poniedziałek, 20 maja, 2024
Strona głównaDziałyCiekawostkiFilmowe kolory Wielkanocy

Filmowe kolory Wielkanocy

Wielkanoc nie pojawia się w filmach tak często, jak ma to miejsce w przypadku Bożego Narodzenia. Ciekawych produkcji na temat tych świąt jednak nie brakuje. Jakby nie patrzeć, to one opowiadają o najważniejszych chwilach ziemskiej biografii Jezusa Chrystusa.

Mówi się, że to święta radości, odrodzenia, nadziei. Wszystko prawda – zmartwychwstanie stanowi dowód triumfu największego z możliwych. Jednak poprzedza go droga krzyżowa, czyli doświadczenie poniżenia, cierpienia Syna Bożego. I właśnie ten temat rozpoczyna nasz krótki przegląd wielkanocnych ofert filmowych.

Pasja (2004), reż. Mel Gibson

Jedni widzowie zostali zaskoczeni, inni czuli pismo nosem, wszak już w takich obrazach jak „Patriota” czy „Apocalypto” australijski gwiazdor pokazał, że lubi szokować dosłownością w prezentacji dramatycznych zdarzeń. Film przedstawia ostatnie 12 godzin z życia Chrystusa. Męka i śmierć na Golgocie pokazana jest w, delikatnie mówiąc, realistyczny sposób. Mel Gibson podkreślał, że to jego najważniejsze, reżyserskie dzieło. Dbał o każdy szczegół – bohaterowie mówią w językach z epoki, czyli po hebrajsku, aramejsku i łacinie. Co do wartości artystycznych, opinie były podzielenie – pojawiał się zarzut lubowania się reżysera w makabrze, przekraczania wolności artystycznej. Fakt, film jest mroczny, ale ma rozmach, unika kiczu, robi wrażenie, nie tylko brutalnością opisu cierpienia. Krytycy żartowali jednak, że po seansie widzowie wychodzili z kina z nieopróżnionymi kubkami popcornów i napojów.

Żywot Briana (1979), reż. Terry Jones

Rzecz bardziej odważna w swoim wyrazie niźli ta, która wyszła spod ręki Gibsona, bo jest żartobliwą aluzją do życia Jezusa Chrystusa. Ponad 40 lat temu na taki luz w podejściu do tematu mogli sobie pozwolić tylko komicy z legendarnego Cyrku Monthy Pythona. Reżyserowali, grali w filmie, nasączyli go absurdem, ironią, nie bali się tknąć żadnej świętości. Nie mieliby ku temu okazji, gdyby nie George Harrison. To właśnie finansowa pomoc członka The Beatles sprawiła, że powstała satyra, sugerująca, by zawsze patrzeć „na jasną stronę życia”, która szybko zyskała status, nomen omen, kultowej.

Członkowie Monthy Pyton podeszli do życia Jezusa na wesoło i odnieśli sukces w kinach. Fot. Materiały prasowe

Wszyscy jesteśmy Chrystusami (2006), reż. Marek Koterski

Marek Koterski korzysta z motywu wielkanocnego, by podkreślić, że wielu z nas ma za sobą doświadczenie drogi krzyżowej. Wziął na warsztat problem alkoholowy, który zna zresztą z autopsji. Adam Miauczyński, bohater (niejednego) filmu reżysera, zrozumiał, że przegrał życie, poranił najbliższych. Chce się jednak pojednać z synem, wyznać winy. Obaj wspominają przeszłość, którą widzą zgoła inaczej. Wszystko łączy doświadczenie strachu, wstydu i poniżenia. Przejmująca produkcja i ostatni w karierze aktorski popis Marka Kondrata w roli głównej.

Ewangelia według świętego Mateusza (1964) reż. Pier Paolo Pasolini

Jedną z najbardziej cenionych ekranizacji Biblii stworzył gej, ateista i komunista (sic!). Twórca kontrowersyjnego „ Salò, czyli 120 dni Sodomy” podszedł do tematu niezwykle starannie, z wiernością w stosunku do litery Pisma. Powstał czarno-biały, ascetyczny film, w którym próżno szukać efektownych, epickich kadrów rodem z hollywoodzkich produkcji. Reżyser oddał jeden do jednego sceny i słowa z Ewangelii. Wszystko to sprawiło, że paradoksalnie włoski reżyser stworzył dzieło nad wyraz oryginalnie pokazujące życie i śmierć Jezusa. Film ma już 60 lat, ale trzyma się bardzo dobrze.

Pier Paolo Pasolini (z prawej) był ateistą, ale film na temat życia Jezusa zrobił wybitny. Fot. Materiały prasowe

Ostatnie kuszenie Chrystusa (1988), reż. Martin Scorsese

„Mama prosiła, żebym nie robił tego filmu” – mówił w jednym z wywiadów reżyser. Rodzicielki nie posłuchał i dwa lata przed słynnymi „Chłopcami w ferajny” zekranizował książkę Nikosa Kazandzakisa. Zamiast ulubionego Roberta De Niro włoski twórca w głównej roli obsadził Willema Dafoe. Amerykanina chwalono za kreację, a film już przed wejściem na ekrany budził skrajne opinie. Bo też nie jest to prosta, oczywista historia. Chrystus jest w niej bardziej człowiekiem niż Bogiem. Niekoniecznie dobrym kaznodzieją, za to człowiekiem mającym wątpliwości, pokusy, który nie do końca zgadza się z przeznaczeniem. Tego wcześniej w kinie nie było, w żadnym kościelnym kazaniu istoty boskiej nie przedstawiano w ten sposób. Film miał problemy z dystrybucją, pozwoleniami na wyświetlanie, bywał owocem zakazanym. Obecnie ta opowieść nikogo już nie gorszy. Kościół miewa dziś na głowie inne, daleko bardziej gorszące historie…

Willem Dafoe zyskał bardzo pochlebne recenzje, ale „Ostatnie kuszenie Chrystusa” miało kłopoty z dystrybucją. Fot. Materiały prasowe

Parada wielkanocna (1948), reż. Charles Walters

Wielkanoc wyłącznie na wesoło, choć trzeba dodać, że ze świętami mamy do czynienia tylko na początku i na końcu filmu. Za to resztę wypełnia popis tańca, śpiewu, czyli legendarni Fred Aster i Judy Garland w akcji. Partnerka Astera postanawia zacząć solową karierę, więc musi znaleźć na jej miejsce godną następczynię. Pierwsze przesłuchanie ma miejsce w Niedzielę Wielkanocną, a rzecz dzieje się w Nowym Jorku. Jeśli ktoś lubi musical, pozycja obowiązkowa. Nie tylko na Wielkanoc.

Ben Hur (1959), reż. William Wyler

Nie jest to może historia wielkanocna, ale, jakby nie patrzeć, główny bohater spotyka na swej drodze Jezusa i to dwukrotnie. Juda Ben Hur to żydowski książę, którego Messala, jego przyjaciel, prosi o pomoc w zdławieniu rebelii. Juda odmawia, przez co zostaje uwięziona jego siostra i matka, a on sam zostaje wysłany na galery. Akcja filmu dzieje się przed i w trakcie sądu i ukrzyżowania Chrystusa. Film otrzymał aż 11 statuetek i wciąż jest zaliczany do najlepszych produkcji w historii kina.

Jesus Christ Superstar (1973), reż. Norman Jewison

Rock opera, a nie musical, jak często sądzą niewtajemniczeni. Wszystkie kwestie są śpiewane. Film powstał na podstawie musicalu Andrew Lloyd Webbera o tym samym tytule i przedstawia ostatnie dni z życia Jezusa. Forma filmu sprawiła, że nie obyło się bez protestów i kontrowersji. Zarzucano twórcom, że Jezus Chrystus bardziej przypomina celebrytę niźli proroka, a Judasz wypadł nad wyraz pozytywnie. Nie wszystkim w smak była muzyka rockowa w roli ścieżki dźwiękowej, a i sami jej wykonawcy, cieszący się nierzadko złą sławą, budzili wątpliwości. Jednym seans może dostarczyć głębokich przeżyć duchowych, inni nie zobaczą w nim nic, co współgra z atmosferą świąt.

„Wielki tydzień” (1995), reż. Andrzej Wajda

Ekranizacja opowiadania Jerzego Andrzejewskiego (ukazało się w 1945 roku i opisuje historię sprzed ledwie dwóch lat). Jest tydzień przed Wielkanocą, trwa powstanie w getcie, a Irena, młoda Żydówka, błąka się po Warszawie. Spotyka Jana, który przed laty był jej narzeczonym. Ten postanawia ratować kobietę, zabiera do domu, gdzie czeka na niego żona w zaawansowanej ciąży. Film przedstawia dramat postaw moralnych społeczeństwa polskiego w obliczu holocaustu. Sytuacje skrajnego zagrożenia ujawniają całą skalę zachowań: od bezinteresownej pomocy po zwykłą podłość i bezduszne okrucieństwo.

„Chłopi” (1973), reż. Jan Rybkowski

Na topie jest obecnie ekranizacja książki Władysława Reymonta w nowoczesnym, animowanym wydaniu, w której z chłopów najwięcej jest… Jagny. Ale i film sprzed pół wieku wciąż trzyma fason – został zrobiony po bożemu, z dbałością o każdy szczegół czy element filmowej produkcji. „Chłopi” Rybkowskiego, zarówno w wersji serialowej, jak i filmowej, nie pomijają opisu obrzędów Wielkanocy. Kto ciekawy, może przyjrzeć się, jak nasze prababcie robiły pisanki, jak na ówczesnej wsi wyglądało nabożeństwo i święcenie pokarmów.

Tomasz Ryzner

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najpopularniejsze

Ostatnio dodane

- Advertisment -