Lubię tenis, choć głośne pojękiwania w czasie gry już niekoniecznie. Nie dlatego jednak w kobiecym finale Australian Open kibicowałem Madison Keys. Imponuje mi sportowy kunszt Aryny Sabalenki, jej klasa na i poza kotem, ale jeśli na arenie nie ma Polki czy Polaka, po ludzku biorę stronę skazanego na porażkę. A tak właśnie postrzegano panią Keys (niedawno zmieniła stan cywilny). W końcu już w półfinale prawie przegrała – Iga Świątek prowadziła w III secie 6:5, w dwunastym gemie miała meczbola, ale nie usłyszała po nim od sędziego swego nazwiska, poprzedzonego słowami „gem, set, mecz”…
W finale byłem za Amerykanką, bo ja sercowy jestem. Płaczę na filmach, ale sport też mnie wzrusza. A w finale działa się przecież historia rzewna – z jednej strony liderka rankingu WTA, tenisistka z trzema wielkoszlemowymi tytułami na koncie, z drugiej zawodniczka, która dobija trzydziestki, a w gablocie nie ma choćby jednego pucharu z najbardziej prestiżowych zawodów. Całkiem możliwe, że w Melbourne Madison miała ostatnio szansę, aby wypełnić tę lukę w dorobku. Zrobiła to, więc nic dziwnego, że po wszystkim płakała i uśmiechała się jednocześnie. Kibice bez końca bili brawo, a mnie też jakoś tak cieplej zrobiło się na sercu.
Są historie, które inspirują i motywują, są też takie, które chwytają człowieka tyleż za serce, co i za gardło. Media od paru tygodni informują o losach Agaty Wróbel. W jej biografii Australia również zajmuje doniosłe miejsce. To tam, a dokładnie w Sydney, ćwierć wieku temu została wicemistrzynią olimpijską i też roniła łzy szczęścia. Cztery lata później, w Atenach, ponownie wywalczyła medal. Kibice to doceniali – w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” Agata dwukrotnie zajmowała miejsce w dziesiątce najlepszych.
A dziś? Dziś była gwiazda ciężarowych pomostów jest schorowaną, niszczoną przez cukrzycę kobietą, która traci resztki wzroku. Wybitna niegdyś sportsmenka pogubiła się „za metą”, dlatego olimpijska renta, zamiast na jej konto, trafia do komornika. Agata wegetowała w ostatnich latach, nie zawsze była w stanie opłacić rachunki, ale wygląda, że zyska godniejsze życie. Premier Donald Tusk przyznał jej dożywotnią rentę (5 tysięcy złotych), pomoc deklarują lekarze, reagują anonimowe osoby.
Piszę w dniu Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, toteż w ramach puenty wspomnę wybitną postać ze świata muzyki. Już wkrótce, bo 16 lutego, minie 86. rocznica urodzin Czesława Niemena. Lata temu wyśpiewał w sopockim amfiteatrze proste, ale niezapomniane słowa, że „ludzi dobrej woli jest więcej…”. Warto czasem posłuchać tej piosenki. Wciąż chwyta za serce.
Tomasz Ryzner







