niedziela, 14 kwietnia, 2024
Strona głównaDziałyOpinieTylko żeby jaj z tego nie było

Tylko żeby jaj z tego nie było

Parę dekad temu dziennikarze z piłkarzami o wykształceniu raczej nie rozmawiali. Przeważnie nie było o czym. Niektórzy próbowali zgłębiać temat i czasem dostawiali szczere odpowiedzi: „W szkole przeczytałem jedną książkę. To było o jakimś starym koniu, ale nie pamiętam tytułu” – wyznał jeden z reprezentantów kraju.

Były rodzynki jak Hubert Kostka, inżynier górnictwa, śp. Stanisław Terlecki, absolwent historii, czy Jacek Bednarz, który znalazł czas i na piłkę, i na skończenie prawa, ale generalnie kończyło się na szkole średniej. Raczej zawodowej. W wolnej Polsce namnożyło się jednak wyższych uczelni, w narodzie wzmógł się pęd do wiedzy, a że dwudziestoletni ludzie rzadziej zostają dziś rodzicami, to z taśm produkcyjnych co roku schodzą tłumy magistrów. Piłkarze w tym gronie nie są już żadną osobliwością.

Zdarzają się wszak Alma Maters, które nie chcą przeszkadzać ludziom w budowaniu karier, toteż nie wymagają uczestnictwa w wykładach, ćwiczeniach, pisania kolokwiów i zbierania zaliczeń do indeksu. Ba! Nawet obecność na, stresujących przecież, egzaminach nie jest konieczna. Wystarczy odpowiedni status finansowy, przelew na określoną sumę i można już biegać w towarzystwie i przed pracodawcami za magistra.

Gorzej bywa, gdy sprawa się rypnie. Wówczas brzydkie podejrzenia padają nawet na pomnikowe, czyli najlepiej klikające się, postaci. A te w trosce o wizerunek zaprzeczają, dementują, jak miało to miejsce w przypadku Roberta Lewandowskiego czy Arkadiusza Milika. Napastnik Juventusu wydał oświadczenie, w którym ogłosił wszem i wobec, że „żadnego dyplomu Collegium Humanum nie posiada”.

Swego czasu Kazik śpiewał „więc mam wyższe wykształcenie, chociaż studiów nie skończyłem”. Artysta wbijał szpilkę Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, bo ten twierdził, że posiada dyplom Uniwersytetu Gdańskiego. Szydera była zasadna, ale gdy popularny „Olek” składał oświadczenie, był tylko szarym posłem (chwilę wcześniej szefem Polskiego Komitetu Olimpijskiego). Owszem, „zapomniał”, jak było naprawdę, ale sporo się jednak nad książkami napocił. Zaliczył dziewięć semestrów i dopiero na ostatnim się wyłożył; nie podszedł do dwóch egzaminów, nie złożył pracy magisterskiej. Nie przeszkodziło mu to zyskać opinii, w całkiem szerokich kręgach, najlepszego prezydenta Polski po 1989 roku, miana jednego z ojców wejścia Polski do NATO i Unii Europejskiej. Gdyby nieopatrznie zechciał, w Collegium Humanum zafasowałby za to ze trzy doktoraty honoris causa. I to gratis.

Na koniec z innej, pozanaukowej mańki – w Mielcu powstaje mural Grzegorza Laty. Czas po temu właściwy, bo 8 kwietnia legendzie miejscowej Stali stukną 74 wiosny, a latem śmignie 50 lat od czasu, gdy Polska zdobyła w RFN-ie sensacyjne, trzecie miejsce na mundialu. Piłkarz Stali Mielec został królem strzelców turnieju (7 goli).

Lata lecą, ale pan Grzegorz nie traci wigoru i… cieszy się życiem w swej hacjendzie, zanurzonej w lasach nieopodal Krasiczyna. Dziennikarze go kochają, bo nie dodaje im roboty. Zawsze ma czas na pogaduchy, a pytany o autoryzację mawia: „Pisz pan, co chcesz, tylko żeby z tego jaj nie było”.

Tomasz Ryzner

spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane

- Advertisment -