Maciej Sulęcki wygrał Astanie z Alim Achmedowem i wywalczył pas WBC Silver kategorii superśredniej. W stolicy Kazachstanu Polski pięściarz cztery razy posyłał rywala na deski. W 10. rundzie sędzia poddał faworyta gospodarzy.

Przed starciem mówiono, że „Striczu” (33-3, 13 KO) pojechał do Azji „na pożarcie”, ale Kazach już po 10 sekundach znalazł się w pozycji leżącej. Po minucie sędzia znów liczył przeciwnika Polaka, a w V odsłonie „Ali” znów padł na deski.
Starcie miało wiele zwrotów akcji, a wszystko skończyło się w 10. rundzie. Pan Maciej po raz czwarty powalił Kazacha, sędzia przerwał pojedynek i zwycięstwo boksera znad Wisły przez techniczny nokaut stało się faktem.
– Pojechałam tam po zwycięstwo, nie dopuszczałem do siebie innej myśli. Spodziewałem się trochę więcej po Achmedowie, jeżeli chodzi o same umiejętności bokserskie. Za walkę nie było dużej wypłaty. Wziąłem na siebie skrajne ryzyko, pojechałem na teren rywala i jeszcze za pieniądze, które jak na boks są bardzo malutkie – komentował Sulęcki.
– Podjąłem ryzyko, ale ono się opłaciło. Mając pas będziemy mogli trochę porozdawać karty. Na pewno idziemy w kierunku walki o tytuł mistrza świata – dodał Polak w rozmowie z Interią.
tom



