czwartek, 22 lutego, 2024
Strona głównaDziałySylwetkiBeata Poźniak – Polka, która zainicjowała obchody Dnia Kobiet w Ameryce

Beata Poźniak – Polka, która zainicjowała obchody Dnia Kobiet w Ameryce

Niektórzy Dzień Kobiet kojarzą z czerwonym goździkiem i prezentem w postaci rajstop, które w peerelowskiej rzeczywistości były towarem luksusowym. Dla innych jest to święto podobne do walentynek czy Dnia Dziecka, będące okazją do obdarowywania się kwiatami czy drobnymi upominkami. W Stanach Zjednoczonych Dzień Kobiet został uznany za oficjalne święto w 1994 r., jednak mało kto wie, że prekursorką uchwalenia przez amerykański Kongres ustawy w tej sprawie była Polka – aktorka Beata Poźniak. Poznajcie tę historię!

Beata Poźniak to polska aktorka, która zaistniała w Hollywood dzięki roli w filmie „JFK”, w którym zagrała u boku m.in. Kevina Costnera i Gary’ego Oldmana. Fot. MDb

Beata Poźniak przyjechała do Stanów Zjednoczonych w 1985 r., tuż po studiach aktorskich, mając zaledwie 25 lat. Udało jej się spełnić amerykańskie marzenie, dołączając do nielicznego i elitarnego grona Polek, którym udało się zaistnieć w Hollywood. Jednak jej dziedzictwa nie stanowi jedynie dorobek filmowy, ale też – a może przede wszystkim? – działalność społeczna, która zaowocowała konkretnymi zmianami, w tym uchwaleniem przez amerykański Kongres ustawy, na mocy której oficjalnie ustanowiono 8 marca Dniem Kobiet w USA. Jak do tego doszło?

Joanna Sokołowska-Gwizdka: Jak wspomina Pani Dzień Kobiet w socjalistycznej Polsce, w której Pani dorastała?

Beata Poźniak: Dzień 8 marca kojarzył mi się, chyba jak nam wszystkim, z goździkami i pończochami, którymi kobiety w tym dniu były obdarowywane w miejscach pracy. Ciekawe czasy. Już jako nastolatka zauważałam, że kobiety bardziej elegancko się ubierały i były wyjątkowo docenione. Mówiło się do nich i o nich z szacunkiem. Pamiętam jak szłam do szkoły z tornistrem na plecach, panie dostawały kwiaty od panów, czasami przypadkowo spotkanych na ulicy. Miło było zobaczyć zaskoczone i uśmiechające się kobiety dookoła… od milicjantki po panią w sklepie. Panie nauczycielki też dostawały kwiaty i ręcznie namalowane laurki. W „Dzienniku Telewizyjnym” tematem dnia było to, gdzie i w jakim kraju kobiety świętują 8 marca. Wydawało mi się, że to bardzo ważne święto, skoro wymienia się wiele krajów i pokazuje tyle narodowości. Niezbyt jednak wtedy rozumiałam, dlaczego tak jest. Dzień Kobiet kojarzył mi się z Dniem Matki albo zbiorowymi imieninami. Potem, już po studiach, jak wyjechałam do Stanów Zjednoczonych, pytałam ludzi z ciekawości, co tu się robi na 8 marca. Często spotykałam się ze zdziwioną miną. Po ich spojrzeniu od razu domyślałam się, że nie wiedzą, o co pytam. Myśleli, że mówię o Women’s History Month i z grzeczności mi przytakiwali.

Była Pani prekursorką wprowadzenia ustawy o obchodach Międzynarodowego Dnia Kobiet w USA. Proszę opowiedzieć skąd pomysł, aby zainicjować taką ustawę?

Kiedy przyjechałam do Stanów Zjednoczonych, potrzebne mi były wzorce kobiet imigrantek, które się przebiły i zostały docenione. Poszukiwałam nowej tożsamości. Było mi trudno oderwać się od korzeni, jako już dorosła kobieta po studiach, i zacząć od nowa. Inaczej się zaczyna w nowym kraju, jak się ma 5 czy 15 lat, wtedy łatwo znaleźć nowe koleżanki w szkole. Ja tego nie miałam i czułam się samotna, bez wsparcia na nowej ziemi. Zamknęłam się więc w bibliotece, poszukując nazwisk imigrantek, które by mnie zainspirowały. Wtedy nie było komputerów czy internetu. Wertowałam więc książki i czasopisma. Jednak łatwiej wtedy można było znaleźć nazwiska mężczyzn niż kobiet. Trochę byłam zaskoczona, bo w USA ciągle się mówi: „jesteśmy krajem imigrantów”. No to gdzie te imigrantki?

Szukałam też ciekawych przyjaciół, kobiet, które inspirują. Pewna młoda reżyserka z Finlandii powiedziała: „Ty na pewno będziesz miała „dobrą chemię” z naszą konsulową. Macie bardzo podobny charakter”. Niedługo potem dostałam telefon od Bitte Westerlund, pracującej dziennikarki, a jednocześnie żony konsula Finlandii, Jorna Donnera, z zaproszeniem. I tak po pół godzinie znalazłam się u niej w domu. Rozmawialiśmy o wszystkim, od kultury i literatury po muzykę, tak jakbyśmy się znały całe życie.

Faktycznie, jak mówili ludzie dookoła, miałyśmy bardzo kolorowe usposobienie. Dużo rzeczy nas cieszyło i łączyło, miałyśmy tyle wspólnych tematów, od literatury, poprzez filmy, sztukę, aż po prawa kobiet. Wspierałyśmy malarki na ich wernisażach w galeriach i w muzeach, oglądałyśmy filmy o inspirujących kobietach czy też reżyserowane przez kobiety.

Na 8 marca zrobiłyśmy przyjęcie w luksusowym domu Bitte Westerlund i jej męża w Bel Air i zaprosiłyśmy dostojnych gości z różnych krajów. Nie mogłam uwierzyć, że tylu obcokrajowców od Australii po Afrykę znało i cieszyło się z tego święta. Były kwiaty, muzyka i dużo ciekawych wspomnień.

Międzynarodowy Dzień Kobiet, 1994 r., Beata Poźniak (w środku), Stevie Wonder, Akosua Busia, Tiana Betty Friedan, Doris Leader Charge, Julie Carmen i inni. Fot. Archiwum Beaty Poźniak

I co było dalej?

Zainspirowana tym wydarzeniem postanowiłam dowiedzieć się więcej o korzeniach Międzynarodowego Dnia Kobiet. Okazało się, że pierwszym miastem, które podjęło odpowiednią uchwałę, była Kopenhaga w 1910 r. W Stanach takiego święta nie było. Pomyślałam: dlaczego nie spowodować, aby to święto i w USA było oficjalnie uznane? Zaprosiłam więc do współpracy różne znane osoby, m.in. z Hollywood. Byli wśród nich prezenterzy, jak Stevie Wonder, Miranda Richardson, Paul Sorvino czy reżyser Robert Wise, oraz goście honorowi – wiele kobiet różnych narodowości jak choćby Mitsuye Yamada (poetka i członkini zarządu American Civil Liberties Union – red.), która była internowana w USA jako Amerykanka pochodzenia japońskiego w czasie II wojny światowej. Była ona też tzw. „Picture bride”, w tamtych czasach to była taka tradycja wychodzenia za mąż. Do naszych działań włączyła się także Stefania Podgorska, Polka, która jako nastoletnia dziewczynka uratowała 13 Żydów, przechowując ich podczas wojny u siebie na strychu. Na marginesie, byłam lektorką książki „The Light in Hidden Places” o jej życiu, wydanej przez Scholastic, napisanej przez Sharon Cameron, która została uznana za bestseller przez New York Times i otrzymałam Earphones Award za najlepszą narrację.

Podobnie odnalazłam i zaprosiłam Irene Opdyke, Polkę – kolejną bohaterkę. Były też kobiety z krajów, gdzie w dalszym ciągu panuje upokarzająca tradycja FGM, polegająca na okaleczaniu dziewczynek („Female Genital Cutting”), jak np. aktywistka Soraya Mire, która nam opowiadała o swojej osobistej historii. Dołączyła też do nas dzielna, mocna Diane Nyad, pierwsza kobieta. która pobiła rekord świata w pływaniu.

Beata Poźniak spełnia się również jako malarka, poetka i działaczka społeczna, jest założycielką organizacji Women’s Day USA. Fot. Archiwum Beaty Poźniak

Zainspirowała Pani wiele osób. Ówczesny burmistrz Los Angeles Tom Bradley oraz gubernator Kalifornii Pete Wilson wydali w tej sprawie proklamacje, a kongresmenka Maxine Waters przedstawiła w Kongresie pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych projekt ustawy uznającej Dzień Kobiet za oficjalne święto (H.J. Res. 316).

Tak, ale długo to trwało. Zaczęłam pod koniec lat 80., ale dopiero w 1994 roku napisałyśmy razem z członkinią Kongresu Maxine Waters ustawę, którą ona przedstawiła w Kongresie. Nikt przedtem tego nie zrobił.

Za swoją działalność w kwestii praw kobiet nagrodzona została Pani przez burmistrzów Los Angeles zarówno Richarda J. Riordana, jak i Toma Bradleya. Czym dla Pani było to wyróżnienie?

Jestem dumna z tego, że moja wizja i praca zostały docenione i nagrodzone przez osoby, które reprezentowały różne opcje polityczne. Cieszę się, bo okazało się, że więcej nas łączy niż dzieli.

Założyła Pani Amerykański Komitet do spraw Międzynarodowego Dnia Kobiet oraz organizację pozarządową non-profit Women’s Day USA. Organizację również wsparło wiele osobistości ze świata politycznego i artystycznego, m.in. aktorka Diane Lane, adwokat Gloria Allred czy pierwsza kobieta w historii Kanady, która została premierem – Kim Campbell, wówczas konsul generalny Kanady w Los Angeles. Jaki cel ma ta organizacja?

Women’s Day USA miała na celu rozpowszechnienie idei Dnia Kobiet. Organizacja ma też za zadanie przekazać dalej nasze przesłanie, znaleźć imigrantki, które czymś się zasłużyły, dać je jako wzór dla innych kobiet, które tu przyjeżdżają. Ma też pokazać następnym pokoleniom, że można i trzeba działać.

Zasługi Beaty Poźniak zostały docenione przez amerykańskie władze, m.in. gubernatora Kalifornii i burmistrza Los Angeles. Fot. beata.com

Zagrała Pani wiele ról kobiet mocnych, zdecydowanych, które obalają stereotypy i zmieniają świat. W 1983 r. wystąpiła Pani w filmie „Szczęśliwy brzeg” w roli dziewczyny, która chce zostać kapitanem żeglugi wielkiej. W Ameryce sławna się stała rola rewolucjonistki w „Kronikach młodego Indiany Jonesa”, a w filmie „Babilon 5” za rolę pierwszej kobiety – Prezydenta Świata – wytwórnia Warner Bros nominowała Panią do nagrody Emmy. Czy role, które Pani zagrała, miały wpływ na Pani działalność społeczną, czy też odwrotnie, wybiera Pani takie role, gdyż są one zgodne z Pani dążeniami i charakterem?

Wybieram role kobiet skomplikowanych, lubię ich niewydeptane drogi, coś jest świeżego w ich myśleniu i walce o przetrwanie. Ciekawią mnie role, które jeszcze nie były zagrane. Kobiety, które mają coś do powiedzenia, mają inne spojrzenie na świat. Projekt i rola muszą mieć jakieś przesłanie. Fascynowała mnie rola Ofelii w „Hamlecie we wsi Głucha Dolna” Ivo Bresana. To był tzw. „półkownik” (w PRL tak nazywano projekty filmowe, które leżały na półkach i nie trafiały do szerszej widowni – red.). To był ostatni mój projekt przed wyjazdem z Polski w 1985 roku. Zobaczyłam go dopiero po latach, kiedy zaliczono ten projekt do „Złotej Setki Teatrów TV”. Rola dosyć intensywna, szczególnie pamiętna jest scena, kiedy Ofelia dostaje obłędu. Była to ciekawa przenośnia tamtych czasów, kiedy ludzie walczyli o przetrwanie.

Gdy byłam na drugim roku studiów, w 1983 r., dostałam rolę Poli w filmie „Szczęśliwy brzeg” u boku Jerzego Bińczyckiego. Nie ukrywam, bardzo mnie ona interesowała. Młoda uczennica, która chce zostać kapitanem żeglugi wielkiej, martwi się, czy przyjmują kobiety do Szkoły Morskiej. Nie wie, jakie będą jej losy. Kobiety muszą się zastanawiać, czy mogą na przykład wstąpić do wojska albo do marynarki. Ciekawy problem, prawda?

Jak przyjechałam do Stanów, propozycja zagrania roli Irene u George’a Lucasa była skomplikowana, ale fantastyczna – „The Young Indiana Jones Chronicles – Russian Revolution 1917” oparte na faktach rosyjskiej rewolucji. Zagrałam studentkę, która usiłuje obalić rząd w tych czasach. Przypomniały mi się czasy w Polsce, kiedy spaliśmy na podłodze w czasie stanu wojennego w szkole filmowej. Na studiach człowiek czuł się bojowy i był gotowy na wszystko. Wykorzystałam wiele z moich osobistych doświadczeń z tego okresu.

Kiedy informacja na temat mojej działalności na rzecz Międzynarodowego Dnia Kobiet „poszła w świat”, dostałam zaproszenie na spotkanie z producentami „Babylon 5”. Była to rola pani prezydent. Jak mnie zobaczyli osobiście, jakoś im nie pasowałam, wyobrażali sobie kogoś z wyglądu bardziej dojrzałego, kogoś, kto by im przypominał Margaret Thatcher. Ale skoro i tak już byłam, zapytałam, dlaczego mnie zaprosili, jak widzieli tę rolę, a także co myślą o prawach człowieka i tak dalej. Po pół godzinie rozmowy zmienili tę rolę, dopasowując ją do mnie. I tak powstała postać prezydent Susanny Luchenko.

Jak teraz obchodzi się Międzynarodowy Dzień Kobiet w Ameryce?

Przede wszystkim obchodzi się to święto w Białym Domu. Przed moją propozycją wprowadzenia oficjalnej ustawy w 1994 r. nie było żadnego dokumentu, że ktoś nawet usiłował taką ustawę zaproponować. Ale po ukazaniu się artykułu o mnie w „Los Angeles Times” zrobiło się na ten temat głośno i wiele szkół, uczelni, kobiecych organizacji zapraszało mnie na ich spotkania. Cieszę się, że już miliony Amerykanów podchwyciło pomysł i wspiera to święto – od Barbry Streisand po Lady Gagę, nie mówiąc o Białym Domu czy tysiącach uczelni, takich jak UCLA oraz prestiżowych organizacjach kobiecych, jak Equality Now, które wspiera Meryl Streep czy Emma Thompson. Daje mi to ogromną satysfakcję. że nasiona, które zasiałam przyjęły się i kwitną.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Joanna Sokołowska-Gwizdka


Wywiad pierwotnie ukazał się na portalu www.cultureave.com, który prowadzi i redaguje Joanna Sokołowska-Gwizdka.

Fot. Polish Film Festival – Los Angeles

KIM JEST BEATA POŹNIAK?

Beata Poźniak to polska aktorka, reżyser filmowa i teatralna, producentka filmowa, malarka i poetka. Przyszła na świat 30 kwietnia 1960 roku w Gdańsku. Pierwszą rolę zagrała w filmie „Tango ptaka”. W roku 1982 zadebiutowała na deskach teatru rolą Justyny w „Vatzlavie” w gdańskim Teatrze Wybrzeże. Rok później ukończyła studia na wydziale Aktorskim PWSFTviT w Łodzi. W latach 1983-1985 występowała w Teatrze Współczesnym w Warszawie. W 1983 roku zagrała dziewczynę, która usiłując łamać stereotypy chce zostać kapitanem Żeglugi Wielkiej w „Szczęśliwym brzegu” z Jerzym Bińczyckim jako kapitanem oraz Stanisławą Celińską i Wojciechem Pokorą. W roku 1985 wyjechała do USA. Przed samym wyjazdem zagrała jeszcze w filmie „Kronika wypadków miłosnych” Andrzeja Wajdy i w spektaklu telewizyjnym „Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna” jako Andzia, u boku Janusza Gajosa i Stanisławy Celińskiej.

Przełom w jej karierze nastąpił w roku 1991, kiedy to Oliver Stone powierzył jej rolę Mariny Oswald w „JFK”, gdzie zagrała u boku Kevina Costnera i Gary’ego Oldmana. Film okazał się wielkim przebojem, został wyróżniony dwoma Oscarami za montaż i zdjęcia. W pamięci widzów zapisała się też jej rola rewolucjonistki w „Kronikach młodego Indiany Jonesa” czy pierwszej kobiety – Prezydenta Świata w filmie „Babilon 5”. Występowała również w kilku popularnych serialach, m.in. „JAG – Wojskowe Biuro Śledcze” i „Melrose Place”. Jest też koproducentką filmu dokumentalnego „An Unknown Country”, który otrzymał nominację do nagrody EMMY.

Beata Poźniak jest pierwszą nieanglojęzyczna aktorką, która nagrała w języku angielskim audiobooka w USA. Zdobyła prestiżowe nagrody amerykańskie za głos: Earphones Awards, Audies i Voice Arts Awards. Wyróżniona przez Washington Post za najlepszego audiobooka roku – „Best Audiobook of the Year”. Poźniak jest też pierwszą i jedyną aktorką w historii 30-letniego istnienia popularnej gry Mortal Kombat (gdzie gra u boku Arnolda Schwarzeneggera i Sylvester’a Stallone’a), która zdobyła Voice Arts Award w kategorii „Outstanding Video Game Character, Best Voiceover”.

Beata Poźniak działa też charytatywnie i społecznie. Była prekursorką uchwalenia ustawy wprowadzającej uznanie w Stanach Zjednoczonych Dnia Kobiet jako oficjalnego święta. Jej inicjatywę poparła członkini Kongresu amerykańskiego Maxine Waters, przedstawiając w 1994 roku projekt ustawy przed amerykańskim Kongresem (nr ustawy: H.J. Res. 316). Beata Poźniak założyła organizację pozarządową non-profit Women’s Day USA. Spełnia się też jako malarka – jej obrazy licytowane są na aukcjach, a dochody z nich przeznaczane są m.in. na cele zdrowotne.


Dzień Kobiet

Choć niektórzy korzeni Dnia Kobiet upatrują nawet w starożytności, to powszechnie uważa się, że początki Międzynarodowego Dnia Kobiet wywodzą się z ruchów robotniczych na przełomie dwudziestego wieku w Ameryce Północnej i Europie. Pierwsze obchody Narodowego Dnia Kobiet odbyły się 28 lutego 1909 r. w Stanach Zjednoczonych. Zostały one wyznaczone przez Socjalistyczną Partię Ameryki i uważa się, że były pokłosiem strajków kobiet, które protestowały wówczas przeciwko złym warunkom pracy. 19 marca 1911 roku po raz pierwszy Międzynarodowy Dzień Kobiet obchodzono w Austrii, Danii, Niemczech i Szwajcarii. Domagano się prawa kobiet do głosowania i obejmowania stanowisk publicznych, praw kobiet do pracy i szkoleń zawodowych oraz zaprzestania dyskryminacji w miejscu pracy. W 1945 roku podpisano Kartę Narodów Zjednoczonych, która była pierwszym międzynarodowym dokumentem potwierdzającym zasadę równości kobiet i mężczyzn.

Na przestrzeni kolejnych lat różne państwa podejmowały ideę obchodów Dnia Kobiet. Do takich krajów należała też Polska, gdzie święto, które zaczęto obchodzić po II wojnie światowej, zyskało sporą popularność w okresie PRL. W zakładach pracy, szkołach i instytucjach publicznych podkreślano wkład, jaki wnoszą kobiety w budowanie „socjalistycznej ojczyzny”, a praktycznym aspektem obchodów były prezenty w postaci z dzisiejszej perspektywy nieco śmiesznych, lecz wówczas pożądanych – bo trudno dostępnych! – rajstop, mydeł, ręczników czy kawy. Obecnie 8 marca wciąż jest w Polsce chętnie celebrowany, ale święto to postrzegane jest w nieco innym wymiarze – przede wszystkim jako okazja do uczynienia miłego gestu wobec kobiet obecnych w życiu rodzinnym czy zawodowym, podziękowania im za to, że po prostu są i docenienia wkładu, jaki wnoszą w codzienność. Dla środowisk feministycznych jest to też okazja do przypomnienia, że jeśli chodzi o prawa reprodukcyjne, równe szanse na rynku pracy i równość płac, to wciąż pozostaje wiele do zrobienia i zmienienia na lepsze.

spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane

- Advertisment -