czwartek, 26 maja, 2022
Strona głównaDziałyOpinieTrzecia wojna światowa?

Trzecia wojna światowa?

To nowy tytuł tekstu, jaki napisałem w roku 2014. Był on odrzucany przez kilka redakcji z uzasadnieniem, że taki scenariusz w XXI wieku nie jest możliwy. Tekst został opublikowany wówczas jedynie w niszowej Gazecie Opolskiej. Po ośmiu latach okazał się niezwykle aktualny – niestety. Należy zadać sobie dzisiaj pytanie, gdzie Federacja chce się zatrzymać, grożąc agresją i użyciem broni jądrowej państwom europejskim, a nawet USA.

Agresja Rosji na Ukrainę rozpoczęła konflikt zbrojny, którego dalekosiężne skutki trudno przewidzieć. Fot. Archiwum Andrzeja Klimczaka

Rosja realizuje przygotowywany od dawna plan rozszerzenia wpływów, które zapewniłyby nie tylko szybki ratunek dla podupadłego imperium, ale też pozbawiłyby Unię Europejską i Stany Zjednoczone znaczenia politycznego i gospodarczego w znacznej części Europy. Pisałem przed ośmiu laty, że te działania nie pozostałyby też bez negatywnych skutków dla Turcji. Rozszerzenie wpływów Federacji oznaczałoby przejęcie kontroli nie tylko w basenie morza Czarnego, ale też Śródziemnego. To dla Europy i USA stanowiłoby barierę i przejęcie inicjatywy przez FR również w Afryce północnej i środkowej oraz na Bliskim Wschodzie. Dzisiejsze działania Rosji wynikają – choć brzmi to paradoksalnie – nie z jej siły, lecz z rosnącej słabości. Dlatego też Rosja, nie zważając na międzynarodowe akty prawne, które sama współtworzyła, łamie je dzisiaj i będzie łamała w przyszłości.

Tak jak w roku 2014 pisałem, że Putin nie zatrzyma się na Krymie, dzisiaj jestem przekonany, że nie zatrzyma się na Ukrainie, jeśli świat pozwoli zdobyć to państwo bandytom z Moskwy.

Ekspansja za wszelką cenę

Federacja chciałaby nie tylko odtworzyć strefę wpływów z czasów zimnej wojny i wesprzeć ją nowymi, uzależnionymi gospodarczo i politycznie terenami Europy, które umożliwiłyby dostęp do nowoczesnych technologii i finansów wzmacniających Rosję, ale również zdobyć tyle wpływów ile się da, a może też zdominować większą część cywilizowanego świata.

Dzisiejsza agresja, skierowana na zachód, wynika z rosnących zagrożeń dla Federacji, płynących tak naprawdę nie z zachodu, lecz z Azji. Federacja stara się więc wzmocnić swoją pozycję, jeśli w przyszłości miałaby stawić czoła rosnącym azjatyckim imperiom. Na dodatek boryka się z narastającym, wewnętrznym kryzysem gospodarczym i społecznym oraz coraz bardziej aktywnymi przeciwnikami Moskwy, w krajach będących pod jej przemożnym protektoratem.

Wydaje się, że Zachód dopiero teraz zaczyna rozumieć, że Federacja może być partnerem politycznym i gospodarczym tylko wtedy, gdy Europa i USA będą występować z pozycji silniejszego. To jest zakodowane w mentalności rosyjskiego Wschodu. Respektuje on tych partnerów i władzę, która rządzi silną ręką, utrzymując stan zagrożenia – nawet wyimaginowanego. ZSRR czy inne kraje o ustroju komunistycznym przetrwały dziesięciolecia – niektóre trwają nadal – bowiem stosowały terror wobec swoich obywateli i groziły stosowaniem tej metody wobec wszystkich na zewnątrz. Dzisiejsza Federacja Rosyjska staje się kontynuatorem tej potwornej tradycji.

Zachód ostatnich dwóch dekad, układał swoje relacje z Moskwą według europejskiej, przyjaznej logiki politycznej. Jednocześnie był przekonywany, że Wschód jest nieprzewidywalny i dlatego należy z nim postępować z delikatną ostrożnością. Logika, zgodnie z którą funkcjonują władze i społeczeństwa Europy, jest diametralnie odmienna od funkcjonującej na Wschodzie. Wschód brew pozorom jest jednak przewidywalny. Działa według utartego schematu, niezrozumiałego jednak dla osób posługujących się tradycyjnymi zasadami logiki..

Od lat trwały próby Federacji i jej oligarchów uzależniania krajów Europy. Aby jednak osiągnąć cel, Rosja musi zdobyć najpierw i umocnić swoją pozycję w państwach należących niegdyś do Układu Warszawskiego oraz krajach bałkańskich. To dzieje się już od kilku lat poprzez inwestycje Federacji w strategiczne sektory gospodarki tych krajów i zwiększający się wpływ na ich politykę. Można więc przewidywać, że Rosja, posiadając już Krym, podejmie najprawdopodobniej działania uzależniające nie tylko wschodnią część Ukrainy, lecz również szeroki pas terytorialny, otwierający drogę z wybrzeża czarnomorskiego do basenu Morza Śródziemnego. Wówczas opanowanie gospodarcze i polityczne centrum i zachodu Europy byłoby już tylko formalnością. Dlatego też trwa od dwóch dekad realizacja rosyjskich projektów energetycznych, które z pozoru dawały przewagę krajów takich jak Niemcy nad innymi państwami Unii. W kontekście wydarzeń, jakie obserwujemy dzisiaj, te projekty miały się stać narzędziem szantażu ekonomicznego i zagrożeniem w przyszłości, również dla Niemiec, Francji i reszty krajów wspólnoty europejskiej.

Gaz i ropa jako broń

Podstawą uzależnienia jakiegokolwiek państwa jest oddziaływanie na bardzo wrażliwy rynek energetyczny, od którego są zależne pozostałe dziedziny gospodarki całego kraju. To oczywiste, że rządy poszczególnych krajów europejskich muszą żyć chwilą obecną i przeciwdziałać zagrożeniom. Zdobywanie tańszego paliwa staje się priorytetem, który w efekcie może prowadzić do uzależnień od obcej gospodarki. Często inicjowane przez Rosję duże projekty, o znaczeniu strategicznym dla danego państwa lub grupy państw, poprzedzało pojawianie się inwestorów ze Wschodu, którzy najchętniej nawiązywali stosunki gospodarcze i nierzadko przyjacielskie z osobami wpływowymi. Po to, by mogły one wspomagać przejmowanie kontroli nad kluczowymi przedsiębiorstwami lub też ułatwiać dostęp do sektorów strategicznych gospodarki. Nierzadko też Rosja wykorzystuje presję różnych środowisk w danym państwie, aby blokować rozwój tych dziedzin gospodarki, które mogłyby stanowić konkurencję. Takim przykładem jest między innymi Polska, gdzie widać było wyraźnie przeciwdziałanie w kwestii wydobycia gazu łupkowego czy też trwające nadal blokowanie ustawy o odnawialnych źródłach energii, która zapewniłaby sporą niezależność energetyczną państwa.

Rosji jednak trudno realizować projekty uzależniające państwa Europy w przypadku, gdy sama zaczyna mieć kłopoty z wydobyciem i transportem surowców. Stąd też potrzeba ekspansji. Ukraina ma być kolejnym państwem na tej drodze. Putin nie przewidział jednak determinacji Ukraińców i tak zdecydowanego wsparcia USA, Turcji i państw UE. Nikt do tej pory nie wyjaśnił, dlaczego Federacja zdecydowała się na wariant siłowy wobec Ukrainy, w której kontrolowała dotychczas prawie w całości strategiczne sektory gospodarcze i praktycznie większość sfery politycznej. Zgodnie z europejską logiką, Rosjanie mogli więcej zyskać działając w kraju funkcjonującym bez zaburzeń społecznych, które narastały od momentu odmowy podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE przez prezydenta Janukowycza. Umowa ta była jedynie deklaracją, która nie zmieniłaby jeszcze długo wpływów Rosji na Ukrainie. Wywołane tym faktem proeuropejskie protesty na Majdanie Niezależności w Kijowie wydawały się z początku akcją społeczną, która szybko wypali się sama. Niewykluczone, że tak by się stało. Pozostałaby jedynie niewielka grupa protestujących, których siła sprawcza byłaby żadna. Kolejne wydarzenia z Majdanem w tle zaskakiwały wszystkich. Dzisiaj staje się jasne, że wszystko odbywało się zgodnie z przygotowanym wcześniej scenariuszem.

Kiedy wydawało się już, że Ukraina wychodzi na prostą i od początku zaczyna organizować państwo, Rosja wtargnęła na Krym. Rozpoczęła proces wspierania zwolenników podziału Ukrainy. Trwały wówczas próby doprowadzenia do konfrontacji, w której strona ukraińska użyłaby broni. To uzasadniłoby w jakiejś mierze działania zgodne z prawem Dumy Rosyjskiej, uchwalone zaledwie kilka miesięcy przed rewolucją na Ukrainie, a zezwalające na akcje militarne poza granicami kraju w przypadku zagrożenia mieszkających tam obywateli FR. Ustawa Dumy powstała, jak się wydaje, w ramach przygotowywanego od dawna planu ekspansji polityczno-gospodarczo-terytorialnej Rosji, a dzisiaj widzimy, że również tej militarnej.

Wystąpienia byłego już wówczas prezydenta Janukowycza w roku 2014 na konferencjach prasowych w Rostowie nad Donem wyraźnie sugerowały, że nie skończy się na aneksji Krymu. W roku 2014 pisałem: „Janukowycz najprawdopodobniej zostanie przywieziony na Ukrainę, gdy zostaną zabezpieczone terytoria uznane przez FR jako „tereny autonomiczne”. Była głowa państwa ukraińskiego zostanie wtedy obsadzona w roli prezydenta wracającego z uchodźctwa. Dzisiaj informacje prasowe donoszą o takim właśnie scenariuszu, przygotowywanym przez Kreml.

Retoryka wojny

Gdyby kilka miesięcy temu ktokolwiek sugerował, że Rosja odważy się na akt militarny w środku Europy, każdy potraktowałoby go jak nieszkodliwego wariata. Dzisiaj już świat wie, że niemożliwe staje się możliwe. Dalsza agresja Federacji Rosyjskiej będzie kolejnym dowodem na jej słabość, stymulującą jednak determinację władz Kremla. Opisany wcześniej wariant zdobywania wpływów w państwach dawnego Układu Warszawskiego oraz w basenach dwóch mórz niekoniecznie musi się odbywać na drodze militarnej, chociaż dzisiaj trudno wykluczyć również to rozwiązanie. Putina do takiego posunięcia może sprowokować jego własne, wyimaginowane przekonanie o misji, jaką ma do spełnienia, jako kontynuator polityki carów wielkiej Rosji. Dzisiaj możemy śmiało powiedzieć, że Putin nie chce być tylko carem Rosji, ale carem świata. Ta chora ambicja zagraża całemu cywilizowanemu światu.

Europa i reszta świata dzisiaj powinna się wsłuchać w retorykę, jaką posługuje się Putin i jego otoczenie w odniesieniu do mieszkańców Federacji Rosyjskiej, będącej zlepkiem wielu narodowości. Ta retoryka izoluje Rosję, pokazuje świat zewnętrzny pełen zagrożeń, zgnilizny, prześladowań, nacjonalizmów a nawet faszyzmu. To retoryka, która ma wywołać niechęć Rosjan do świata. Ma wzbudzić nienawiść i utrwalić przekonanie, że Putin jest jedynym obrońcą cywilizacji, moralności i ładu światowego. To retoryka dawnego Związku Radzieckiego, gotowego w imię „bratniej pomocy” i „budowy nowego ładu” zniewalać narody i nieść zniszczenie.

Europa bez Rosji przetrwa

Rosja bez Europy skazana będzie na samounicestwienie. Ponad 80 procent dochodu narodowego Rosji to wpływy z gazu i ropy sprzedawanej na zachód. Pozostałe segmenty gospodarki Federacji stanowią tak niewielki udział w dochodzie państwa, że nie ma mowy o utrzymaniu go w tym kształcie gospodarczym i w efekcie geograficznym, jeśli zostanie przerwany dochód ze sprzedaży surowców energetycznych. Dochód ten i tak w lwiej części konsumuje rosyjska oligarchia. Niedobory budżetowe nie pozwalają na sprawne funkcjonowanie państwa. Pogłębia się kryzys. Globalizacja gospodarki UE sprawia, że rynki europejskie są coraz bardziej wymagające i podlegające narastającej ochronie. Rosja coraz mniej może liczyć na swoje – często bardzo mocne – wpływy w różnych państwach Europy. Nie może też liczyć w pełni na część krajów bałkańskich, przeżartych korupcją.

Grupa korumpowanych w danym państwie ulega uzależnieniu, ale część z niej, trafiając na odpowiednie warunki, ulega uniezależnieniu. Ta ostatnia to grupa wysokiego ryzyka dla Rosji, bowiem może się stać w każdej chwili nielojalna. Może też przejmować część lub całość aktywów w inwestycjach zagranicznych mających znaczenie nie tylko gospodarcze. To był również powód, dla którego Federacja stawała się coraz bardziej „nerwowa” w polityce zagranicznej.

Wojna w Europie?

Dzisiaj już nikt w to nie wątpi. W roku 2014 pisałem: „Jeśli nastąpi atak, to zapewne Putinowi będzie już obojętne, czy Zachód upomni się tylko o Krym i wschodnie regiony, czy również o Kijów. Z przyczyn strategicznych nie można wykluczyć, że front sięgnąłby w pierwszej fazie aż do oddalonego o 140 km od Polski Równego, w którym znajduje się elektrownia atomowa.”

Teraz już wiemy, że Putin poszedł o wiele dalej bombardując miasta położone niewiele ponad 100 kilometrów od polskiej granicy.

Nikt nie jest w stanie zapewnić, że za chwilę, kilka dni czy tygodni, atak nie nastąpi również na państwa bałtyckie, Polskę i resztę kontynentu europejskiego. Ci, którzy zaprzeczają takiemu scenariuszowi, jeszcze kilka dni temu zaprzeczali teorii, że Putin nie zatrzyma się na Krymie i zbrojnie zaatakuje Ukrainę. A jednak…trzecia wojna światowa właśnie się rozpoczęła!

Andrzej Klimczak

spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane

- Advertisment -