rzecz swojej rodzinnej miejscowości i regionu Podkarpacia. Uważam, że to właśnie dzięki takim inicjatywom podtrzymujemy więź z Polską i budujemy wspólnotę tutaj, w Chicago.
Co chciałby Pan przekazać Polonii przed tegoroczną paradą?
Przede wszystkim zapraszam wszystkich do udziału i wspólnego świętowania. Zachęcam, by pokazać naszą obecność – poprzez biało-czerwone barwy, flagi, udział całych rodzin. To święto nas wszystkich i warto je przeżywać razem.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Marcin Bolec
Dr Łucja Mirowska-Kopeć
Działaczka polonijna i pedagog związana z Chicago. Od 2021 roku pełni funkcję prezes Związku Klubów Polskich w USA; jest także przewodniczącą Komitetu Parady Dnia Konstytucji 3 Maja w Chicago. Wcześniej była prezes Towarzystwa Dolnośląskiego w Chicago. Zawodowo związana była z edukacją: pracowała jako nauczycielka, następnie wicedyrektorka i dyrektorka szkoły w systemie Chicago Public Schools. W 2022 roku została uhonorowana za osiągnięcia w edukacji, a także otrzymała Krzyż Oficerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.
Jan Kopeć
Działacz polonijny w Chicago, były prezes Związku Klubów Polskich w USA i honorowy prezes tej organizacji. Pełni funkcję koordynatora Parady Dnia Konstytucji 3 Maja w Chicago, a wcześniej przez wiele lat przewodniczył komitetowi organizującemu to wydarzenie. Jest jednym z założycieli oraz wieloletnim liderem Klubu Przyjaciół Ziemi Ropczyckiej w Chicago; utrzymuje też aktywne kontakty z rodzinnym regionem na Podkarpaciu. W 2012 roku otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Ropczyc, a w 2022 roku został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.



